Bardzo przypadkiem wpadła nam w oko oferta hotelu Marena Wellness & Spa w Międzywodziu. Kompletnie nie przyszło by nam wtedy do głowy, że stać nas będzie na 7-dniowy pobyt w tym 4-gwiazdkowym hotelu nad polskim morzem, w sezonie i z dostępem do tylu atrakcji dla całej naszej piątki (dwie mamuśki i trójka dzieci). I prawdopodobnie mix paru splotów zdarzeń, tj. początek wakacji, decyzja o miejscu last minute i krótkie negocjacje z sympatyczną recepcją pozwoliły nam spędzić czas na północy Polski za rozsądną cenę.
WARUNKI HOTELOWE
Marena Wellness & Spa przerosły nasze oczekiwania. Za pokój z synem, z ogromnym łożem, na którym spaliśmy razem, w głównym budynku hotelu, z całodniowym wyżywieniem i atrakcjami dla dzieci (animatorami, opieką, placem zabaw, grami, salą zabaw itd.), basenem z zapleczem spa oraz leżakami i parawanami na pobliskiej plaży zapłaciliśmy 200 zł/dobę.
SPA
to przede wszystkim wykorzystany przez nas do granic możliwości basen. Z ogólnodostępnym oprzyrządowaniem (koła ratunkowe, motylki – rękawki, rurki do pływania a nawet okularki do nurkowania) i z jacuzzi, dzieci praktycznie nie wychodziły z wody. Wystarczyła jedna lekcja z instruktorem pływania (45 min za 50 zł), by Julek przypomniał sobie pływanie i na nowo przełamał się do samodzielnego poruszania w wodzie bez wsparcia. Do tego dochodziło pomieszczenie typu sala medytacji w przeróżnych aromatach, sauny i ceramiczne fotele do relaksu przy wysokiej temperaturze dla dorosłych.
Na basen schodziliśmy 2 piętra niżej a tuż poniżej mieścił się ogromny taras, na którym rozłożono leżaki, a lokalizacja hotelu w lesie i osłonięcie od wiatru ścianą budynku powodowało, ze nawet w chłodniejszy dzień, na tarasie odczuwaliśmy większą temperaturę ciesząc się z pierwszych wakacyjnych promieni, podczas gdy tego czasu w całej Polsce padało. Plotki, dobra lektura i słońce. Czego więcej potrzeba przyjaciółkom na wakacjach?:) Z tarasu miałyśmy widok na ogromny teren hotelu, plac zabaw dla dzieci, trampolinę, małą siłownię i wielki trawnik, gdzie dzieciaki grały w piłkę. Puszczałyśmy wtedy naszych najmłodszych samopas co chwilę zerkając czy wszystko w porządku. Mogły się tu czuć zupełnie bezpiecznie. Cały hotel pełen był rodzin z dziećmi. Jeśli i na dworze się znudziły, w budynku udostępniono im salę zabaw pełną książeczek, gier planszowych oraz dwóch komputerowych i interaktywnych zabaw.
TYDZIEŃ W MARENA
Każdego dnia hotel prezentował plan zabaw dla dzieci. Jednego przygotowywały medale piłkarskie wykonane z płyt CD i puchary wylepione na kartkach (jako ze akurat wyjazd nałożył się na mundial), które następnego dnia prezentowane były przed wejściem do jadalni, kolejnego przyjechał do hotelu mały cyrk a w nim klauny prowadzące zabawy typu: strzelanie z łuku, puszczanie wielkich baniek mydlanych czy inne zręcznościowe zawody. Gdy do Mareny przyjechała budka fotograficzna, z całego wydarzenia miały największy ubaw mamuśki. Innego razu zorganizowano grill pod wiatą oraz dyskotekę z DJem dla wszystkich.
Nasz dzień w Marena wyglądał niczym przygotowany według jakiegoś utartego szablonu. Najpierw sen do oporu, śniadanie w formie bufetu z przepysznymi i świeżymi produktami, gdzie nie było sposobu, by nikt nie wybrał czegoś dla siebie, a po którym to do późnych godzin pękaliśmy w szwach. Następnie czekał nas spacer na plażę i wylegiwanie się na słońcu za parawanem bądź na leżaczku (również z hotelu). Jeśli dzieciaki nie czerpały radości z zabaw na piasku, plażą szliśmy ok. 1,5 km do miasteczka lub deptakiem od ulicy, wśród lasów, który to dzieciaki pokonywali na swoich hulajnogach. A w miasteczku raj – mnóstwo kramików z pamiątkami, lody z automatu, chrupiące gofry i inne kolorowe rzeczy, od których najmłodsi dostawali oczopląsu.
Potem basen, dla odmiany gra w piłkarzyki czy ping ponga i czas wolny dla każdego aż do obiadokolacji, na której również serwowano przeróżną kuchnię, duży wybór produktów i również w formie bufetu.
Fot. Międzywodzie nad Bałtykiem, Międzyzdroje, hotel spa (2018).
POZA MIĘDZYWODZIEM: MIĘDZYZDROJE
Będąc w takiej lokalizacji Polski, grzechem byłoby nie podjechać do snobistycznej i drogiej (ze względu na wielu turystów z Niemiec) Międzyzdrojów, by pospacerować dużym, drewnianym molo, podreptać po szerokim deptaku, zjeść bąbelkowego gofra z dodatkami za 20 zł (!) i nie zobaczyć gwiazd artystów rozsianych po Alei Gwiazd, bo akurat była w remoncie. Za to dzieciaki zeksplorowały Muzeum Figur Woskowych na własną rękę, chwaląc się potem sesją fotograficzną z ciekawymi postaciami.
WYSPA WOLIN
była na wyciągnięcie ręki i gdy tylko pogoda troszeczkę się popsuła, ruszyliśmy na leśne jej szlaki.
KAWCZA GÓRA
otwiera bramy do wyspy Wolin i jest to jedno z najwyższych tutejszych wzniesień (61 m n.p.m.), skąd rozpościera się panorama na bezkresny Bałtyk, Zatokę Pomorską a przy dobrej widoczności możemy dojrzeć niemieckie nadbrzeżne miasteczka tuż za Świnoujściem. Na ową górę docieramy od szosy wiodącej do Międzyzdrojów, przez piękny las, bądź z plaży, nad którą wyrasta masywny klif, a na Kawczą Górę można wdrapać się po najwyższych schodach drewnianych polskiego wybrzeża, osiągające 51 m wysokości.
PUNKT WIDOKOWY GOSAŃ
w kierunku którego urządziliśmy dzieciom mini-podchody, jest wyższym od Kawczej Góry i wynosi aż 95 m n.p.m. Na szybko, wśród pięknego lasu bukowego, wymyślone zostają zadania z udziałem szyszek i patyczków, potem chwila grozy, gdy starszyzna zniknęła za górką a odnaleziona ostatnia wskazówka prowadząca do torebki ze słodyczami wywołały bezcenną radość. Później pozostało zgłębiać tajniki pozostałości wież obronnych wybrzeża i schronów, które nie uległy zniszczeniu w czasie wojny.
ZAGRODA POKAZOWA ŻUBRA
to kolejna atrakcja na drodze, którą mieliśmy okazję zobaczyć parę lat wcześniej a z obecną ekipą nie raz obserwowałyśmy te majestatyczne okazy chociażby w Białowieży czy Dolinie Charlotty. Tym razem darowaliśmy sobie eksplorację, choć jest to alternatywa dla rodzin z dziećmi.
LAGUNA
Jezioro Turkusowe, zwane również Szmaragdowym znajduje się w wiosce Wapnica, a jej magiczny kolor przyciąga wielu turystów. Głębokie na 21 m, nie udostępnione do kąpieli, a kolor to "mikstura" promieni słonecznych odbijających się od wody pełnej związków wapnia oraz białego wapiennego dna, będącego pozostałością po dawnym wykopalisku kredy. Aż dziwi fakt, że do tej pory nie powstał tu jakiś kompleks turystyczny z prawdziwego zdarzenia.
SZLAKIEM LATARNI MORSKICH
zachodniego wybrzeża Bałtyku udajemy się dość nieśmiało, bo szlaki nie wydają się zbyt czytelnie opisane. Długie szlaki wśród lasów, mniejsze i większe wzniesienia, ucieczka przed komarami, aż w końcu docieramy do latarni morskiej o zabawnej nazwie Kikut. Latarnia morska nie jest udostępniona turystom, jest całkowicie zautomatyzowana.
Fot. Atrakcje wyspy Wolin (2018).
