Przemierzając bezdroża Mongolii, mieszkając u autochtonów w ich jurtach zaopatrzonych niejednokrotnie w sprzęt ułatwiający i uatrakcyjniający życie cywilizowanym krajom (tj. lodówki/ zamrażarki, telewizory a co za tym idzie niekiedy solary oraz anteny satelitarne), bardzo nas trapiło, jak przy takich możliwościach, Mongołowie nie decydowali się na stworzenie sobie miejsca umożliwiającego dbanie np. o higienę, nie wspominając o stałym dostępie do wody.
Dziesiąta rocznica ślubu.. wspólny czas minął tak szybko, że nie zdążyliśmy nawet tego zarejestrować. Ten dzień przypadał na okres naszych wakacji na Sycylii, więc bez zastanowienia zdecydowaliśmy się na powrót na Ustikę (wł. Ustica), na którą zabrała nas włoska rodzina 12 lat wcześniej.
Miasta Katanii żyją w jej cieniu. Jedne, wraz z pojawieniem się na wyspie Greków w V w. p.n.e. utraciły swą świetność, inne zachwycają swym urokiem a ich atrakcyjność nie mija.
Odkąd Sycylia zagościła w naszym życiu (mieszka tam nasza rodzina), podczas spędzonych tam wakacji mogliśmy uczestniczyć w codziennym życiu naszych bliskich.
Czy masz długie czy krótkie wakacje, zawsze możesz tak zorganizować sobie czas, by wrócić do domu pełnym satysfakcji, że podczas urlopu widziało się całkiem wiele a zarazem czuć się zrelaksowanym po odpowiedniej dawce słońca i zasłużonego lenistwa.
Po 5-ciu latach nieobecności na tej pięknej i największej na Morzu Śródziemnym wyspie, uznaliśmy, że czas ponownie ją odwiedzić. Pomysł na ten akurat kierunek wakacyjny, standardowo w naszym wykonaniu, padł spontanicznie i na organizację wyprawy mieliśmy około miesiąca.
Cannoli to tradycyjny słodki przysmak (nadziewane rurki), które pierwotnie były spożywane jedynie w czasie karnawału. Jednak ze względu na swą popularność, doceniono ich walory smakowe i obecnie można je kupić w niemalże każdej cukierni na Sycylii.
"Koniecznie musicie się udać do Anchor Bar, skoro juz jesteście w Buffalo" - Powiedział nasz znajomy, który mieszkał pod Toronto w Kanadzie. Sami trafiliśmy do tego miasta dość przypadkowo, lecz skoro znawca i bywalec polecał ten amerykański przysmak, nie mogliśmy nie spróbować.
Opuściliśmy YMCA przed upływem doby hostelowej i na piechotę z całym naszym ekwipunkiem ruszyliśmy w kierunku mostu łączonego Stany z Kanadą. Plecy odpadały od ciała, kark bolał niemiłosiernie a pot strugami lał się z czoła. Ostatkiem sił doczłapaliśmy do granicy. Z 20-toma kilogramami na plecach przeszliśmy spory odcinek przez około 40 minut nieustającego marszu.
Odkąd hobbistycznie zaczęłam zajmować się fotografią, tworzę albumy. Gdy powstawały pierwsze moje zdjęcia, by zobaczyć efekt, biegłam z ciekawością do zakładu fotograficznego, by jak najprędzej wywołać swoje prace i ocenić ostateczny efekt.
Trzeba przyznać, że własnym Fordem Focusem przyjemnie było pruć niekończącymi się amerykańskimi autostradami. Automat pozwalał skupić się jedynie na trzymaniu rąk na kierownicy. Na zmianę przekraczaliśmy kolejne miasta będąc pod wrażeniem szczególnie jednego z nich.
Dotarliśmy do amerykańskiego miasta muzyki country (z Kissimmee) autobusem Greyhound 5 godzin po czasie. Zmęczona, spocona, „rozlazła” i z nasilającą się migreną czekałam na Krzyśka na terminalu autobusowym a on równie przemęczony ruszył w miasto w poszukiwaniu taniego hotelu.
Pobudka piąta rano. Czterdzieści minut później kierowca autobusu “Star Bus”, jadącego w kierunku Orlando, ściągał nas na recepcję „The Clay” (Miami).
Lot z Kostaryki opóźniał się o godzinę wzmagając lęk mojego męża (jego strach przed lataniem). Do mnie takie surrealistyczne zdarzenia w ogóle nie docierały. Właściwie uwielbiałam start samolotu odczuwając swego rodzaju nirvanę.