Co można robić w Sajgonie gdy dysponuje się paroma dniami? Wiele: rejs po tętniącym życiem Mekongu, wyprawa do pobliskiego Cu Chi (gdzie zwiedzającym udostępniono tunele z czasów wojny wietnamskiej, w których ukrywali się wietnamscy żołnierze, żyli, przemieszczali się nimi do innych strategicznych miejsc), poznanie życia nocnego tego najbardziej rozwiniętego miasta Wietnamu czy odwiedzenie paru istotnych budowli Sajgonu a przede wszystkim Muzeum Wojny (tzw. War Remnants Museum).

Dlaczego? Bo jest tu ich mnóstwo na tyle, że nie muszą posługiwać się obcym językiem, by się porozumieć. Wietnamczycy, nawet starsze babinki biegle mówią po rosyjsku, a miasto każdą nazwę (czy to w menu, neony na budynkach, nazwy atrakcji) przedstawiało w dwóch językach - narodowym i pisane rosyjską cyrylicą.

Parę dni temu, siedząc na balkonie klimatycznej knajpki starej dzielnicy Hanoi, natknęłam się na ciekawy artykuł o tym mieście. Podsumowywał to, co powinno się w nim zobaczyć, mimowolnie dostrzec typowe ludzkie zachowania, codzienne rytuały, zachęcał do chłonięcia zapachów, smaków i kolorów tej nietypowej stolicy.

Można by pomyśleć, że z Halong Bay nigdy się nie ruszymy. Faktycznie to egzotyczne miejsce bardzo nam przypasowało, ale też na spokojnie chcieliśmy się zastanowić nad kolejną destynacją gdzieś na południu Wietnamu.