lipiec 30, 2009

FILMOWE MIAMI, USA

Lot z Kostaryki opóźniał się o godzinę wzmagając lęk mojego męża. Do mnie takie surrealistyczne zdarzenia w ogóle nie docierały. Właściwie uwielbiałam start samolotu odczuwając pewnego rodzaju nirvanę. Czułam ogromną nieopisaną radość ogarniającą moje ciało wciśnięte w siedzenie a łzy napływały do oczu. Były to łzy radości, ale w sumie nie potrafię określić, dlaczego tak się działo. Krzysiek odczuwał tą radość dopiero po szczęśliwym wylądowaniu.