17 Sie

W DRODZE DO NOWEJ SZKOCJI

Posted by

Jednak spanie na twardym samochodowym podłożu nijak służyło nieprzerwanej ciągłości snu. Połamani zwlekliśmy się z bagażnika:) próbując jak najszybciej wyprostować obolałe nogi. Brak miejsca w aucie utrudniało ich wyprostowanie. Po śniadaniu zakupionym dnia wcześniejszego w małym supermarkecie (gotowe kanapki z tuńczykiem), udaliśmy się nad jezioro, by pożegnać się z nim i campingową plażą. Pogoda nie sprzyjała opalaniu, więc zamiast porannej higieny, wskoczyliśmy do zimnej jeziornej wody. Opuszczaliśmy Algonguin Park, by rozpocząć wielogodzinną podróż w kierunku Nowej Szkocji. Po wielu debatach, właśnie ten rejon Kanady obraliśmy za swój cel podróżniczy.

2. w drodze do nowej szkocji

PRZYJAZNA, PRZYRODNICZA KANADA

Pięknie pruliśmy prawie wyludnionymi autostradami Kanady i tak przez Ottawę, Montreal aż pod Quebec. 7 godzin, w dużej mierze na autopilocie,  prowadził Lisu a mi udało się zorganizować tani nocleg przy autostradzie - jakić motel za 60 CAD (jeden z tańszych na naszej trasie noclegów tego kraju). Po paru nocach w aucie marzyliśmy o wygodnym łóżku. Choć z drugiej strony sporo na tym zaoszczędziliśmy:).

DOMOWE GATETOWN

Po drodze mijaliśmy puste pola, autostrady, jeziora. Czekał nas ciężki dzień za kółkiem, ok. 2000 km destynacji, stąd od świtu  przemierzaliśmy niekończące się kanadyjskie krajobrazy niczym z filmu przyrodniczego. Auto prowadziliśmy na zmianę aż do Gatetown, gdzie opadliśmy z sił. Musieliśmy odbić 10 km od autostrady, by zlokalizować jakiś nocleg. I znaleźliśmy, choć po dłuższych poszukiwaniach. Oczywiście Lisu - motelowy negocjator:) - wynalazł nam B&B (bed & breakfast - łóżko i śniadanie w cenie) za 80 CAD. Nie mieliśmy siły szukać dalej, wiec zostaliśmy, jak staliśmy:). 

6. wnetrza nowego lokum

Idylliczne miasteczko, takie w którym to nowi sąsiedzi przynoszą sobie ciasto w ramach zapoznania się a mieszkańcy spotykają się na wspólne świętowanie Bożego Narodzenia:). Przypadło nam spać w domku z historią, gdzie wnętrza wyściełały babcine haftowane pościele, śnieżnobiałe serwety, puszysta od pierza pościel, obrazy w złotych oprawach oraz wszędobylski zapach róży. Powoli zbliżał się wieczór, wiec wyszliśmy na spacer po okolicy. Trzeba było wyprostować zasiedziane po aucie lędźwie. Nasz majestatyczny domek położony był przy pięknym porcie. Zasiedliśmy na ławeczce z piwem ukrytym w papierowej torbie, delektowaliśmy się widokami i odpoczywaliśmy. 

8. spacer do portu

O zmroku wracaliśmy do ''centrum'' miasteczka. Jaka  spotkała nas niespodzianka (a właściwie bezinteresowne ciepło obcych ludzi), gdy w pewnym momencie zaczepiło nas małżeństwo w wieku ok. 50 lat.  Już wcześniej zauważyli nas w restauracji pytających o nocleg w Gatetown a potem obserwowali nas na ławce siedzących z piwem. Uznali, że jesteśmy bardzo sympatyczni i taktowni z papierowymi torebkami, mimo  że to nie Stany i nie było to konieczne. Zaprosili nas na swój jacht. Stwierdzili, że sami już idą spać a my mamy czuć się jak u siebie, nawet częstować ich % z łajby. Gdy dotarliśmy do portu doznaliśmy szoku. Opisali nam swoja łódką. Szczęka niemalże opadła: luksus w białej skórze.   10. prywatny jacht

NOVA SCOTIA-PLEASANT BAY

Nad ranem miła energia nas nie opuściła. Gospodarze przywitali nas pysznym, dużym śniadaniem: z jajecznicą i smażonym boczkiem, owocami, muffinami, tostami, dżemem, kawą i herbatą. Właściciel-gaduła zabawiał przeróżnymi opowieściami a potem zadzwonił do swojej znajomej Polki z Ontario i zawołał, byśmy porozmawiali po polsku:). Wysłuchaliśmy historii rodzinnych, poznaliśmy B&B od kuchni, robiąc zabawne zdjęcia. Ledwo wypuścili nas ze swego hoteliku. Dziś zmierzaliśmy już do Cheticamp w Nowej Szkocji.

28. cheticamp

Do Pleasant Bay w Nowej Szkocji (takiej bieszczadzkiej wioski) dotarliśmy późnym popołudniem 3-ciego dnia podróży. Gdy tylko przekroczyliśmy granice  Cape Breton, widoki zaparły nam dech w piersiach, a my nie mogliśmy przestać się nad nimi zachwycać. Z jednej strony wyspę okalały klify rzucone do ogromnego, spokojnego oceanu, z drugiej - zalesione wzgórza i pagórki. Cheticamp - stolica regionu - okazała się ciut większą wioską w charakterze takiej szkockiej rybackiej. Domki, w większości drewniane, stały porozrzucane tuż nad klifem, a wiatr unosił zapach oceanu. Pierwszy w oko rzucił się się port oferujący wycieczki w morze, by zobaczyć wieloryby. Uciekliśmy do Pleasant Bay, oddalonego o 35 km od Cheticamp. Mieliśmy mały problem ze znalezieniem taniego i ładnego pokoju. Dodatkowo 3-dniowa podróż na tyle nas wykończyła, że kolejne godziny negocjacji przychodziły z większym trudem. Zatem gdy w końcu dotarliśmy do ''Mountain View Motel'', gdzie Krzysiek na nowo wytargował cenę za nocleg, postanowiliśmy pozostać tu na tydzień. Przecież były to ostatnie chwile naszych wakacji.

24. z widokiem na ocean

Padliśmy jak betki. Właściwie spanie stało się moim kolejnym hobby, albo po prostu mam to po mamie:). Zapuchnięci wyczłapaliśmy się na ganek:). Tak, urokiem takiego motelu jest własny ganek, miejsce parkingowe pod oknem a tu dodatkowo mieliśmy własną ławkę na której pijaliśmy od tej pory kawę. Dookoła tylko cicha przyroda, las, niemalże żadnego sąsiada w pobliżu i świeże powietrze. Żyć, nie umierać. Dlatego pierwszego dnia postanowiliśmy robić..NIC:). Żadnych treningów czy sprecyzowanych zadań. Tylko większe zakupy spożywcze w Cheticamp i dalsze błogie lenistwo. Pleasant Bay nie oferowało knajpy czy większego marketu, w którym można by zrobić przekąskowe zakupy. Jedynie mały punkt, w którym raczyliśmy się kawą na wynos.

22. parking przed pokojem

NASZE KANADYJSKIE BIESZCZADY

I tak ponownie, z okien własnego samochodu,  wlepiając wzrok w niekończący się horyzont oceanu, pnąc się przepięknymi serpentynami wzdłuż lasu, zmierzaliśmy do stolicy Cape Breton. Śmieliśmy się do siebie, że Kanada nie określiła się dokładnie czy chce być trochę kanadyjska, angielska, a może francuska. W jednym regionie bowiem mówią po angielsku, w innym po francusku, na monetach mają brytyjską królową a ich waluta to dolar kanadyjski, a jeden z regionów nazwali Nową Szkocją. Korzystając z okazji, że znajdywaliśmy się w Cheticamp, zajechaliśmy do ukochanego Tima na kanapkę z zupą. Trzeba przyznać, że lepszych zup nie jadłam nigdy wcześniej. Kremowe, sycące, każdy znalazł tu swój smak. Satysfakcja gwarantowana:).

26. serpentyny

Dla zabicia swojego poczucia winy, że nie znaleźliśmy lepszej oakzji na nocleg, pobiegaliśmy po miasteczku w poszukiwaniu alternatywy na kolejne dni. Okazało się jednak, że trafiliśmy najlepiej jak mogliśmy. Wracając do Pleasant Bay, przy drodze ujrzeliśmy... łosia, który kompletnie nic nie robił sobie z naszej obecności:).

Fot. W drodze do Nowej Szkocji oraz Cape Breton (2009). 

Następnego dnia ruszaliśmy z planem na wysiłkowe treningi po parku Cape Breton. Znaleźliśmy prawdziwe perełki wśród szlaków

Comments

  • Asia

    Oj Aga, przyroda jest i to myślę oplata kraj w 70 % jak nie więcej. W miastach się tego nie widzi, ale wystarczy wyjechać poza jego granice i krajobraz się zupełnie zmienia. Gdyby tylko nie te odległości..

    Asia wtorek, 27 luty 2018 14:48
  • Agnieszka

    Kanada to jest w ogóle taki oryginalny kraj, na nic nie mogą się zdecydować. Byliśmy tylko w okolicy Toronto i brakowało mi natury. A tu jednak widoki są wspaniałe.

    Agnieszka wtorek, 27 luty 2018 14:23
  • Asia

    HAHA, to prawda daleko ta Kanada i Nowa Szkocja:) ale będąc przy okazji to idealne miejsce, by naprawdę poczuć przyrodę. Polecam!

    Asia poniedziałek, 26 luty 2018 15:21
  • Katarzyna B.

    Generalnie lubimy spać w bagażniku naszej 20-letniej toyoty, ma duży tył ;) I nawet jest wygodna! Ale to raczej w trakcie krótszych górskich wypadów, kiedy chcemy być wcześnie rano na szlaku. Nabrałam chęci na Bieszczady, bo do Kanady póki co za daleko ;)

    Katarzyna B. poniedziałek, 26 luty 2018 15:03
  • Studnia Miodu

    Mnie również bardzo podobało się porównanie z polskimi Bieszczadami :) w sumie na zdjęciach nawet widać jakąś Solinę :) Czekam na kolejne relacje!

    Studnia Miodu środa, 21 luty 2018 16:38
  • Anita

    Piękna przygoda! Tylko pozazdrościć. Przy okazji pochwalę się, że też mamy za sobą noclegi w aucie! Muszę jednak przyznać, że było całkiem przyjemnie ;-) W naszym przypadku auto było naszym domem przez ponad 10 dni w Omanie. Wyjazd marzenie - tak go teraz wspominamy ;-)

    Anita środa, 21 luty 2018 14:46
  • Asia

    To nasze ulubione polskie góry, stąd porównanie bo tak też się czuliśmy, choć z amerykańskim akcentem:)

    Asia środa, 21 luty 2018 13:09
  • Ania

    Haha podoba mi się określenie "Kanadyjskie Bieszczady". Życie w podróży bywa uciążliwe, ale dla takich widoków warto się przemęczyć.

    Ania środa, 21 luty 2018 11:29

Leave a comment

Make sure you enter the (*) required information where indicated. HTML code is not allowed.