Nie widzieliśmy całych Chin. Jest to oczywiście niemożliwe, nawet jak byśmy zacisnęli pasa i przez 2 miesiące próbowali jak najszybciej pokonywać niekończące się odległości, by dojechać do kolejnej atrakcji, wsiadać w kolejny szybki (a tym samym drogi) pociąg i pędzić dalej. W naszym planie niewiele było przyrody, natury, którą tak bardzo kochamy. Jednak wszystko było nowe, zaskakujące, ogromne i nowoczesne. Nie takich Chin się spodziewaliśmy.

Nanning znalazło się na naszej mapie podróży po Chinach tylko dlatego, że poza stolicą, miasto posiadało najwięcej biur pośrednictwa wizowego w związku z przekroczeniem granicy z Wietnamem. Wiedzieliśmy jedynie, że jest to kolejne ogromne kilkunastomilionowe miasto a na miejscu reklamowało się bardzo urozmaiconą kuchnią chińską.

Gdzieś wewnętrznie odczuwaliśmy potrzebę zwolnienia, zastanowienia się nad kolejną destynacją, miejscem, które prawdziwie nas zaskoczy, zauroczy i rozkocha.

Szanghaj jest nowoczesnym miastem Chin, o którym słyszał nawet ten, kto w Chinach nie był. Niejedna scena filmowa z udziałem chińskich sztuk walki prawdopodobnie odbyła się w tej zadziwiającej, słynącej z wysokich wieżowców, niezasypiającej metropolii. Jednak dla nas stała się szybkim miejscem przelotowym w kierunku Hong Kongu, gdzie musieliśmy przekroczyć granicę z Chinami ze względu na nieubłaganie zbliżający się kres naszej pierwszej wizy chińskiej.