VILLA DE LEYVA - KOLONIALNE MIASTA KOLUMBII

Opuszczaliśmy Bogotę pełni ekscytacji na nowe kolumbijskie doznania i krajobrazy. Zdawaliśmy sobie sprawę z kiepskiej jakości dróg w tym kraju, więc mimo niewielkich odległości do pokonania w kierunku Karaibów, postanowiliśmy sobie podzielić trasę na parę przystanków.

Chcieliśmy poznać więcej zakamarków Kolumbii jednocześnie nie umęczyć się w komunikacji lądowej. 

Wyjeżdżaliśmy 2 godziny w korkach z Bogoty… zapowiadało się ciekawie..

- Choć wyskoczymy sobie na weekend gdzieś niedaleko, jakieś 6 godzin od Bogoty - zaśmiewał się przez łzy Lisu, który już po dziurki w nosie miał podróż rozklekotanym, głośnym i śmierdzącym (spalinami) busikiem. Niby blisko a podróż szła mozolnie i nie widać było końca. Korki, wąskie drogi z przejazdem niezliczonej ilości tirów  - oto uroki Kolumbii.  

160 KM OD BOGOTY

zlokalizowaliśmy jedno z wielu kolonialnych miasteczek Kolumbii (i regionu Boyaca) o magicznej nazwie Villa de Leyva. Wiedzieliśmy że miejsce słynie z największego placu głównego w całej Kolumbii (oraz jednego z większych w całej Ameryce Łacińskiej) i że jest popularną weekendową bazą wypadową dla Bogotan. Na nasze nieszczęście zmierzaliśmy tam na weekend a to oznaczało wybrakowaną bazę noclegową i zaporowe ceny tych, które pozostały. Tym razem postanowiliśmy poszukać noclegów na własną rękę, czyli jak za dawnych czasów - ja zostaję z bagażami gdzieś w centrum miasta a Lisu chodzi po okolicy, szuka i negocjuje ceny. Dołączył do niego nastolatek Julek. Ja miałam tą przyjemność zasiąść na ławeczce z kawą tuż pod murami jednej z kamienic okalającej plac główny Villa de Leyva. Dzień zmierzał ku końcowi, więc i miasto pięknie rozświetliło się kolorami zachodzącego słońca. Ostatnie promienie jeszcze tańczyły na wzgórzach w otoczeniu których Villa leżała. Im bliżej wieczoru, tym palące za dnia słońce ustępowało wilgotnemu chłodowi. Miałam szansę zaskoczona przyglądać się istnej rewii mody na deptaku. Pełne rodziny, pięknie ubrane, szykowały się na kolację w jednej z droższych (bo przy placu) kolacji.  

NOCLEG W VILLA DE LEYVA

- Mamy! Ale będziesz zadowolona! - usłyszałam zza rogu rozradowanego Julka. Pierwszy raz uczestniczył w poszukiwaniu i wyborze miejsca noclegowego. Spodobało mu się to zadanie.

Po chwili, z lekko ciężkim bagażem, po kocich łbach szliśmy ku kolejnemu naszemu lokum na 4 noce - Posada Portal de la Villa. Zaledwie dwie przecznice od placu głównego, w zacisznej uliczce chłopcy znaleźli prawdziwą perełkę. Czułam jakbym przeniosła się w czasie (do XVI w. w którym powstało miasto) lub wylądowała w scenerii jednego z kolumbijskich filmów. Bielony, piętrowy budynek z łukami nad balkonami (zgodnie z całym budownictwem miasteczka stworzonego w klasycznym hiszpańskim stylu kolonialnym), czerwoną dachówką, zamkniętym ogrodem, brukowanym patio ze starą fontanną pośrodku, egzotyczną roślinnością w donicach, ceramicznymi wyrobami i obrazami przedstawiającymi Villa de Leyva z czasów jej powstania. Tu po prostu czuło się ducha czasu. Wnętrze naszego apartamentu również “pachniało” historią, z kolonialnymi meblami, wysokim sufitem oraz antresolą i typowymi dla tych miast drewnianymi balami wbitymi w sufit. Kadzidłowy zapach, kolorowa pościel, to wszystko idealnie wpasowywało się w klimat miejsca, tak bardzo artystycznego. Jako że weekend był zawsze bardzo oblegany i głośny, ceny rosły. Jednak udało się chłopcom wynegocjować pobyt za 300 zł/noc (oryginalnie kosztował 400 zł). To oczywiście nadal wysokie ceny jak na trójkę w Kolumbii, lecz jak na miejsce i weekend w Villa de Leyva udało się nam całkiem dobrze. Śniadanie w cenie, które serwowano nam każdego dnia przeszło najśmielsze oczekiwania i - po całym  pobycie w Kolumbii - mogę śmiało stwierdzić, że było jednym z pyszniejszych i bardzo treściwych (sok lub owoce, jajko - w różnej postaci, tosty, arepy, dżemy, kawa/ herbata/ kakao).

Porada: jeśli będziecie mieli w planie odwiedzić to kolonialne miasteczko celujcie w noclegi w tygodniu i rezerwujcie z wyprzedzeniem. Baza noclegowa jest bardzo szeroka a budownictwo przepiękne.

O VILLA DE LEYVA

To kolonialne miasteczko nie zmieniło się niemalże wcale od XVI w. a zostało zbudowane na rozkaz pierwszego prezydenta Nowego Królestwa Granady - Andrés’a Díaza Venero de Leiva (od którego właśnie nazwę miasto wzięło). Dlaczego plac Villi jest tak ogromny? Z przepychu prac żołnierskich w trakcie powstawania, gdy miejsce stanowiło idealny punkt przechowywania regionalnych produktów rolnych, więc teren musiał go pomieścić. Dodatkowo “budowniczy” podbijając ziemie niegdyś rdzennych mieszkańców Muisca, mieli mnóstwo czasu, stąd i dowolność na budowę z rozmachem. Kamienie rzeczne jak i wybrukowanie wszystkich uliczek w Villa de Leyva miały powstrzymać burze piaskowe. Na środku placu głównego znajdziecie niewielką (jak na ogrom placu) fontannę, w otoczeniu bielonych niskich zabudowań, z balkonami często usłanymi kolorowymi kwiatami, chorągiewkami. Tu mieszczą się hotele, restauracje, kawiarnie. Jednak wśród nich wyłania się kościół  Parroquia Nuestra Señora del Rosario, z bardzo bogatym (w złoto) ołtarzem. Niech nie zaskoczy Was widok siedzących na schodkach przed nim tłum “balangowiczów”, gdyż drzwi-w-drzwi stoją głośne bary i kioski pełne alkoholu. W którąkolwiek uliczkę nie skręcić napotkacie butiki z artystycznymi wyrobami: pięknymi swetrami, poncho, skórzanymi torebkami, butami. Jeśli nie jesteście obojętni na co-nie-co (słodkiego), stańcie w długiej kolejce przed Muzeum Czekolady, by skosztować tego oryginalnego nektaru, zajdźcie do sklepu ze słodkimi wyrobami, bądź chwyćcie po drodze “ciepłego loda” od sprzedawczyni wyrabiającego go na ulicy z - tak mi się wydaje - trzciny cukrowej. Niestety później nigdzie nie mogłam znaleźć informacji na ten temat, stąd nie mogę potwierdzić jej na 100%. Co krok natkniecie się również na biura turystyczne oferujące organizację wycieczek w okoliczne atrakcje. W niedalekiej odległości od Plaza Mayor znajdziecie trawiasty placyk, gdzie zazwyczaj wyprowadzane są psy, a przy nim Kościół Karmelitów (Carmelitas de Villa de Leyva). Nam wyjątkowo przypadł do gustu, bo raz trafiliśmy na organizowany przed jego bramami festyn dobroczynny, gdzie sprzedawano domowej roboty smakołyki a cel był szczytny, następnym razem bardzo żywa i pokrzepiająca mszalna muzyka przyciągnęła nas do środka. Zakończyliśmy klaszcząc ze wszystkimi i śpiewając międzynarodowe kościelne refreny:)

- Można na wesoło? Można! - skwitował Lisu.  

CO ROBIĆ W VILLA DE LEYVA?

1. ZWIEDZANIE MIASTA

czyli gubienie się po labiryntach uliczek w okolicach Plaza Mayor i odnajdywanie ciekawych dla nas zakamarków (pomysły znajdziecie wyżej).

2. KAWA, CZEKOLADA CZY “CIEPŁE LODY”?

Jeśli jesteś smakoszem jednego z tych napojów pozostaje tylko wybrać kawiarnię (w przypadku kawy), najlepiej na placu głównym by delektować się jego pięknem, a na czekoladę wybrać się do Muzeum Czekolady. Lody z trzciny cukrowej kupisz na ulicy. Są wyrabiane metodą naturalną i nie sposób zauważyć osoby wyrabiającej jej ręcznie za pomocą nietypowej maszyny i rozkładającej do plastikowych kubeczków. Fotografię znajdziecie w galerii artykułu. Jeśli dobrze się pokręcisz po uliczkach, odnajdziesz sklepik z cukierkami, tak jak zrobił to nasz syn. Cukier czuje na kilometr:)

3. MIRADOR EL SANTO SAGRADO CORAZON DE JESUS

to oferta dla tych, którzy lubią trochę aktywności fizycznej i mają chęć zobaczyć Villę de Leyva z góry. Spokojny szlak wiodący za miastem (idąc calle 12 w kierunku wzgórz), wśród bujnej roślinności zwany “Sendero a las Dunas”. 

4. POZOS AZULES

to kolejna propozycja na aktywny dzień. Sztuczne, lazurowe jeziorka znajdują się ok. 2 km poza miasteczkiem i można do nich dotrzeć pieszo (niestety nie na całej trasie wiedzie chodnik i idzie się poboczem drogi) lub zorganizowanymi wycieczkami kolorowymi kolumbijskimi autobusami-ciężarówkami, dla których jeziorka mogą być jedną z atrakcji. Wejście (w 2023 r.) to koszt 15k COP/ osobę. Ogromny, zalesiony teren kryje aż parę sztuk różnej wielkości jeziorek. Nie można się w nich kąpać, lecz widok i spacer po tym terenie jest bardzo relaksujący. Dla tych, którym brakuje na miejscu adrenaliny, zadbano o uatrakcyjnienie wycieczki poprzez dojazd na miejsce quadami za dodatkową opłatą.

5. CASA TERRACOTA

to artystyczny, dom wykonany z gliny w kolorze cegły, przez kolumbijskiego architekta Octavio Mendoza Morales, pełen sztuki a przypominający barcelońskie prace Gaudiego. Koszt wejścia to 50k COP/osobę. Niestety przy naszej 3-osobowej rodzinie koszt ten był za wysoki (cena wejścia przez ostatnie 2 lata wzrosła dwukrotnie).  

6. SMAKUJCIE REGIONALNĄ KUCHNIĘ

Jeśli otwarci jesteście na nowe smaki koniecznie skosztujcie "ajiaco de pollo" - pożywną, gęstą zupę z kurczakiem, kolbą kukurydzy, śmietaną, awokado i kaparami. Jest bardzo aromatyczna! Jeśli jednak macie opory przed nowym, jak nasz nastolatek, nie obawiajcie się! Tu też można znaleźć europejską kuchnię. Fot. Ceviche z owoców morza (tutejsza wariacja:)^ Fot. Kolumbijskie śniadanie na bazie mleka, tostu z jajkiem (na słono)^

7. POZOSTAŁE ATRAKCJE

warte rozważenia to:

  • Centrum Paleontologiczne, usytuowane 5 km poza Villa de Leyva. Podczas 45-minutowej wycieczki z przewodnikiem poznacie archeologiczną historię miejsca (odnaleziono w tym regionie skamieniałości mające 100 mln lat!)
  • PNN Iguaque to park narodowy pełen endemicznej fauny i flory, lasów, panamo, z laguną San Pedro na wysokości 3600 m npm. Zaleca się zwiedzanie z przewodnikiem.
  • atrakcje przyrodnicze odnajdziecie w Santa Sofia (17 km od VDL) oraz Gachantiva (20 km) słynące z jaskiń i wodospadów, czy Arcabuco (26 km) z naturalnym rezerwatem ptaków Rogitama.

PODRÓŻ Z VILLA DE LEYVA

Po czterech spędzonych tu  dobach, ruszamy dalej. Niestety, ze względu na “niewygodne” (dla podróży) położenie miasta, w oddali od głównej drogi, podróż komunikacją krajową do kolejnego kolonialnego miasta - Barichary (w okolicach adrenalinowego San Gil), mogłaby zająć wieki i mocno nas wykończyć (2 przesiadki, nieznane rozkłady jazdy, oczekiwanie), zdecydowaliśmy się na wynajęcie prywatnego, bezpośredniego transportu samochodem osobowym. Wszystko udało się nam zorganizować na Terminalu w Villa de Leyva i dodatkowo wynegocjować cenę. Przejazd miał kosztować 300 zł versus - może - 100 zł tańszy na naszą trójkę i dużo dłuższy przejazd autobusowy. W dniu wyjazdu pod nasze lokum podjechał kierowca. Mimo że samochód nie mógł pochwalić się klimatyzacją (więc podróż była upalnie męcząca), trwała jedynie 5 godzin, po drodze zatrzymaliśmy się na przekąskę (sok z trzciny cukrowej z limonką i pyszną kawę “tinto”) i pokazaliśmy juniorowi drzewko kawy rodziny (u której zatrzymaliśmy się na napoje), próbując już dojrzałe ziarno z jego krzewu. Wiecie, że smakiem przypomina winogrono? W Barichara już z góry zarezerwowaliśmy nocleg w świetnej cenie. Tutaj poszukiwanie mogło być ciut trudniejsze (niczym w San Francisco ulice tu szły w górę i dół). Ale o tym w następnym artykule.

Fot. Villa de Leyva i jej okoliczne atrakcje, 2023.

Jeśli ten wpis Was zainteresował, oczekujcie kolejnych. A w międzyczasie zapraszam do wcześniejszych:

- porady dotyczące podróży po Kolumbii (praktyczny przewodnik),

- weekend w Bogocie - co robić?

7 komentarzy

  • Asia
    Asia piątek, 13 październik 2023

    Haha, dzięki Andrzej. Faktycznie buty robią furorę na każdym kroku, nawet w Kolumbii. A w drodze do kraju zaczepiani byliśmy niemalże co parę minut z zapytanie, skąd je mamy:)

  • Andrzej
    Andrzej piątek, 13 październik 2023

    Czaderskie te buciki ! tez chce:)

  • Wiesia
    Wiesia piątek, 13 październik 2023

    Po Twoich wpisach czujemy się jak byśmy byli z Wami. Buziaki.

  • Asia
    Asia piątek, 29 wrzesień 2023

    cieszę się, że się podoba

  • Gosia
    Gosia piątek, 29 wrzesień 2023

    Piękny opis przejrzysty i zrozumiały komplementy

  • Asia
    Asia piątek, 29 wrzesień 2023

    może o słynnym Pablo?:)

  • Rysio
    Rysio piątek, 29 wrzesień 2023

    Super relacja, to zdjęcie przypomina mi kadry z filmu o Kolumbii ale nie pamiętam tytułu. Brawo Asia, czekamy na dalsze relacje.

Leave a Reply

Your email address will not be published. HTML code is not allowed.