To właśnie zdobywając Babią Górę, ja - dziewczyna nadmorska (miałam babcię nad Bałtykiem i spędzałam tam każde swoje wakacje nie znając polskich gór), po raz pierwszy zakochałam się w chodzeniu po nich, a właściwie - wtedy - w bieganiu po nich. To tu Lisu nazwał mnie Sarną, bo tak podobno po nich biegałam jak kozica, sarna:).
Później wróciliśmy tu pod koniec 2009 roku a następnie w 2016 roku postanowiłam zawitać na babiogórskich szczytach ze swymi koleżankami. Dawno nie podróżowałyśmy w takim dużym składzie, więc ekscytacja sięgała zenitu.
NOCLEGI I KULINARIA W ZAWOI
Jest ich na pewno dużo, bo skoro wioska ciągnie się przez 10 km, to jak mogłoby być inaczej? My zdecydowałyśmy się na nowy w tym czasie obiekt - Noclegi Styrnol (idealny na 4-osobową ekipę:). Drewniany nowy domek, ładne pokoje, sympatyczny starszy pan recepcjonista oraz bliska lokalizacja do 2 knajp (bo przy takiej wiosce ma to znaczenie:). Na przeciwko usytuowała się przechodząca wcześniej "Kuchenne rewolucje" restauracja Karczma Dzika Chata oraz kawałek dalej (w dół Zawoi) Karczma Tabakowy Chodnik leżąca nad rzeką Jaworzyna (którą to znowu bardzo dobrze pamiętałam z pierwszego pobytu z Lisem). Ta druga zdecydowanie oferuje lepszą kuchnię. Trzeba albo rezerwować w niej stolik wcześniej, albo uzbroić się w cierpliwość, bo w weekend przynajmniej spotkałyśmy się z dużymi kolejkami do stolika. Polecam placki ziemniaczane z różnymi sosami!
Ta pierwsza mocno nas zawiodła, bo poza wizualizacją po zmianach, inne chyba nie wpłynęły na nową (czy odmienioną) ekipę. Obsługa poniżej krytyki a i wydziwione dania okazały się niewarte swej ceny. Ale chociaż było to jedyne miejsce w okolicy, gdzie można było wieczorem poruszać nogą przy dyskotekowych rytmach.
BABIA GÓRA
poszła na pierwszy dzień trekkingu, jako że wiadomo było, że jest tu najwyższa i najdłużej się dociera do jej szczytu. Trzeba było nastawić się na mozolne pięcie się po stromym szlaku, ale nieziemska przyroda miała nam trud rekompensować. Starałyśmy się iść własnym tempem, ale oczywiście nie chciałyśmy zniechęcać tych, które dawno po górach nie chodziły i zatrzymywać się w razie potrzeby.
Zostawiałyśmy samochód na ulicy, rozpoczynając trekking od Przełęczy Krowiarki. Mozolne podejście przez sosnowy las, czerwonym szlakiem, do Sokolnicy. Mimo późnego wrześniowego okresu, pogoda jak zwykle dopisała. Na szczycie standardowo mocno wiało i na relaks z kanapką w ręku nie było mowy. Na Diablaku nawet usypana kupka ze skał nie pomaga ochronić się dobrze przed wiatrem. Parę szybkich zdjęć, zrzucenie mokrego ubrania i niespodziewany zachwyt nad grupą osób, które zza mgły (czy też przewiewanych chmur) wyłoniły się tu na koniach. Babia Góra (1725 m np.p.m) i zarazem najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego zdobyta! Zajęło nam to ponad 2 godziny.
Mijając w oddali kępy kosodrzewiny, zmierzamy w dół szlaku ku Schronisku na Markowych Szczawinach, również czerwonym szlakiem. Postanowiłyśmy nie wracać tą samą trasą a z drugiej strony, poprzez równie piękne krajobrazy i spokojniejsze zejście. Zasłużyłyśmy na dobry posiłek i chłodne piwo:).
Fot. Babia Góra podczas babskiego wypadu.
WODOSPAD NA MOSORNYM POTOKU
to propozycja krótszego szlaku zaproponowanego przez naszego recepcjonistę. Szlak miał rozpoczynać się tuż koło naszej kwatery, więc wszystko wydawało się proste a i brak mapy wydawał się nieistotny. Szłyśmy początkowo wzdłuż wąwozu, na dnie którego płynęła rzeczka.
Okryte od promieni słonecznych, spokojnie szłyśmy w górę po lesie, docierając do Mosornego Gronia, skąd poprowadzona jest kolejka a zimą szusują tu spragnieni zimowego szaleństwa narciarze. Tutaj stoi nieczynna wtedy chata, gdzie liczyłyśmy zasiąść na małą przekąskę. Mogłyśmy jedynie posilić się własnymi batonami.
CHWILE GROZY
Dalej szlak również wydaje się być oczywisty, ale jak to kobiety - zagadujemy się i po chwili orientujemy się, że dookoła nas brak jakiegokolwiek oznaczenia i nie wiemy jak iść dalej. GPS nie wyłapuje sygnału, brak jakiegokolwiek turysty a w oddali docierają nas dziwne dźwięki, które przypominają pomrukiwania małych niedźwiadków. Odgłosy stają się donośniejsze, a nasza wyobraźnia zaczyna coraz mocniej pracować. Na tyle, że zrywamy się w panice na równe nogi i pędzimy w dół szlaku, w panice rozglądając się za matką-niedźwiedzicą, która na pewno nas już goni. To oczywiście była jedyna nasza traumatyczna wizja, bo nic takiego nie miało miejsca.
Niestety do polecanego Wodospadu nie docieramy, a wychodzimy z drugiej strony wioski tuż przy Centrum Górskim Korony Ziemi. Muzeum prezentuje się bardzo interesująco, ale nie mamy już na nie czasu. Tuż obok wyrasta również park linowy. Nasz recepcjonista twierdzi, że zupełnie nie zbzikowałyśmy, bo prawdopodobnie słyszałyśmy jelenie na rykowisku i tak to mogło brzmieć. Boże, kamień z serca! Już zastanawiałyśmy się nad szansami ucieczki przed niedźwiedziem i jak się w ogóle zachowywać?!
Wracamy do Styrnolu na prysznic i wracamy do domu. Wyjazd zdecydowanie przysporzył nam sporo emocji. Będziemy go ciekawie wspominać.
Fot. Zawoja i szlak na wodospad na Mosornym Potoku.
BABIA GÓRA PO RAZ N-TY, 2021
Ponownie trafiamy w Beskidy Zachodnie, do Zawoi w 2021 roku wczesną jesienią. Wbrew pozorom nigdy aż tyle nie podróżowaliśmy po Polsce, co w pandemii. Nigdy wcześniej aż tak świadomie nie reklamowałam Polski wśród moich zagranicznych znajomych. Bo bez dwóch zdań warto do nas przyjechać!
Tym razem na standardowy weekend zabieramy się sami z Lisem. Zatem możemy trochę uaktualnić ten wpis. Wybieramy standardową kwaterę, w klimatycznej drewnianej willi gdzie - na którymś z 10 kilometrów - odcinku najdłuższej polskiej wioski, jaką jest Zawoja. Standardowo odbywamy najważniejsze wejście na Babią Górę (1725 m npm). Jako że to dorosły wypad w góry, łapiemy stopa spod naszej kwatery. Oczekiwanie na chętnego do podwózki zajmuje nam 20 minut, ale udaje się. Byliśmy przekonani, że kursujący do końca października busik turystyczny, weźmie nas po drodze. Potem okazało się, że jego trasa jest dość ograniczona i przebiega jakiś kilometr od naszej lokalizacji w kierunku Przełęczy Krowiarki (koło, chyba jedynego ronda w Zawoi). Ale dzięki tej podwózce zyskujemy dość istotne informacje: przy tak świetnych warunkach pogodowych, znalezienie miejsca parkingowego w weekend graniczy z cudem, a ustawione wzdłuż drogi auta narażone są na bardzo wysokie mandaty, które dość często (niestety) jednak są wlepiane w tej okolicy. O samej wyprawie na Babią pisać nie będę, bo nie różniła się ona zbytnio od poprzedniej, poza faktem, że pierwszy raz podczas mojego podboju na niej nie wiało, a pogoda była przepiękna. Niebo było tak klarowne, iż jak na dłoni wyłoniło się nam pięknie pasmo Tatr. W drodze powrotnej do Zawoi udało nam się skorzystać z podwózki owego busika do jednej z knajp koło wspomnianego ronda.
PRZEŁĘCZ KROWIARKI - SCHRONISKO PTTK MARKOWE SZCZAWINY - ZAWOJA WIDŁY
Do Przełęczy ponownie trafiamy stopem. Na podwózkę czekamy tym razem ciut krócej.
To kolejny, ciekawy szlak w Babiogórskim Parku Narodowym. W kierunku Babiej Góry szło parę z nich a jeden wiódł szlakiem niebieskim z Przełęczy Krowiarki prostą, bardzo urokliwą drogą przez Schronisko Markowe Szczawiny.
I właśnie ze względu na niskie przemieszczenie, nie bardzo można go było skrócić (chyba że biegnąc). Po 1,45 minutach docieramy do schroniska.
Stąd rozpoczyna się dość strome odbicie żółtym szlakiem do królowej parku, lecz my z niego rezygnujemy. Uznaliśmy, że ten dzień będzie spokojniejszy. Ale nie był… Zaczęło się niewinnie od pyszności serwowanych w schronisku. A że wynaleźliśmy kolejne szlaki wiodące do samej Zawoi, uznaliśmy, że nie będziemy spieszyć się na bus, dotrzemy do wioski o własnych siłach. Tym razem szlakiem zielonym zmierzaliśmy ku dołowi do Zawoi Widły. I trzeba przyznać, że okazała się to niesamowita trasa, ale w drugim kierunku, chcąc podbić Babią Górę z samej Zawoi.
Pionowe stopnie, leśne wąwozy, niekończąca się droga. Gdy minęliśmy bramę graniczną parku, nasza trasa wzdłuż asfaltu wydawała się nie mieć końca. Te 13 km po prostym, a nawet z górki, terenie dały mocno w kość nogom. Do Willi Marysieńka dotarliśmy ledwo człapiąc.
WODOSPAD MOSORNE
Zwany również na Wodospadem Mosornym Potoku udaje nam się odnaleźć bez problemu (w porównaniu do wskazówek z wcześniejszego pobytu). Jadąc główną drogą zawojską, odbijamy na Podgórze, a tu już widzimy znaki na wodospad.
Tuż przy odbiciu na niebieski szlak, napotykamy na parking pod wodospadem. Teraz czeka nas krótkie 15-20-minutowe podejście w lesie do wodospadu.
Miejsce okazuje się bardzo przyjemne i relaksujące.
Fot. Babiogórski Park Narodowy, 2021.
Czy są inne szlaki w okolicy, które byście polecali? Zostawcie komentarz.
