środa, 03 październik 2018

BABIOGÓRSKI PARK NARODOWY

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Lubię wracać w stare zakamarki a te stały się dla mnie wspomnieniem, gdy w Zawoi (najdłuższej polskiej wiosce) spędziłam swój pierwszy romantyczny weekend z Lisem (jeszcze wtedy moim chłopakiem:).

To właśnie zdobywając Babią Górę, ja - dziewczyna nadmorska (miałam babcię nad Bałtykiem i spędzałam tam każde swoje wakacje nie znając polskich gór), po raz pierwszy zakochałam się w chodzeniu po nich, a właściwie - wtedy - w bieganiu po nich. To tu Lisu nazwał mnie Sarną, bo tak podobno po nich biegałam jak kozica, sarna:).

Później wróciliśmy tu pod koniec 2009 roku a następnie w 2016 roku postanowiłam zawitać na babiogórskich szczytach ze swymi koleżankami. Dawno nie podróżowałyśmy w takim dużym składzie, więc ekscytacja sięgała zenitu. 

NOCLEGI I KULINARIA W ZAWOI

Jest ich na pewno dużo, bo skoro wioska ciągnie się przez 10 km, to jak mogłoby być inaczej? My zdecydowałyśmy się na nowy w tym czasie obiekt - Noclegi Styrnol (idealny na 4-osobową ekipę:). Drewniany nowy domek, ładne pokoje, sympatyczny starszy pan recepcjonista oraz bliska lokalizacja do 2 knajp (bo przy takiej wiosce ma to znaczenie:). Na przeciwko usytuowała się przechodząca wcześniej "Kuchenne rewolucje" restauracja Karczma Dzika Chata oraz kawałek dalej (w dół Zawoi) Karczma Tabakowy Chodnik leżąca nad rzeką Jaworzyna (którą to znowu bardzo dobrze pamiętałam z pierwszego pobytu z Lisem). Ta druga zdecydowanie oferuje lepszą kuchnię. Trzeba albo rezerwować w niej stolik wcześniej, albo uzbroić się w cierpliwość, bo w weekend przynajmniej spotkałyśmy się z dużymi kolejkami do stolika. Polecam placki ziemniaczane z różnymi sosami! Ta pierwsza mocno nas zawiodła, bo poza wizualizacją po zmianach, inne chyba nie wpłynęły na nową (czy odmienioną) ekipę. Obsługa poniżej krytyki a i wydziwione dania okazały się niewarte swej ceny. Ale chociaż było to jedyne miejsce w okolicy, gdzie można było wieczorem poruszać nogą przy dyskotekowych rytmach. 

BABIA GÓRA

poszła na pierwszy dzień trekkingu, jako że wiadomo było, że jest tu najwyższa i najdłużej się dociera do jej szczytu. Trzeba było nastawić się na mozolne pięcie się po stromym szlaku, ale nieziemska przyroda miała nam trud rekompensować. Starałyśmy się iść własnym tempem, ale oczywiście nie chciałyśmy zniechęcać tych, które dawno po górach nie chodziły i zatrzymywać się w razie potrzeby.  Zostawiałyśmy samochód na ulicy, rozpoczynając trekking od Przełęczy Krowiarki. Mozolne podejście przez sosnowy las do Sokolnicy. Mimo późnego wrześniowego okresu, pogoda jak zwykle dopisała. Na szczycie standardowo mocno wiało i na relaks z kanapką w ręku nie było mowy. Na Diablaku nawet usypana kupka ze skał nie pomaga ochronić się dobrze przed wiatrem. Parę szybkich zdjęć, zrzucenie mokrego ubrania i niespodziewany zachwyt nad grupą osób, które zza mgły (czy też przewiewanych chmur) wyłoniły się tu na koniach. Babia Góra (1725 m np.p.m) i zarazem najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego zdobyta! Zajęło nam to ponad 2 godziny. 

Mijając w oddali kępy kosodrzewiny, zmierzamy w dół szlaku ku Schronisku na Markowych Szczawinach. Postanowiłyśmy nie wracać tą samą trasą a z drugiej strony, poprzez równie piękne krajobrazy i spokojniejsze zejście. Zasłużyłyśmy na dobry posiłek i chłodne piwo:).

Fot. Babia Góra podczas babskiego wypadu.


WODOSPAD NA MOSORNYM POTOKU

to propozycja krótszego szlaku zaproponowanego przez naszego recepcjonistę. Szlak miał rozpoczynać się tuż koło naszej kwatery, więc wszystko wydawało się proste a i brak mapy wydawał się nieistotny. Szłyśmy początkowo wzdłuż wąwozu, na dnie którego płynęła rzeczka. Okryte od promieni słonecznych, spokojnie szłyśmy w górę po lesie, docierając do Mosornego Gronia, skąd poprowadzona jest kolejka a zimą szusują tu spragnieni zimowego szaleństwa narciarze. Tutaj stoi nieczynna wtedy chata, gdzie liczyłyśmy zasiąść na małą przekąskę. Mogłyśmy jedynie posilić się własnymi batonami. 

CHWILE GROZY

Dalej szlak również wydaje się być oczywisty, ale jak to kobiety - zagadujemy się i po chwili orientujemy się, że dookoła nas brak jakiegokolwiek oznaczenia i nie wiemy jak iść dalej. GPS nie wyłapuje sygnału, brak jakiegokolwiek turysty a w oddali docierają nas dziwne dźwięki, które przypominają pomrukiwania małych niedźwiadków. Odgłosy stają się donośniejsze, a nasza wyobraźnia zaczyna coraz mocniej pracować. Na tyle, że zrywamy się w panice na równe nogi i pędzimy w dół szlaku, w panice rozglądając się za matką-niedźwiedzicą, która na pewno nas już goni. To oczywiście była jedyna nasza traumatyczna wizja, bo nic takiego nie miało miejsca. Niestety do polecanego Wodospadu nie docieramy, a wychodzimy z drugiej strony wioski tuż przy Centrum Górskim Korony Ziemi. Muzeum prezentuje się bardzo interesująco, ale nie mamy już na nie czasu. Tuż obok wyrasta również park linowy. Nasz recepcjonista twierdzi, że zupełnie nie zbzikowałyśmy, bo prawdopodobnie słyszałyśmy jelenie na rykowisku i tak to mogło brzmieć. Boże, kamień z serca! Już zastanawiałyśmy się nad szansami ucieczki przed niedźwiedziem i jak się w ogóle zachowywać?! Wracamy do Styrnolu na prysznic i wracamy do domu. Wyjazd zdecydowanie przysporzył nam sporo emocji. Będziemy go ciekawie wspominać. 

Fot. Zawoja i szlak na wodospad na Mosornym Potoku.

Czy są inne szlaki w okolicy, które byście polecali? Zostawcie komentarz.

Wyświetlony 165 razy Ostatnio zmieniany wtorek, 26 luty 2019

7 komentarzy

  • Asia
    Asia poniedziałek, 11 marzec 2019

    Tak, pamiętam że ilekroć byłam na Babiej Górze wiało jak cholera, to w zimie w ogóle sobie tego nie wyobrażam. Miałam okazję ostatnio chodzić po Bieszczadach w śniegu i wiatry w zimie o mały włos głowy nie urwały..

  • Asia
    Asia poniedziałek, 11 marzec 2019

    Haha, rozbawiły mnie te historie z niedźwiadkami. Sama, na własnej skórze pamiętam jakiego miałyśmy pietra:)

  • Jasiek -popstrykane podróże
    Jasiek -popstrykane podróże poniedziałek, 11 marzec 2019

    Ostatnio byłem pierwszy raz na Babiej górze i już wiem że na pewno wrócę!

  • Anita
    Anita poniedziałek, 11 marzec 2019

    Bardziej wprawionym w wędrówkach polecam Babią Górę zimą. Choć wiatr chce urwać głowę zachody słońca dosłownie zwalają tam z nóg! ?

  • Mikołaj
    Mikołaj niedziela, 10 marzec 2019

    Królowa beskidów robi ogromne wrażenie. poznałem ją o każdej porze roku i uwielbiam ją.

  • KasiaN
    KasiaN sobota, 09 marzec 2019

    Też zdarzyło mi się kiedyś uciekać słysząc w tle porykiwania misia, ale oczywiście nic nas nie goniło:) Piękne miejsce i piękny szlak.

  • antekwpodrozy.pl
    antekwpodrozy.pl piątek, 08 marzec 2019

    Nie byłem na Babiej Górze kilka lat. Ale kiedyś miałem podobne zdarzenie w Bieszczadach. Kierowca busa nastraszył nas niedźwiedziem w jednym miejscu, a potem dokładnie w tym samym miejscu usłyszeliśmy głośne pomrukiwanie. Nie dało się uciekać, ale z za rogu wytyczył się fiat 126p :)

Leave a Reply

Your email address will not be published. HTML code is not allowed.