Gdy nasze dziecko podrosło na tyle, by choć w niewielkim stopniu pokonywać krótkie piesze odcinki na własnych nogach bądź z naszą pomocą (a właściwie wsparciem naszych pleców), postanowiliśmy w większym gronie ponownie odwiedzić ukochane niewysokie góry.

Być w Bieszczadach i nie wejść na ich najwyższy szczyt? Niewybaczalne:).