PLAC CZERWONY KONIECZNIE

Być w Moskwie na bardzo krótko, oznacza obowiązkowo zawitać przynajmniej na Plac Czerwony i Kreml. Tak też zrobiliśmy. 

Wysiedliśmy z metra na Placu Rewolucji, gdzie naszym oczom ukazał się Plac Teatralny a na nim słynny Teatr Bolszoj. Oba place oddzielone były od siebie szeroką wielopasmową drogą. W okolicy stało mnóstwo autobusów wycieczkowych oraz piętrowy na styl londyński typowo turystyczny. Za plecami Marks ze swego pomnika wygłaszał słowa: „Proletariusze wszystkich krajów, łączcie się!”.

A co na Placu czerwonym?

Przechodząc koło straganów na Placu Rewolucji, dotarliśmy do Bramy Zmartwychwstania, stanowiącą drzwi na Plac Czerwony. Przez chwilę uznałam, iż wejście na plac jest płatne, gdyż dość tłoczno przed Bramą ustawiła się kolejka przygotowująca się do okrycia głowy. Z bliska okazało się, iż ustawiła się ona do Kapliczki Matki Boskiej Iwierskiej znajdującej się pomiędzy dwiema wieżami bramy. Miejsce to odgrywa ogromne znaczenie wśród mieszkańców Moskwy, jak i dawniej dla rodziny carskiej.

Plac Czerwony jest ogromny a składa się na niego: Państwowe Muzeum Historyczne (bordowa budowla z wieżyczkami, srebrnym dachem i zdobieniami), tuż obok Sobór Kazański (w przewodniku czytam, że zbudowany w 1635 r. jako dziękczynienie za wyzwolenie Rosjan od najazdów polsko-litewskich z 1612), idąc przed siebie po prawej stronie rozciąga się ogromny czerwony mur (w którym od drugiej strony znajduje się właśnie wejście na Kreml), a przed nim Mauzoleum Lenina,

w oddali majaczą kolorowe kopuły Katedry Pokrowskiej (która już z zewnątrz robi ogromne wrażenie i jest wizytówką Moskwy) i GUM, czyli Główny Dom Towarowy (do którego nie planowaliśmy wchodzić, bo jakoś wielki sklep na Placu Czerwonym nie pasował w naszym poczuciu do estetyki miejsca).Ale gdy weszliśmy w poszukiwaniu jakieś kawy czy słodkości, buzie otworzyły się w zdziwieniu.

Nie przypominam sobie tak ekskluzywnego centrum handlowego, pełnego butików najlepszych marek, projektantów z całego świata. Galeria udekorowana była kwiecistymi fontannami, z korytarzy zrobiono dosłownie aleje leśne ze sztucznymi drzewami, stylizowanymi starymi rowerami postawionymi niby od niechcenia i lodziarniami jak za dawnym lat. Odechciało nam się lodów, gdy na tabliczce ujrzeliśmy cenę 90 rubli za gałkę (ok. 8 zł). Na uliczce tuż obok spałaszowaliśmy pyszne pirożki z nadzieniem szpinakowym i mięsnym.

Otoczenie Kremla

Na tereny Kremla dostaliśmy się przez bramę Parku Aleksandrowskiego. Wszystko wydało się tu takie zadbane, jest wielu przyjezdnych – choć głównie mieszkańców Rosji. Na zwiedzanie Kremla się nie decydujemy, cieszymy oczy budowlą z zewnątrz. Znajduje się na wzgórzu tuż nad rzeką a otoczona jest zielenią, rozkwitłymi kwiatami i kompleksem fontann przedstawiających przeróżne postacie. Wydaje mi się, że to postacie z bajek. Podobno utworzona sztuczna rzeka, wzdłuż której niczym z ziemi wyrastają nowe fontanny, ma przypominać o tym, że w dawnych czasach Kreml opływała rzeka a obecnie została „schowana” pod ziemią. 

Tuż obok fontann znajduje się wejście do podziemnego 3-poziomowego kompleksu handlowo-usługowego, w którym jak każdy Rosjanin w porze obiadowej, zjedliśmy posiłek. Tą część stanowiły głównie sieciówki szybkiego jedzenia, najbardziej popularnego wśród turystów w Moskwie. 

Opuszczając okolice Placu Rewolucji rzuciliśmy okiem na potężny Hotel Moskwa i wróciliśmy do hostelu. Po drodze trzeba nam było kupić wałówkę na pierwszy etap naszej podróży Koleją Transsyberyjską. Start – dzień następny w godzinach popołudniowych, II klasa, 50 godzin jazdy do Nowosybirska, Dworzec Kazański.

Fot. Plac Czerwony i otoczenie Kremla, 2014.

Leave a Reply

Your email address will not be published. HTML code is not allowed.