piątek, 24 wrzesień 2021

PARK NARODOWY UNA & STRBACKI BUK

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Zmierzaliśmy ze Słowenii ku północy Bośni i Hercegowiny. Czuliśmy dodatkowe podekscytowanie na myśl, że wjeżdżamy do tej mniej popularnej wśród turystów destynacji.

W takich miejscach można było zawsze odnaleźć coś nowego, chociaż mimo wszystko poruszaliśmy się dość utartym szlakiem. 

RZEKA UNA

Mijając drogowskazy na chorwackie Jeziora Plitvickie, kierowaliśmy się ku Dolinie Rzeki Una. Tutaj czekać nas miał bośniacki konkurent owych jezior - Park Narodowy Una (o powierzchni 198 km2). Wjeżdżając do miasteczka Bihać, pierwsze co rzuciło nam się w oczy, to dość ubogie budownictwo, praktycznie sami mężczyźni Muzułmanie na ulicy oraz ten niesamowity miks odcieni zieleni i błękitu rzeki przepływającej przez centrum miasta. Potem nie raz mieliśmy jeszcze okazję cieszyć oczy jej lazurem zajadając się nowymi dla nas, bałkańskimi smakami w jednej z restauracji u jej brzegu. I o ile tutaj jej wody były dość spokojne i przejrzyste, przez co można było dojrzeć bogatą faunę i florę Uny, tak w samym sercu parku, rzeka zmieniała się w istnego demona tworząc niejednokrotnie kilkudziesięciometrowe spadki.

STRBACKI BUK

Jechaliśmy tu właśnie dla niego - wodospadu Strbacki Buk, na którym organizowano w parku spływy pontonami. Z naszego letniego domku (o którym zaraz wspomnę) mieliśmy do pokonania ok. 25 km do bram parku. Mijając doliny, na których gdzieniegdzie stały domostwa, oraz las świadczący o granicy parku, widzieliśmy turystyczne szlaki, którymi można byłoby dotrzeć do wodospadu pieszo bądź rowerem. Niestety nawet gdybyśmy mieli zamiar dotarcia do miejsca o swych siłach, musieliśmy się trochę oswoić z nowym krajem, szlaki już z drogi wydawały się niezadbane (prawdopodobnie mało kto nimi uczęszczał), a świadomość zaminowania kraju po wojnie potęgowało tylko dziwne wizje w głowie. Gdy zjechaliśmy z głównej drogi, węższa asfaltowa poprowadziła przez wioski i pola aż pod bramy Parku Narodowego Una, nad którą na wzniesieniu dumnie prezentowała się Twierdza Ostrozac. Po chwili droga przeszła w szutrową równolegle do lazurowej Uny. Zaskoczeni byliśmy brakiem niemalże ruchu. Albo park nie był znany albo mało popularny. Nam to pasowało, oby tylko nawigacja “nie zaprowadziła nas w las”. Jednak mogliśmy odetchnąć z ulgą widząc budkę straży parku, gdzie sprzedawano wejściówki do niego. Dorosły płacił 7 KM (jak to Julek mówił - kilometrów, a w rezultacie BAM, czyli bośniackich marek konwertybilnych), a dziecko 5 KM. Po przejechaniu kolejnych kilkuset metrów docieramy na ogromny parking na polanie w otoczeniu wzgórz z jednej strony i rzeki z drugiej. Tuż przed wejściem na kładkę prowadzącą wzdłuż rzeki i wodospadu na tarasy widokowe, rozstawiły się kramiki z pamiątkami, bośniackimi smakami oraz parę knajpek. Już tutaj cieszymy oczy nowościami: popularnym na Bałkanach miodem (z różnych roślin), próbujemy “bosanską kafę”, oblizujemy się na widok grillowanego pstrąga czy chrupiącego burka. Ale wszystko w swoim czasie. Teraz idziemy delektować się Strbackim Bukiem.  I przyznam, że spokojna tafla wody i jej cichy szum nie przepowiadały takiego zjawiska, jakim był owy wodospad. Po drewnianej kładce przebiegło nam paru pontonowych śmiałków w czerwonych piankach i kaskach. Byli ewidentnie podekscytowani, a nam się to udzieliło. Strbacki Buk - szeroki na 43 m, o 3 spadach i najwyższym, pierwszym 23,5-metrowym zdumiewał. Tu na jego skraju przechadzali się, jak gdyby nigdy nic, wykwalifikowani przewodnicy spływów. Pomacali nogą pod wodą, parę rzutów okiem w dół i plusk… po prostu skok w pionie na nogi. Ciarki przeszły po plecach, a gapie (których było tu już całkiem sporo), na czele z nami, krzyczeli z radości na ich wyczyn.  Stopień niżej czekały już pontony, do których wsiadali śmiałkowie i rozpoczynał się widowiskowy spływ, jeden za drugim po co raz mniejszych już wodospadach rzeki Una. Wszyscy z wysokości mogli podziwiać tą odwagę i cieszyć oczy Strbackim Bukiem i ogólną egzotyką miejsca w pełnym słońcu. Po nascyceniu się wodospadem zeszliśmy na polanę niżej na piknik. Łudziliśmy się odnaleźć jakieś wygodne zejście do wody, z nadzieją na kąpiel. Nie udało się. Nie poddawaliśmy się jednak i parę kilometrów od wjazdu do parku, przy drewnianej wiacie i drzewie z rzuconą do wody pozostałością po huśtawce linie, chłopcy oddali się kąpieli rzecznej. Okazało się jednak, że to prawdopodobnie temperatura wody nie zachęcała ludzi do wchodzenia do niej. Miała na oko 12-15 stopni. A może informacja odczytana gdzieś przeze mnie była prawdziwa. Może celowo zapobiegano tworzeniu kąpielisk, by nie zaburzyć naturalności rzeki z jej wyjątkowymi surowcami zapewniającymi tak magiczne kolory i wodą o czystości I i II stopnia. 

Fot. Park Narodowy Una & Strbacki Buk, 2021.

GUEST HOUSE LAGUNA

Niezmiernie ucieszyliśmy się na widok naszego nowego lokum. Lubimy miejsca bez gwaru, nie w centrum wydarzeń i najchętniej gdzieś w bliskim otoczeniu przyrody. Bihać, jak wspomniałam, nie zachwyciła nas zbytnio i nocleg w centrum miasta nie byłby dla nas wymarzony. Potrzebny był co najwyżej na wybranie gotówki z bankomatu i ewentualne zakupy spożywcze. Bo o pobycie na plaży rzecznej nawet już nie myśleliśmy. Na ulicach sami panowie, nad rzeką również, także moja obecność w kostiumie kąpielowym byłaby krępująca dla wszystkich stron.

Nasz letniskowy domek usytuowany był kilometr od głównej drogi. Tu już nie docierały odgłosy szosy, a jedyne nocne modlitewne nawoływania z pobliskich meczetów. Do tego też musieliśmy przywyknąć. Na uwadze musieliśmy też mieć bezpańskie psy kręcące się po okolicy. Zazwyczaj w tak ciepłych miejscach nie były groźne, gdyż osowiałe od upału, lecz często obierały sobie jakiś dom za swój i wtedy zaciekle go strzegły. Mogły być zatem groźne. Jogging Lisa po wiejskich drogach nie wchodził w grę.

Gospodarze korzystali prawdopodobnie z domku w każdej wolnej chwili a znając przybliżoną godzinę naszego przyjazdu, czekali już na miejscu. Wielki ogród, parę miejsc do delektowania się posiłkami na dworzu, leżaki, hamaki a nawet pół-altana z grillem zewnętrznym. Na zewnątrz stała też letnia łazienka  z prysznicem. Drewniany domek również oferował wszystko, co potrzebowaliśmy: łóżko i sofę na parterze oraz podwójne spanie na antresoli. Aneks kuchenny również pozwalał pichnić po domowemu. W okolicznym supermarkecie uposażaliśmy się w prowiant, pieczywo i burki kupowaliśmy w “pekarze”. Za ogrodem rozciągała się polana i wzgórze przypominające bieszczadzkie pejzaże. Sąsiadowaliśmy z innymi tego typu domkami. 

Fot. Rzeka Una & nasze letniskowe domostwo na północy BiH.

Po trzech nocach w Bihaci zmierzaliśmy do Sarajewa, przez Jajce. Po drodze czekały nas zróżnicowane pejzaże.

Wyświetlony 115 razy Ostatnio zmieniany poniedziałek, 27 wrzesień 2021

7 komentarzy

  • Kasia
    Kasia poniedziałek, 04 październik 2021

    Cudowne krajobrazy! Mam nadzieję że w przyszłym roku zatrzymamy się tam na dłużej.

  • Asia
    Asia piątek, 01 październik 2021

    To fajnie Antek, a na innych?:)

  • antekwpodrozy.pl
    antekwpodrozy.pl piątek, 01 październik 2021

    Bardzo podobają mi się wodospady na tej rzece :)

  • Asia
    Asia czwartek, 30 wrzesień 2021

    Dzięki Ania, cieszę się. Tak ten park ukrył się na mapie i trzeba przyznać kiepsko się reklamuje. Może dzięki temu jest tak urokliwy?:)

  • Podróże w Naturze | Ania
    Podróże w Naturze | Ania czwartek, 30 wrzesień 2021

    Coś przepięknego! Byliśmy w BiH i nawet ładnie ten kraj zjechaliśmy, ale w okolicy Una jeszcze nie byliśmy. Wiedziałam, że tam musi być pięknie, ale widoczki u Was przerosły oczekiwania :)

  • Asia
    Asia środa, 29 wrzesień 2021

    Niestety z drogi często niewiele widać a skarby ukryte są w środku. Może następnym razem się Wam uda. Jest tu sporo do zobaczenia.

  • fOTO podróże BPE
    fOTO podróże BPE środa, 29 wrzesień 2021

    Przez Bośnię przemknęliśmy ekspresem - nie było wiec czasu na zwiedzanie i atrakcje inne niż przy drodze . Teraz widzę co straciliśmy ... może jeszcze kiedyś znowu będzie nam ten kraj po drodze !

Leave a Reply

Your email address will not be published. HTML code is not allowed.