Czy dorośli rozpoznają w sobie te łobuzy, które jako parolatki biegały do nocy po podwórku, bawiąc się w chowanego, organizując zawody sportowe i radząc o świcie chodząc do szkoły? Gdy się spotkaliśmy, wydawało się, że nie minęło tak wiele czasu. Spotkanie okazało się bardzo sympatyczne.

REKONESANS OKOLIC TORONTO
Poznawanie Kanady rozpoczęliśmy od krótkiego spaceru po Toronto. Mogliśmy poznać w ten sposob jego ogrom. Mieliśmy za sobą okres zbyt długiego przebywania wśród miast. Tęskniliśmy za naturą, przyrodą. Zatem, coś co obecnie wydaje się niezrozumiałe, chętnie darowaliśmy sobie dogłębne poznawanie zakamarków tego - podobno - niesamowitego miasta. Może jeszcze kiedyś tam wrócimy...
Po krotkim spacerze, podczas ktorego Marcin zdążył dostać mandat za zbyt długie parkowanie bez opłaty za nie, podjechaliśmy do marketu zrobić zakupy spożywcze. Marcin ''ostrzegł'' nas, że możemy doznać szoku. W Kanadzie żyje tak spora grupa Polaków, że w sklepach jest dostępne niemalże wszystko, co polskie: od wszelakich alkoholi, po kiełbasę, kabanosy, kaszankę itp.:). Łza zakręciła się w oku. Nie było nas w domu już pół roku.

Marcin mieszkał pod Toronto, w Mississauga. Tu sami (bo rodziny nie było w tym czasie w domu), zaczęliśmy przygotowywać kolację, zasłuchując się w historiach podróżniczych Marcina. Sam miał okazję przebywać parę miesięcy w Mongolii, którą bardzo polecał.
Zasnęliśmy późnym wieczorem plotkując bardzo dłuuuggooo....
W PIŁKĘ NOŻNĄ KAŻDY GRAĆ MOŻE...
Z rana Marcin udał się do pracy, a my leniwie spędzaliśmy czas. Tęskniliśmy za nic-nierobieniem. Ostatnie miesiące byliśmy w nieustającym ruchu, przemieszczaniu się, pokonywaniu granic, zaznajamianiu się z okolicami i nowymi warunkami. Błogie lenistwo w niemalże rodzinnym otoczeniu to było coś, czego nam było trzeba.

Po wspólnym obiedzie, wybraliśmy się we trójkę na mecz piłki nożnej. Co tydzień Marcin z bratem i innymi Polakami grał na pobliskim boisku w football. Krzysiek również postanowił spróbować swych sił. Kiedyś grywał w piłkę dość często, a nawet marzył o karierze piłkarskiej. Kontuzja kostki uniemożliwiła nawet rekreacyjną zabawę w tym temacie. Zatem był to jego pierwszy raz od dłuższego czasu, więc stało się to dość emocjonalnym wydarzeniem.

Ja jako fotograf sportowy miałam naprawdę dobry ubaw, wciągając się w ich mecz. Podczas rozgrzewki oczekiwaliśmy na pozostałych zawodników. Krzysiek szybko odzyskał formę a po chwili jego drużyna prowadziła już wieloma punktami. On sam strzelił co najmniej 3 bramki, więc szybko został okrzyknięty ''nowym odkryciem'', będąc jednocześnie porównywany do jakiegoś znanego w tych czasach piłkarza. A wszystko to przy akompaniamencie słupów wysokiego napięcia. Żartowaliśmy, że dzięki nim chłopcy lepiej grają a w domu świecą różnymi kolorami:). Ja przekonałam się, jak bardzo fotografia sportowa może wciągnąć.

PLANOWANIE PODRÓŻY PO KANADZIE
Gdy minął czas leniwca, trzeba było się ogarnąć i zadecydować, jak wykorzystać ostatnie tygodnie w Kanadzie. Biorąc pod uwagę duże odległości tego kraju, fakt wypożyczenia samochodu, by łatwiej te kilometry pokonywać, kolejne wyższe od latynoskich koszty zmuszały do obrania konkretnego kierunku. Jako że Kanadyjczycy weekendy spędzają na łonie natury, naturalnym było, że musimy poznać znany koledze Algonguin Park. Spędzał tam wakacje z rodzicami a potem znajomymi pod namiotami, nad jeziorem, przemierzając tereny kajakiem.

Czas zatem w drogę. Należało jeszcze dokonać zmiany w wyglądzie Lisa. Pożyczyliśmy od Marcina maszynkę do strzyżenia i próbując zrobić mu na głowie ponownie irokeza i tym razem nie wyszlo.... :) Od tego momentu jest już łysy:). Następnego dnia czekała nas podróż do oddalonego o ok. 200 km parku. Marcin pożyczył nam swój samochód na czas podróży po Kanadzie. Lepiej nie mogło się nam trafić.

Fot. Pierwsze chwile w Kanadzie, 2009.
