TURBACZ - KRÓL GORCÓW

Od niespełna roku bujałam się z chorym kolanem, z bólem odpuszczając sobie jakiekolwiek górskie szczyty.

Świadomość odwlekającego się w nieskończoność zabiegu operacyjnego nie pocieszała, lecz sportowa zaciętość buzowała w ciele. Gdy dostałam wprost zalecenie lekarskie, by nie odpuszczać aktywności fizycznej, lecz czyniąc to “z głową”, trenowałam spokojnie mięśnie, praktycznie nie odczuwając po jakimś czasie żadnych dolegliwości w chorej nodze. 

I tak krok po kroczku nastał piękny, jesienny weekend, podczas którego zaryzykowałam z Lisami “wspinaczkę” na najwyższy szczyt Gorców - Turbacz (1310 m npm). Mimo że jeszcze dwa lata temu nie wiedziałam nawet o istnieniu tych gór, rok później podbiliśmy ich niższy, ale jakże malowniczy, szczyt Lubań. I wtedy ciągnący się  w nieskończoność szlak dał nam w kość, może za ten brak respektu do “niższych” gór i zbyt wielką pewność co do swoich umiejętności. 

Mając to i stan nogi na uwadze, godziłam się z sytuacją, że może będę musiała zawrócić, ale że na pewno trasa na Turbacz to nie będzie jakimś tam pikuś.  

NIEBIESKIM SZLAKIEM KONINKI-TURBACZ

Do Turbacza docierały szlaki z każdej jego strony niczym odnogi gwiazdy. I niemalże każdy odcinek ku szczytowi wynosił blisko 3 godziny. Zatem nasz  wybór padł na najbliższe miejsce wejścia od naszego pensjonatu w Mszanie Dolnej. Padło na Koninki

Mapa turystyczna wskazuje:

Koninki – Suchy Groń – Czoło Turbacza – Hala Turbacz – Turbacz Schronisko – Turbacz

Szlak niebieski, 8,2 km w jednym kierunku i 3:23 min wejścia oraz 2 godziny zejścia, przewyższenie na poziomie 739 m.

Niemało jak na roczny odpoczynek od gór. Początkowy i dość długi odcinek szlaku wjedzie przez las. Ale w tą piękną polską jesień to był jedynie rarytas dla zmysłów. Takiego wybuchu kolorów nie widziałam od roku a ten ostatni raz również zastał nas w Gorcach. Gdy zza drzew wyłaniały się pierwsze prześwity, przed oczami wyrastały nam ogromne polany oraz pierwsze widoki na pobliskie pasma górskie. Kolorowo, słonecznie, pięknie. Szlak niemalże nie przestawał piąć się w górę. Niejednokrotnie jęczałam pod nosem, że mam dość. Potem Czoło i Hala Turbacza - dosłownie chwila bez podchodzeń i ostatnie lekkie do schroniska. Wtedy zupełnie zapomniałam, że czytałam o świetnym widoku na Tatry przy dobrej pogodzie. A nasza była piękna! Schronisko pękało w szwach, ledwo znaleźliśmy ławkę na zewnątrz, by posilić  się niesamowicie smakowitymi kabanosami z własnego plecaka:) Kawka, ciastko i na Turbacz. Stąd to już 10-minutowy pikuś. Końcówkę pokonuje się jakby granią, a stąd widoki na Tatry ciągną się dalej zjawiskowo. A jeszcze gdy błyśnie nam w oddali Jezioro Czorsztyńskie,  to już w ogóle radość po całości. 

Turbacz to mocno uroślinniony szczyt, więc gdyby nie obelisk z tablicą informacyjną, można by go nieświadomie przejść. Tu robimy odpoczynek i tym samym zielonym szlakiem wracamy do Koninek. Dopiero przemierzając trasę w dół uświadamiamy sobie jak mocno musiały popracować nasze nogi, by pokonać to wszystko w górę. Przy schodzeniu kolana muszą ciut mocniej pracować, lecz mimo wszystko dałam radę! Mięśnie nie zapomniały:) Spontaniczna kąpiel stóp w mroźnym potoku to była najlepsza decyzja tego dnia!

 Fot. Szlak na Turbacz, Gorce 2022.

TURBACZ Z PSEM

Tym razem w Gorcach pojawiamy się z psem. Widząc na szlakach mnóstwo czworonogów z ich właścicielami uznaliśmy, że to świetne miejsce na trasy również dla naszej niewielkiej chihuahua’y. Na miejscu jednak okazuje się (przyznam bez bicia, że nie zweryfikowałam tego wcześniej, bo zasugerowałam się wspomnieniem wielu psów na szlakach Gorców), że Gorczański Park Narodowy nie zezwala na spacery z psami, lecz udostępnia jedynie parę szlaków, na szczęście z uwzględnieniem najwyższego jego szczytu, czyli Turbacza. Ufff… Mimo to na pewno będziecie mieli szansę zobaczyć na swojej drodze mnóstwo właścicieli ze swymi psami. Część zweryfikowała listę szlaków, część ryzykuje mandatem ze strony straży parku. 

ZIELONYM SZLAKIEM NA TURBACZ Z KONINEK

Ponownie zatrzymujemy się na parkingu pod siecią szlaków prowadzących między innymi na Turbacz. Za parking płacimy (ponownie) szokujące 25 zł, a ten jest niemalże pełny. W budce zdobywamy informacje odnośnie szlaków dla psów i po krótkiej burzy mózgów decydujemy się na pionowe wejście pod kolejką, dzięki czemu szybko znajdujemy się na zielonym szlaku w kierunku Obidowca. Trzeba przyznać, że ten odcinek daje mocno w kość, po chwili leje się z nas, jak z cebra. Chihuahua nie wygląda na zbytnio przejętą, radośnie podbiega, zbiega, obwąchuje okolice, generalnie trzyma się lepiej od nas - rzekomo wysportowanych osób:) Na tym podejściu jesteśmy sami, wielu turystów wjeżdża tu kolejką. Nam jednak zależało na mocnym treningu. Ten sam odcinek można by pokonać czerwonym szlakiem spacerowym, ale również w budce pracownik parku informuje, że to może zająć 2-3 godziny, a potem kolejne by zdobyć Turbacz. Rezygnujemy z tej opcji, szkoda nam czasu. 

Trasa: (zielona) Koninki - Tobołczyk - Tobołów - Suchora - (czerwona) Obidowiec - Rozdziele - Turbacz 

(z Polany Tobołczyk czeka Was ok. 6 km trasy na Turbacz, czas: 2:15 h, przemieszczenie w górę: 414 m, w dół: 71 m, nie licząc ostrego podejścia pod kolejką z Koninek)

Na Tobołczyk docieramy w niespełna 40 minut, skąd zielony szlak prowadzi nas na Obidowiec. Wbrew pozorom nie idziemy po płaskim, tylko szlak powoli pnie się ku górze. Idziemy w ciemnym lesie, potem przy polanach przyroda prezentuje się mocno zielono (mimo końca września), jest spokojnie, bujnie, pięknie. Niemalże nie mijamy nikogo na tym szlaku, pies szaleje bez smyczy ile popadnie. Napotykamy ostre, kamienne, schodkowe podejścia, po to by znowu szlak wyłonił się na jakoby grani i dalej od Obidowca przechodził w czerwony ku Turbaczowi. Skręcając w prawo dotrzemy do Schroniska na Starych Wierchach, można kontynuować do kolejnego PTTK na Maciejowej. Te odcinki również dozwolone są dla domowych czworonogów.  

My stawiamy na Turbacz ciesząc się, że najpierw zaczynamy od szczytu a potem dopiero możemy (lecz nie musimy) pokonać parę minut więcej by dotrzeć do Schroniska pod Turbaczem. Rok wcześniej po równie ciężkim (i równoległym do tego) szlaku najpierw widzimy owe schronisko i po pokrzepiającym posiłku musimy się zmotywować na dotarcie do szczytu, bo trasę wracamy tym, którym przyszliśmy. Podejście z Rozdzieli również wiedzie dość stromo i mimo naszych dobrych kondycji, również trasa wychodzi nam bokiem. Widoki rekompensują wysiłek a dotarcie do celu to niesamowity prezent. Jest rześko, więc szybko na Turbaczu zjadamy zasłużony obiad (kiełbasę z musztardą i bułą), podziwiamy widok na Tatry i Jezioro Czorsztyńskie i ruszamy w drogę powrotną tym samym szlakiem. Całość zajmuje nam 5,5 godziny w dwie strony (nie licząc postoju).  

NOCLEGI I STOŁOWANIE SIĘ W GORCACH

oferują duży wachlarz obiektów i tylko w zależności od planów weekendowych, które szczyty planujecie zdobyć i jak długo dojeżdżać autem pod ich początkowy odcinek, zależy wybór lokalizacji. Gorce są dość rozległe i z każdego zakątka gdzieś dotrzecie:)

My celujemy w miejscowość Konina, tuż koło Koninek, skąd realizujemy wejście na Turbacz, a pierwszego dnia (choć bez sukcesu) z Koniny próbujemy podbić jeden z wyższych szlaków tego parku - Kudłoń (1274 m npm). Z Koniny możemy udać się szlakiem czarnym (i szybszym, ok. 2:20 h), lub dłuższym, czerwonym spacerowym (ok. 3 h szlaku). Po pół godzinie trekkingu dopada nas tak mocny deszcz, że nawet plastikowe płaszcze nie dają rady a przemoczony do suchej nitki pies jest na nas ewidentnie wściekły;) Poddajemy się, gdy na polanie przed Kudłoniem mgła zasłania nam dosłownie wszystko. Nagrodą na tej trasie stają się salamandry tłumnie przecinające nam drogę. W “Gorczańskim Zakątku”, w którym przyszło nam spać tym razem (Konina) i który świadomie reklamuje, bo zachwycił nas pod każdym względem (pięknymi, nowymi wnętrzami w pełni wyposażonego apartamentu, uprzejmością ich właścicieli, akceptacją domowych zwierząt za rozsądną cenę), obolałe członki “leczymy” w rozgrzanej do czerwoności bani, która jest dostępna dla wszystkich gości obiektu w zależności od dostępności i nieodpłatnie. Wieczorna kąpiel przynosi ulgę, a poranna jest rajem dla zmysłów, bo z widokiem na piękne gorczańskie wzniesienia. Na obiadokolację jeździmy do oddalonej o 11 minut autem, znanej z wcześniejszego pobytu, Mszany Dolnej, oraz polecanej przez gospodarza nowo otwartej Restauracji Orkanova. Dzięki niewielkich rozmiarów psa i uprzejmości restauracji stołujemy się w niej dzień po dniu zachwycając wyśmienitością kuchni serwowanej przez tutejszego kucharza. Poza walorami smakowymi, dania prezentowały się jak dzieła sztuki, w rozsądnych, jak na te czasy, cenach. Niemalże każdego dnia restauracja pękała w szwach.

Fot. Turbacz z psem, 2023.

A wy mieliście okazję zdobyć Turbacz? Którym szlakiem? Jak wrażenia?

Jeśli spodobały się Wam Gorce koniecznie zajrzyjcie do artykułu:

- Mogielnica - Beskid Wyspowy, znajdującej się tuż obok oraz

- Lubań, który zdobyliśmy podczas pobytu w Limanowej.

2 komentarzy

  • Asia
    Asia piątek, 06 październik 2023

    :) Gorczański Zakątek polecam z całego serca Kuba

  • Kuba
    Kuba piątek, 06 październik 2023

    Ale widok (z tej bani), rewelacyjnie! ale żeby nie było, nie mówiłem o Lisku ? ino krajobrazie ? a poważnie Asia podziel się adresem

Leave a Reply

Your email address will not be published. HTML code is not allowed.