czwartek, 18 listopad 2021

MOSTAR & WODOSPADY KRAVICA

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Słynny Stari  Most w Mostarze widziałam chyba  na setkach zdjęć na długo przed tym, jak pojawiliśmy się w tym największym mieście Hercegowiny.

Traktowałam to miejsce trochę na zasadzie, że trzeba  to zobaczyć. Jednak to, co widziane na czyichś fotografiach w porównaniu do żywego obrazu to są  dwie różne rzeczy. Nasza wspólna lisowa reakcja na pierwsze zetknięcie się z mostem “w realu”, widzianego od  strony głównego deptaku starej części miasta - Kujundziluk - to było “wow”, powtórzone nie  tylko raz. Miejsce tak bardzo się nam spodobało, że postanowiliśmy w naszym dość pędzącym rytmie bałkańskiej podróży, zatrzymać się w nim aż  na trzy noce. I śmiało jednogłośnie uznaliśmy, że gdybyśmy mieli tylko JEDNO miejsce w BiH, by do niego wrócić na jeden dzień, to byłby nim Mostar.  

HERCEGOWINA & ATRAKCJE MOSTARU

Hercegowina to słoneczna, południowa część BiH, leżąca w cieniu chorwackiego wybrzeża (mimo niewielkiego skrawka dostępu do Adriatyku w miejscowości Neum). Swoją nazwę wzięło od imienia XV-wiecznego księcia (tłum. bośniackie = herceg) - Stjepana Vikcića Kosaca, którego zasługą było uzyskanie pół-niepodległości od Królestwa Bośni. Obecnie zachodnia część Hercegowiny zdominowana jest przez bośniackich Chorwatów, podczas gdy jej wschodnia część należy do Republiki Serbskiej. 

STARI MOST

Klimatyczny Mostar, pełen jest restauracyjek, kramików, w “kamiennej architekturze” (wiele z nich odrestaurowanych w stylu osmańskim), gdzie po kocich łbach docieramy do  słynnego mostu z XVI w. zarzuconego nad wartką i rześką wodą Naretwy, oraz pomiędzy dwoma średniowiecznymi wieżami.   Również i Mostar został bardzo dotknięty walkami wojny lat 90-tych. Pięknie odrestaurowany w 2004 roku został jednocześnie wpisany na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Wyślizgane kamienie mostu utrudniają swobodne wchodzenie i schodzenie po jego stromych bokach. Z pewną nieśmiałością (czy strachem w portkach) podchodzimy to metalowych barierek, za którymi jak gdyby nigdy nic przechadza się dwóch roznegliżowanych śmiałków czekających prawdopodobnie na spora zapłatę za skok do wody. Sława Starego Mostu dodatkowo rośnie  przez odbywające się tu co roku zawody z serii Red Bull Cliff Diving World Series. Wydarzenie ściąga do Mostaru żądnych emocji widzów i skoczków. My podczas dość długiego, jak na typowego tutejszego turystę, pobytu nie widzimy ani jednego skoku do wody. Z jednej strony szkoda, bo musi to wyglądać zachwycająco, a z drugiej strony sądząc po wyglądzie owych panów, na wysportowanych skoczków nie wyglądali. Raczej na wprawionych piwoszy (lub rakijoszy), z mętnymi oczami i czerwonymi policzkami (bynajmniej nie tylko od słońca:). Zdradzieckie wiry Naretwy potrafią zmienić ukształtowanie dna i stanowić duże zagrożenie dla niewprawionych fafa-rafa. Dodatkowo skok do wody z rozpalonym od temperatury powietrza ciała do około 10-stopniowej wody skutkować może szokiem i niemiłymi skutkami.   Podczas pobytu  w Mostarze nie narzucamy sobie tempa a delektujemy się urokliwymi uliczkami miasta, jadamy wyśmienite, grillowane kalmary w różnych knajpach, tutaj też udaje nam się “w drodze” złapać ze znajomymi, z którymi w Warszawie ciężko:), więc jest  to miłe Polaków spotkanie na obczyźnie. Spacerujemy po starej części miasta, po obu stronach mostu, plażujemy na brzegu Naretwy, bawiąc się niemalże w “morsów”, bo woda jest przeraźliwie zimna. Ale tak to było z naszym 10-latkiem, że gotów się  był kąpać w jakimkolwiek naturalnym zbiorniku wody:). Także jak widać odcięte od morza bałkańskie kraje straszne nam nie były, bo okazywało się, że dla chętnego nic trudnego i wszędzie znajdzie jakieś kąpielisko. Dla tych, którzy chcieli być bliżej wody, lecz niekoniecznie w niej:), pod mostem organizowane są krótkie rejsy po Naretwie na pontonowych motorówkach. 

KRZYWY MOST

zwany po ichniejszemu Kriva Cuprija (1558 r.) znajduje się w zachodniej części starego miasta i wydaje się taką mniejszą wersją Starego Mostu. I o ile ten przetrwał czas wojenny bez szwanku, tak rzeka Radobolja, nad którą jest zarzucony stała się jego zmorą podczas powodzi w 1999 roku. Po latach odbudowany, cieszy oczy po dziś dzień. 

POZOSTAŁE ATRAKCJE MIASTA & NOCLEGI

Poza leniwym, lecz jakże cieszącym oczy spacerze po starej części Mostaru, degustacji tutejszych smaków i wpadnięcie w wir zakupowy (np. na alei zakupowej Braće Fejića, gdzie mieliśmy swoją ulubioną piekarnię), możemy zajrzeć tu i ówdzie. 

Dla tych, którzy chcą pogłębić swoją wiedzę o miejscu, czekają wnętrza War Photo Exhibition i Muzeum Starego Mostu prezentujące historię Mostaru i Starego Mostu. 

Już krótki spacer po okolicy pozwala odkryć kolejne budowle, bądź to co po nich pozostało po okresie wojennym, jak np. dawne centrum handlowe Razvitak (z niemalże egipskimi wzorami na jej fasadzie, nieodbudowane obecnie  stanowi niebezpieczne miejsce parkingowe), szkielet 8-kondygnacyjnego Ljubljanska Banka będącego idealną bazą dla snajperów z okresu wojennego. 

Przed wojną Mostar uznawany był za jedno z najbardziej etnicznie zróżnicowanych miast Jugosławii, co widoczne było chociażby w zupełnej otwartości w mieszankach małżeńskich (chorwacko-bośniackie, muzułmańsko-chrześcijańskie, ortodoksyjne, nie miało to  znaczenia). Po wojnie wszystko się zmieniło, a Muzułmanie ze swymi meczetami zostali jakoby “wygnani” na drugą stronę rzeki. I tak też zmierzając wzdłuż wspomnianej Braće Fejića i równolegle do niej natrafić możemy na meczety: Roznamedzi Ibrahimefendi (1620 r., jedyny, który przetrwał wojnę niezniszczony, dalej w kierun ku Marsala Tita znajduje się Meczet Karadjoz-bey, Nesuh-aga Vucijakovic i widziany tuż przy Naretwie - Koski Mehmed Pasha Meczet. Tuż za mostem zachował się Meczet Tabacica, przy kompleksie garbarskim, gdzie po środku placu znajduje się otwarty basen. Obok dopatrzeć się można Muzeum Hammamu (powstałego na podwalinach XVI-wiecznej tureckiej łaźni - hammamu, prezentujące jej kulturę i tradycję).   W Mostarze spotykamy się dość spontanicznie ze znajomymi, z którymi nawet w miejscu zamieszkania ciężko znaleźć czas na spotkanie, a okazało się, że pokonują niemalże podobną trasę, co  my tylko od drugiej strony i w krótszym czasie. Punkt spotkania padł na Mostar a my, przy tej okazji, wynajęliśmy większy apartament dla naszej szóstki.   Nasze “Apartments & Rooms Little Rock" - retro, ale jednocześnie  nowoczesne mieszkanie z widokiem z balkonu na stare domostwa Mostaru, przeszło nasze oczekiwania. Mieszkaliśmy tuż Braće Fejića, a z pomocą gospodarza domu parkujemy po drugiej stronie deptaku za 3 EUR za dobę. Wstępnie ryzykowaliśmy darmowe parkowanie w okolicy centrum handlowego Razvitak, lecz usłyszeliśmy, że mogą nam po prostu sholować samochód. Był też obok strzeżony parking 1 EUR/ godzinę i nie było oferty dobowej. Także tutaj byliśmy bezpieczni i nie wydaliśmy fortuny.   Dwupokojowy apartament z oddzielną łazienką i WC, aneksem kuchennym i salonem (znajomi jadali u nas bo z małym dzieckiem korzystali po prostu z sypialni i łazienki na wyłączność) zapłaciliśmy 30-35 EUR od rodziny (negocjacje nie są niczym niewskazanym:).  Co rano Krzysiek schodził do ulubionej cukierni po smakołyki i nie nudzącego się mi nigdy burka, także mieliśmy świeżutkie, pachnące śniadanie na cały salon. 

Nasza spontaniczna decyzja o pozostaniu w Mostarze dzień dłużej spotkała się również z szybkim zrozumieniem gospodarza. I o ile nasz apartament był już zarezerwowany, zaoferował nam prywatny pokój w jego hostelu oddalonym o ok. 100 metrów od tego obiektu. W hostelu byliśmy sami. Wieczorem z okna pokoju mogliśmy obserwować podekscytowanych mieszkańców kibicujących swoim rodakom w jakichś regionalnych rozgrywkach piłkarskich.   W tych knajpach wieczorem czy o poranku siadały te same osoby. Gdy Lisu siadał tam na kawę, po trzech dniach był traktowany niemalże jak swój. 

"Klimat tu jest niesamowity. Tak się siedzi na tym deptaku, delektuje kawką czy cokolwiek się zamówiło i obserwuje wszystkich, kto przechodzi obok. Taka atrakcja, bo co tu robić. Fajne to jest.” - Lisu zachwycony relacjonował swoje poranki w knajpie na deptaku. 

W moich noclegowych poszukiwaniach niezmiennie pomagało booking.com.

Fot. Mostar w obiektywie, 2021.

WODOSPADY KRAVICA

Tuż przy Mostarze znajduje się niemalże zagłębie innych atrakcji: Tekke w Blagaj (Fot. w galerii: Bakir Custovic; fotogenicznie położony klasztor derwiszów u źródeł, jakby mogło być inaczej, zielono-niebieskiej rzeki Blagaj), Medziugorie (Međugorje) - miejsce niepotwierdzonych objawień maryjnych które ściągają do tego miasteczka tłumy katolickich wyznawców z całego świata oraz magiczne Wodospady Kravica, które odwiedzamy my.

“Kolejne wodospady?” - przekornie podśmiewywał się Krzysiek, gdy zaproponowałam taką atrakcję na dzień. Śmiał się, bo faktycznie podczas krótkiego pobytu w BiH zdążyliśmy już zobaczyć trzy (w tym jeden pod Jajcowymi młynami) i czwarty był w planie. To sporo jak na jeden kraj, i to nie duży. “Ciesz się, że tyle ich widzisz! Wrócimy do kraju i zatęsknisz za tym błękitem wody”.   Okazało się, że nie dość, że Wodospady Kravica znajdowały się jakieś 30 km od Mostaru (czyli blisko), stanowiły zmysłowe doznania dla oka (w całej Bośni i Hercegowinie kolor wody to najczystsze odcienie błękitu i zieleni), były ogromne (rozciągają się na ponad 100 metrach a woda spada do basenu z wysokości  25 metrów), dodatkowo można było kąpać się w ich wodach, a nawet próbować wejść pod ten “szalony prysznic”, bądź zanurzyć w nieckach tworzących jakby wanny jacuzzi (woda nie była jednak podgrzewana:). Otoczenie bujnej przyrody sprawiało wrażenie dżunglowego krajobrazu. Na terenie wodospadów miejsce swoje znalazły trzy knajpki, gdzie można było posilić się czymś drobniejszym, bądź napić jakiegoś schłodzonego napoju. Trochę mnie to jednak zmartwiło, bo wolałabym chronić tego typu pomniki przyrody niż “osaczać” je kolejnymi punktami gastronomicznymi. Każdy mógł tu znaleźć miejsce dla siebie: wynająć leżak przy brzegu, łódkę czy kajak by podpłynąć pod jeden z wodospadów i nie zamoczyć nawet włosa, popluskać się i nurkować w tych seledynowych wodach (co też czyniliśmy zaskoczeni, że jesteśmy w tej aktywności w nielicznej grupie) czy  wylegiwać się na trawce, na własnym kocyku na polance obok. Można tu rozbić się z namiotem. 

Wejście do parku kosztuje całkiem sporo jak na bośniackie (czy hercegowińskie) realia - 40 BAM za dorosłego (ok. 95 zł), Julek wchodził  za darmo. Lecz wystarczy przyjechać tu  od świtu, spędzić czas do  wieczora nasycając się tutejszą przyrodą, a wtedy cena nie wydaje się aż tak wysoka. Poza tym warta tego miejsca.

Pobyt w tej części BiH bardzo nas zrelaksował, czuliśmy się tu jak u siebie. Trzeba było ruszać dalej, do Czarnogóry.

Fot. Mostar c.d & Wodospady Kravica, 2021.

Wyświetlony 86 razy Ostatnio zmieniany piątek, 19 listopad 2021
Więcej w tej kategorii: « SARAJEWO W 1,5 DOBY

7 komentarzy

  • Asia
    Asia piątek, 26 listopad 2021

    Potwierdzam. Warto sobie zostawić coś na kolejne odwiedziny. Bo to kraj niedoceniony a bardzo bogaty w ciekawe miejsca i gościnnych mieszkańców.

  • Podróże w Naturze | Ania
    Podróże w Naturze | Ania piątek, 26 listopad 2021

    Znajome okolice, jedno z najukochańszych państw w Europie :) Cudo!

  • Paulina
    Paulina środa, 24 listopad 2021

    Bałkany, a szczególnie Bośnia i Hercegowina to miejsce, do którego bardzo chciałabym wrócić... tyle atrakcji jeszcze tam zostało do poznania :D

  • Asia
    Asia środa, 24 listopad 2021

    Olka, dzięki za kolejne wskazówki podróżnicze!

  • Olka
    Olka środa, 24 listopad 2021

    Mostar to obowiązkowy punkt eksplorowania Bośni i Hercegowiny. Miasto Symbol. Nie tylko przez wzgląd na Kamienny Most. W Mostarze polecam jeszcze park Fortica, skąd rozciągają się fenomenalne widoki jak z lotu ptaka na miasto oraz górę z krzyżem - też genialne widoki.

  • Asia
    Asia poniedziałek, 22 listopad 2021

    To macie plan na kolejny raz:)

  • fOTO podróże BPE
    fOTO podróże BPE poniedziałek, 22 listopad 2021

    Mostar złąziliśmy wzdłuż i wszeż, ale na wodospady nie starczyło czasu ... szkoda, bo piękne są

Leave a Reply

Your email address will not be published. HTML code is not allowed.