Gdzieś, gdzie nie byłyśmy we dwie, a można by zaliczyć kolejny szczyt Korony Gór Polski.
ŁYSOGÓRY PO KOBIECEMU
Góry Świętokrzyskie? Ale przecież one są niskie. Przy dobrej kondycji i w tempie w 30-40 minut jest się na Łysicy czy Łysej Górze. Idealne pasmo pod dzieci, seniorów czy po prostu mniej aktywnie żyjące osoby. Ale co jeśliby przejść trasę pomiędzy dwoma szczytami ? Docierając na piechotę pod nocleg, osiągając 20 km szlaku? To byłoby już coś. Chcąc nie chcąc wychodzi dobry wycisk i cały dzień pod chmurką. Decyzja podjęta!
Nocleg znajdujemy w okolicy Świętej Katarzyny, w Krajno Pierwsze. Apartamenty z aneksem kuchennym i tarasem robią robotę w czasie pandemii. Kiedy na miejscu dowiadujemy się, że za dodatkową opłatą gospodarze przygotują nam saunę połączoną z grotą solną, wcześniej dobrze zdezynfekowaną, byłyśmy przeszczęśliwe. Był początek czerwca, zapowiadała się piękna, słoneczna pogoda. O 20 byłyśmy już w naszym nowym mieszkaniu na dwa dni a Świętokrzyskie powitały nas ulewą z piorunami. Wylegiwanie się w ogrodzie musiałyśmy odłożyć z nadzieją na kolejny dzień.
SZLAKIEM CZERWONYM IM. EDMUNDA MASSALSKIEGO
Ustaliłyśmy, że wygodniej będzie nam taksówką dojechać do Nowej Słupi, skąd rozpoczyna się czerwony szlak na Święty Krzyż (zwany również Łysą Górą - 594 m n.p.m.), przejść Świętokrzyski Park Narodowy niemalże wzdłuż (ciężko tu mówić o graniach), aż przez Puszczę Jodłową , aby dotrzeć do Łysicy (613 m n.p.m.) i zejść w Św. Katarzynie, skąd już tylko ok. 3 kilometrów pieszo asfaltem mogłyśmy dotrzeć do Krajno Pierwsze. Namiary na zaufanego kierowcę otrzymujemy od gospodyni kwater prywatnych, a taksówkarz za przejazd bierze 70 zł. Niestety nie udaje nam się znaleźć towarzyszy do tego dość sporego busika, by koszty choć trochę podzielić.
NOWA SŁUPIA - ŁYSA GÓRA
Po pysznym śniadaniu, które same sobie zgotowałyśmy, ruszyłyśmy na podbój tego niemalże 20-kilometrowego odcinka. Ruszając spod parkingu pod parkiem w Nowej Słupi, mijając Karczmę Mnicha, będziemy poruszać się tzw. “Drogą Królewską” - według znaków - około godziny (3 km). Po drodze mijamy stacje drogi krzyżowej, cały czas poruszając się w lesie.
Na szczycie pojawia się polana, z której jeszcze kawałek wyżej magicznie prezentuje się Sanktuarium.
Odpoczynek, łyk wody, baton, wizyta we wnętrzach kościoła i pełne werwy ruszamy w kierunku gołoborza. Dzięki zakupionym biletom wstępu do parku, wejście na platformę widokową na gołoborze jest tańsze.
Na Święty Krzyż można dotrzeć drogą asfaltową od strony Huty Szklanej, do Przełęczy Huckiej (474 m n.p.m.). My postanawiamy trzymać się szlaku i idziemy laskiem widząc po lewej drogę. Po chwili docieramy do miasteczka, gdzie rozsiane są drewniane domki, w których zakupić można pamiątki, przekąsić coś drobnego. Decydujemy się na kawę i podpiwek, który swoja drogą - schłodzony - idealnie gasi pragnienie. Podążamy wzdłuż drogi wypatrując odbicia szlaku ponownie w las. Ledwo, za Osadą Średniowieczną, na którą niemalże się wchodzi, widoczna jest oznakowana dalej polna droga na Łysicę. Od tego momentu dość długo przemierzamy leśne tereny, lekko pnące się ku górze, z sielskimi, wiejskimi pejzażami jak za dziecięcych las. Zielone ukwiecone łąki, pasące się w oddali konie, niemalże brak turystów.
HUTA SZKLANA - ŁYSICA
Na jednej z polan robimy sobie piknik. Po chwili wychodzimy z lasu. Szlak przechodzi w szosę. Bardzo przypomina mi trasę pielgrzymkową. Na tak krótkim odcinku widzimy wiele świętych kapliczek. Mijamy poletka truskawek i borówek amerykańskich. Na zakręcie asfaltowej drogi, w wiosce Kakonin dostrzegamy zabytkową chałupę z 1820 r., karczmę oraz zabudowania gospodarcze. Przerwa na kolejną przekąskę i promienie słońca.
Dalej idąc w górę lasu, gdzie mieszają się przez chwilę szlak czerwony z niebieskim, oczekujemy słynnego krzyża na Łysicy. Mijamy Przełęcz Św. Mikołaja, patrona i opiekuna podróżników, strzegąc ich przed dzikimi zwierzętami, które rzekomo na tej trasie można było spotkać. Tutaj napotykamy na drewnianą kapliczkę. Zmierzamy dalej poprzez kolejny szczyt Łysogór - Agatę (608 m n.p.m.), aż w końcu widzimy nasz kolejny cel. Możemy odetchnąć, bo mimo odczuwania zmęczenia, nie dopadnie nas w górach zmrok. Jest co prawda czerwiec, lecz szlak wiódł w 80% w lesie, zatem o ciemność łatwiej.
Wspinamy się na skałki kolejnego widocznego gołoborza. "Najwyższe pasma Gór Świętokrzyskich znane są z osobliwości geologicznej określanej jako gołoborze. Oznacza ono miejsca „gołe”, bez „boru”, usłane rumowiskiem głazów. Widoczne są z dołu jako szare, „łyse” placki pośród górskich lasów. To ich obecności najwyższe pasmo gór – Łysogóry, a także najwyższe szczyty – Łysica i Łysa Góra (inaczej Łysiec) zawdzięczają swoje nazwy. Gołoborza świętokrzyskie powstały w wyniku erozji – procesów mrozowych w okresie zlodowaceń plejstoceńskich, gdy zamarzanie i rozmarzanie wody w szczelinach odsłoniętych skał piaskowców kwarcytowych powodowało ich rozpad na coraz mniejsze bloki, głazy i kamienie. Z czasem w wyniku sukcesji roślinności leśnej większość gołoborzy porosła lasem – odkryte pozostały tylko te pod Łysicą i pod szczytem Łysej Góry.” - swietokrzyskie.pro (przewodnik pieszy).
Fot. Czerwonym szlakiem przez Łysą Górę i Łysicę, 2020.
ŚWIĘTA KATARZYNA I POWRÓT DO DOMU
Pozostaje teraz pozwolić nogom bezwładnie stąpać w dół, bo szlak już tak tylko prowadził. Lasy te porosłe są głównie w jodły i buki. Docieramy do kapliczki i źródełka Św. Franciszka. Z przyjemnością oblewamy się rześką wodą. Wychodząc z parku słynnym czerwonym szlakiem im. Edwarda Massalskiego, na prawo ujrzymy kolejny szlak - niebieski - wiodący przez lasy ŚPN przez Miejską Górę (426 m n.p.m.) aż do Bodzentyna. Docieramy do miejscowości Św. Katarzyna tuż obok klasztoru i kościoła o tej samej nazwie. My zmierzamy ostatkiem sił do Krajna Pierwszego.
Po pysznym obiedzie w miasteczku, wróciłyśmy na zasłużony wieczór spa. Ale wcześniej delektowałyśmy się ciepłym wieczorem w ogrodzie, leżąc na metalowych leżankach i obserwując zbliżającą się burzę. W oddali mogłyśmy dojrzeć pasmo Łysogór.
Fot. Czerwonym szlakiem przez Łysogóry, cz. 2.
Kolejny dzień, tuż przed powrotem do Warszawy, spędzałyśmy w Kielcach. Ale o nich już pisałam wcześniej:).















