październik 31, 2015

GÓRY ŚWIĘTOKRZYSKIE JESIENIĄ (2015)

Pełne słońca dni powoli ustępowały miejsca tym bardziej szarym, melancholijnym i chłodniejszym. Mgliste, dżdżyste, lecz wydawałoby się bardziej kolorowe poranki dawały o sobie znać. Senność, niekontrolowane lenistwo, hektolitry wypijanej kawy i oczy prawie codziennie na wpół otwarte przypominały o nadchodzącej jesieni.

czerwiec 08, 2009

WULKAN, GORĄCE ŹRÓDŁA I SOK Z TRZCINY

Od dżdżystej pogody bolała mnie głowa, a gdy bolała mnie głowa, nie miałam zbyt wiele sił na trekking na wulkan. Lisu za to gnał jak opętany zachwycony kondycją i sprawnością nogi. Początkowo ruszyliśmy w górę miasta. Droga wiodła stromo w górę, niczym w San Francisco. Już po paru krokach czuliśmy się wycieńczeni. Baños widziane po drodze z każdego coraz wyższego punktu widokowego spowijała mgła a domki przyjmowały kształt pudełek od zapałek. Gdy dotarliśmy do początku trasy okazało się, że pięła się ona również pionowo, lecz w wyżłobionej wśród zarośli rynnie.

czerwiec 07, 2009

EKWADORSKIE BAÑOS

Wstaliśmy skoro świt i pustymi, ciemnymi ulicami nieustannie rozglądając się wokół swojej osi, szliśmy z przerażeniem przez Puerto Lopez na autobus do Baños. A właściwie tylko w jego stronę, bo niestety ten nie dojeżdżał do celu, tylko w kierunku Quito. Gdzieś przed samą stolicą trzeba było łapać kolejny transport do Baños. Dzisiejszy dzień wyjątkowo nas wymęczył. Nauczyliśmy się też, że jeśli Ekwadorczyk podaje konkretną liczbę godzin podróży, to trzeba dodać jeszcze do tego parę kolejnych, bo zawsze się ona wydłuża. No i nasza trwała właśnie cztery godziny dłużej. Ale uświadomiło nam to również, że podróżowanie po tym kraju to taki swego rodzaju “rarytas kulturalny”.

czerwiec 03, 2009

PUERTO LOPEZ. NAD PACYFIKIEM.

Gdy po czterech godzinach podróży dwoma autobusami dotarliśmy do Puerto Lopez, a tym samym na Półwysep Parku Narodowego Machalilla, miasteczko nie wydało nam się jakoś szczególnie intresujące. Nazwa “park” w wydaniu egzotycznym kojarzyła się z terenem opływającym w soczystości zieleni, lazuru oceanu i gorąca latynoskich rytmów na każdym kroku. Rzeczywistość wydawała się szara tonąc wśród piaskowych wysuszonych wzgórz i rozpadających się tekturowych domków.