Po krótkim wertowaniu stron internetowych w poszukiwaniu jakiegoś nowego dla nas miejsca w górach (bo destynację ustaliliśmy na początku), trafiliśmy na Kocierz Hotel & Spa. W otoczeniu niskich, bardzo urokliwych przyrodniczo wzniesień, z bogatą ofertą hotelu poza pięknym, dużym 4-osobowym pokojem, śniadaniem w cenie i basenem wewnątrz obiektu, na sportowo spędzamy czas w usytuowanych w pobliżu Żywca Targanicach.
VILLA KOCIERZ
Hotel oferuje 2 obiekty na miejscu, na wzniesieniu, w otoczeniu lasów i wydaje się być „odcięty od świata”. Do najbliższego sklepu należy podjechać około 3 kilometrów. Główny budynek, w którym znajduje się baza spa, basen oraz restauracja oferuje wiele pokoi, a mimo to nam przypadło spać w położonej ciut niżej przy wyciągu narciarskim – Villi Kocierz. Nie oznaczało to oczywiście, że było nam tu gorzej, czy standard był niższy. Poranne przejście do restauracji w piękną pogodę bynajmniej nam nie przeszkadzał. Dodatkowo tuż przy naszym pokoju znajdywało się duże boisko, na którym albo graliśmy w piłkę nożną albo próbowaliśmy sił w rzutach do kosza.
OFERTA HOTELOWA
By skorzystać z basenu również musieliśmy trochę podreptać po naturalnych wzniesieniach okolicy obiektu (plus schodach do hotelu), co automatycznie poprawiało naszą kondycję, bo musieliśmy biegać w te i we w te pod górkę i z górki. Na basenie Julek dopracowywał swoją technikę pływania, a dorośli na zmianę a to korzystali z relaksującego jacuzzi lub rozgrzewali kości w dwóch saunach. Z drugiej strony głównego obiektu znajdywał się plac zabaw dla najmłodszych i leżaczki czy drewniane ławki dla chcących na chwilę spocząć czy też skorzystać z promieni słońca.
Przy dobrej pogodzie aż prosi się by spędzić czas nad wodą i pod chmurką. To to również oferuje Kocierz. Rozbudowany aquapark na terenie hotelu to duży obszar, który oferuje: typowo nadmorską plażę (tak, tak, leżą tu tony białego piasku – prawdopodobnie znad Bałtyku) a na niej leżaki, parasolki i boisko do gry w siatkówkę plażową. Tuż przed oczami wyrastają nam mazurskie drewniane kładki wśród szuwarów, zielonej jakby jeziornej wody, mała zjeżdżalnia dla najmłodszych i dwie duże dla wszystkich (w tym jedna rura). Mimo naprawdę dobrej pogody podczas naszego urlopu, w moim odczuciu woda nie nagrzała się na tyle, bym z przyjemnością się w niej pluskała. Za to moje Lisy nie raz korzystają z adrenalinowych zjazdów na wodnej zjeżdżalni. Dla głodnego na plaży stoi mała budka, w której można przekąsić coś słonego lub słodkiego. Kawałek wyżej stoi trzeci budynek o podobnej góralskiej architekturze Kocierzy, z dużą restauracją, która wydaje się być otwarta głównie przy okazji organizacji wesel czy dużych przyjęć.
Nad głowami co chwilę śmigają nam kolejni śmiałkowie, którzy odważyli się skorzystać z tutejszych tyrolek. Jeśli gość hotelowy zdecyduje się na pełen pakiet pobytowy, wszystkie atrakcje ma w cenie, w tym park linowy dla najmłodszych i starszych. Dla tych, którzy jednak wykupili sobie jedynie pokój ze śniadaniem, za park linowych dla dzieci oraz dmuchaną zjeżdżalnię obok zapłacą po 5 zł za swoją pociechę. Czas ograniczony jest do 30 minut. Wejście na park linowy dla starszych wynosi do 30 zł a połączony z 5-cioma zjazdami na tyrolce to 40 zł. Z tego rozbudowanego pakietu miałam przyjemność skorzystać ja. Nie będę wspominać o radości jak u dziecka, jaką odczuwałam. Latanie wśród drzew, nad sztuczną plażą i na dużych wysokościach zdecydowanie dobrze na mnie wpłynęły. Julek również codziennie odczuwał potrzebę adrenaliny na mniejszym parku z małą tyrolką.
Kocierz oferuje dobrą kuchnię regionalną (i sytą). Pyszne i bogate śniadania zapełniają nam brzuchy do późnych godzin południowych, że chodzimy na obiadokolacje nie jadając nic pomiędzy posiłkami.
SZLAKI MAŁEGO BESKIDU
Seniorzy wystarczy, że z kijkami nordic walking pochodzą wokół obiektu. Dużo tu wzniesień, więc zadyszki można dostać już idąc do głównego budynku hotelu:). My decydujemy się na spacer wśród dziewiczych lasów obrośniętych w urodzajne krzaki jagody w kierunku Potrójnej (884 m n.p.m) i Łamanej Skały (929 m n.p.m). Spokojna trasa, idealna dla seniora, dziecka a dobry spacer dla nas. By się trochę bardziej zmęczyć, Krzysiek co chwilę podbiega sprintem przed siebie. Po drodze mijamy łąki, schronisko (Chatka Studencka pod Potrójną), w którym obchodzimy się ze smakiem na świeżo przygotowane jagodzianki, po których pozostaje jedynie zapach roznoszący się po drewnianym domku. Nie starczyło już dla nas:(. Jemy swoje kanapki i kabanosy. Za chwilę żałujemy też, że pierwszy raz nie wzięliśmy ze sobą kiełbasek, bo na polanie wyżej rodziny z dziećmi rozpalają ognisko, w specjalnie przygotowanym pod to miejscu. Starcza nam trochę chleba by zgłodniałemu Julkowi podpiec białe pieczywo. Pachnie wyśmienicie.
Trasa prowadzi dalej, czerwonym szlakiem Na Beskidzie i Leskowiec (podobne wysokości) lub zielonym na Czarną Górę (808 m n.p.m). My wracamy do Villi, bo trochę marudzi nam dziecko. Następnego dnia biorę na spacer w tym kierunku teściową. Mimo obolałego kolana pokonujemy spory odcinek. Cieszy się jak dziecko, zajadając się jagodami po drodze.
Fot. Beskid Mały w sezonie letnim (2018)
ATRAKCJE OKOLICY
Okolice hotelu oferują bardzo dużo. Gdyby nie fakt, że nam hotel sam w sobie oferuje bardzo dużo na relaksujący czas, prawdopodobnie odwiedzilibyśmy pobliski Inwałd, Zatorland i inne tego typu atrakcje pod dziecko. Przy odrobinie chęci (bo trzeba jednak ponownie spędzić trochę czasu w aucie), możemy odwiedzić Wadowice czy Oświęcim. Jednak uznajemy jednocześnie, że to jeszcze nie czas na naszego syna na tego typu miejsca. Niedaleko od Targanic leży popularna Góra Żar i Zalew Żywiecki, koło którego przejeżdżamy w drodze do Szczyrku. W okresie letnim prezentuje się bardzo europejsko, z wieloma atrakcjami na świeżym powietrzu i zachwycającą tamą na Zalewie. Nie raz widzimy go ze Skrzycznego w Szczyrku.
BESKID ŚLĄSKI. NOWE TRASY
Tak często bywamy w tej, coraz to popularniejszej z każdym rokiem, miejscowości (Szczyrk), iż uznajemy że trzeba również poszukać nowych szlaków górskich. Jako że w te góry dość często wyjeżdżam ze swoimi przyjaciółkami, udało nam się takowe zweryfikować. Nie bylibyśmy sobą i teraz, gdybyśmy na pierwszy rzut nie zaliczyli ponownie Skrzycznego. Ta trasa, idąca niemalże cały czas pod kolejką górską, daje w kość i jesteśmy tego świadomi za każdym razem gdy zaczynamy ją zdobywać. No ale uwielbiamy to, więc nie możemy sobie i tym razem jej odmówić. Na szczyt kolejką dojeżdża babcia z Julkiem. Razem zajadamy się pysznościami w schronisku na samym szczycie.
Niesamowicie malowniczy, biegnący niczym sinusoida to szlak przez Przełęcz Salmopolską. Ruszamy nim z miejscowości Biały Krzyż (940 m n.p.m) jadąc w kierunku Wisły. Idąc granią przez Malinów, Malinowską Skałę i Kopę Skrzyczeńską widzimy Beskid Śląski jak na dłoni z całym przekrojem przyrodniczym.
Na Malinowskiej Skale (1152 m n.p.m) stajemy niczym na rozstaju dróg wybierając dalszy kierunek trekkingu. Miejsce jest wyjątkowo malownicze a bezkres przestrzeni obserwujemy z bulwiastej skały. Jest idealna na selfie czy inne fotograficzne dzieła sztuki. Po około 2 godzinach docieramy do Skrzycznego. Ponownie czekają na nas babcia z wnukiem. Na dół zjeżdżamy już kolejką razem.
Fot. Przełęcz Salmopolska w Beskidzie Śląskim.
Innym razem (3 lata wcześniej) z przyjaciółkami zdobywamy Baranią Górę od strony Wisły (ale można ją również zacząć od Białego Krzyża) i źródła naszej najdłuższej polskiej rzeki.
Fot. Barania Góra od strony Wisły, babska wyprawa.
