26 Wrz

AKTYWNIE NAD BIEBRZĄ

Posted by

Atrakcji nam Biebrzą jest co nie miara. Miłośnicy przyrody skupią się prawdopodobnie na zachłystywaniu się dzikością i przeróżnymi kolorami tego niesamowitego parku narodowego. Prawdopodobnie o każdej porze roku można znaleźć jej niepowtarzalne zalety. Jesienią i wiosną można cieszyć oko ptactwem odlatującym do ciepłych krajów, czy zakładającym gniazda w oczekiwaniu na pisklaki. We wrześniu wypatrywać łosi, które nic nie robią sobie z obecności człowieka i dumnie przechadzają się po swych terenach.Bobry czy wydry również doczekały się swych historii w opowieściach przewodników po regionalnych zabytkach historycznych. Wrzesień to również okres Mistrzostw Europy w Koszeniu Bagiennych Łąk, zwane "Biebrzańskimi Sianokosami". Tysiące boćków, których niski lot tuż nad głowami za każdym razem cieszy jednakowo, a na pewno nie mniej niż za pierwszym razem, można zobaczyć w lecie. Zimą Podlasie srogo przybiera surową minę, którą rozgrzeje kulig jak za dawnych czasów uwieńczony jeszcze ciepłejszym napitkiem przy ognisku. 

13. urokliwie 

CO JESZCZE ZOBACZYĆ NAD BIEBRZĄ?

Geometryczny środek Europy w Suchowoli, Muzeum Pisanki w Lipsku, kilkadziesiąt kilometrów tras rowerowych tj. R-11 EURO Velo (zielony liczący 106,4 km) oraz szlak "Dookoła centrum Europy" (między 87 a 191 km w rozłożeniu na 5 dni i z paroma opcjami do wyboru), spływy kajakami (trasą spływu tratwy), szlaki piesze (których niewielki odcinek udało nam się odbyć), kładki na bagnach, wieże obserwacyjne (widokowe). Część z tych atrakcji udało nam się zaznać i opisać na blogu, pozostałe czekają na kolejne wakacje nad Biebrzą. Na południu BPN znajduje się tzw. Góra Strękowa, z ktorej rozpościera się wyśmienity widok na dolinę Biebrzy i Narwi. Podobno również zachód słońca z tego miejsca powoduje niezapomniane doznania. Te piękne tereny mają również bogatą historię ukrytą chociażby w słynnych schronach Linii Mołotowa (sowieckich umocnień przebiegających wzdłuż granicy z III Rzeszą wytyczonej w 1939 roku na mocy paktu Ribbentrop-Mołotow, 80-100 km) czy Twierdzy Osowiec.

9. pozostałości fortu

TWIERDZA OSOWIEC

Ta ostatnia była dla nas uwieńczeniem wakacji w Biebrzańskim Parku Narodowym. Jako że na teren wojskowego obiektu można dostać się jedynie pod opieką przewodnika, spacerując z nim 2 godziny po dostępnych fortach, Muzeum Twierdzy oraz zielonych terenach pomiędzy, postanowiliśmy skorzystać z takiej opcji. Załapaliśmy się na ostatnie wejście dla turystów. Obawiałam się nużących wykładów historycznych, głównie mając na uwadze 6-latka, który mi towarzyszył. Jakie było nasze wspólne zaskoczenie, gdy okazało się, że mogliśmy na własnej skórze odczuć oddech dawnych czasów, trudnej, krwawej historii żołnierzy, którzy walczyli o obronę Twierdzy (na szczęście subtelnie przekazywanej przy młodocianych). Ponad półroczna obrona podczas I w. św. zakończyła się zwycięstwem, gdyż nigdy nie została zdobyta przez wroga. Cisza, bujna roślinność Biebrzy okalająca Fort I, echo niosące się po jego ciemnych otchłaniach, zaskakujące historie przewodniczki i zabawne akcenty związane np. z militarnymi eksponatami muzeum spowodowały, że ta historia stała się nam zdecydowanie bliższa.

11. w drodze do muzeum

Nietypowe drzewa, których owoce po potarciu wydzielały iście perfumowe zapachy a stanowiły naturalny specyfik dla żołnierzy, gnijący specyficzny grzyb, który smrodem przypominał rozkładające się zwierzęce ciało, bobry, które niemalże nie wymarły w okresie wojennym, gdy stały się głównym koszernym przysmakiem tutejsze ludności a przez łuskowy ogon uznane za rybę. Możliwość potrzymania wielkiej pustej bomby zrzucanej z samolotów w czasach wojennych oraz pusty nabój w nagrodę za choć jedną dobrą odpowiedź na pytanie przewodniczki, którą otrzymał Julek i mógł na niej grać, pozostaną w naszej pamięci na długo:). Podczas edukacyjnego spaceru przewodniczka uprzedziła przed indywidualnym eksplorowaniem nieznanych terenów innych fortyfikacji wokół Osowca. Porosłe trawami mogłyby być w niektórych miejscach grząskie. Nie warto ryzykować zapadnięcie się w jej odmęty.

Fot. Twierdza Osowiec oraz noclegi Biebrza24, 2017.

WSKAZÓWKI:

NOCLEGI, ZWIEDZANIE

Tereny Biebrzy są tak rozległe, iż miejsce noclegu prawdopodobnie nie ma zbytniego znaczenia. W wiele miejsc trzeba po prostu dojechać samochodem czy rowerem. Są to zbyt duże odległości na piesze wyprawy a na komunikację miejską nie ma co liczyć. My zdecydowaliśmy się na wspominane już miejsce noclegowe u Pani Jadwigi z Biebrza24. Obiekt oferuje pokoje gościnne w budynku Punktu Informacji Turystycznej, odrębne apartamenty z oddzielnym wejściem do domku oraz siedziskiem (ławkami) przed drzwiami i pole namiotowe. Obiekt wynajmuje tratwy, kajaki, rowery oraz wiedzę turystyczną regionu.

3. obiekt u pani jadzi

SMAKI PODLASIA

Na miejscu zakupimy mapy Biebrzańskiego Parku Narodowego, wiele reklam otrzymamy za darmo. Na zakończenie pobytu obkupiliśmy się w parę podlaskich pamiątek: drewniane łyżki z motywem jednego z wielu biebrzańskich ptaków, % napitki na bimbrze i ser koryciński (którego stałam się fanem po coraz częstszym pobycie w Białymstoku). Na miejscu podjemy ziemniaków pod każdą postacią: kugla, kołdunów czy babki ziemniaczanej z boczkiem lub bez. Ze słodkości króluje tu sękacz, lecz nie podbił mojego serca. Jeśli uważacie, że coś pominęłam, koniecznie napiszcie w komentarzu:).

WARTE POLECENIA:

Tyle, co podczas wakacji na Podlasiu zjedliśmy ziemniaków, nie zjedliśmy chyba w całym naszym życiu:). Jeśli będziecie po drodze, jak i my, polecam koniecznie:

31. pyzy z miesem

Barczewo a w nim BISTRO KURTA SCHELLERA, które  znajduje się w dość niepozornym miejscu, przy stacji benzynowej i serwuje dania narodowej kuchni szwajcarskiej, w tym popularne rösti, czyli pewnego rodzaju ziemniaczany placek na bazie startych ziemniaków zasmażanych z boczkiem. Jest dodatkiem do przeróżnych mięs czy serwowany w wersji wegetariańskiej z warzywami. My zajadaliśmy się wersją z kotletem schabowym oraz czymś na wzór devolaya z piersi kurczaka. Mimo niezbyt niskich cen wszystko było pyszne i świeże a porcje duże.

KUGEL w Knyszynie po "Kuchennych rewolucjach" to podlasko-żydowska restauracyjka. Mimo wielu braków w karcie zaskoczył nas smakowitym kuglem (czyli pewnego rodzaju zasmażaną babką ziemniaczaną) z ostrym gulaszem mięsnym oraz herbatą z pigwą. Ceny w tym miejscu oceniam na przystępne.

Fot. Polecane knajpy Podlasia, 2017.

 

Comments

  • Asia

    Łosi co prawda nie widzieliśmy ale zrywające się o świcie żurawie, setki boćków lecących tak nisko, że niemalże można je było za nogi łapać:) i cudowne dzikie rośliny.

    Asia środa, 11 październik 2017 10:44
  • kami everywhere

    Biebrzański PN to jedno z miejsc, które mam w planach odwiedzić odkąd zobaczyłam gdzieś zdjęcia doliny Biebrzy o świcie... Już sobie wyobrażam te łosie wyłaniające się z porannych mgieł!

    kami everywhere wtorek, 10 październik 2017 19:18
  • Agnieszka

    Wygląda na wspaniałe miejsce na weekend z rodziną :)

    Agnieszka sobota, 07 październik 2017 18:16
  • Asia

    Karolina, Podlasie okazało się być miejscem pełnym zaskakujących ciekawostek, niespodzianek. Naprawdę ciężko się jest tam nudzić.

    Asia sobota, 07 październik 2017 08:40
  • Asia

    Dzięki Studnio Miodu:) za przykłady. Faktycznie o kiełbasie słyszałam choć nie próbowałam, o Duchu Puszczy również (ale obawiałam się próbowania:), słodkie mrowisko faktycznie wyglądało bardzo słodko a kiedy miałam okazję spróbować stynki, to akurat byłam przejedzona:)

    Asia sobota, 07 październik 2017 08:39
  • Karolina

    Piękna okolica! To wspaniałe ile w Polsce mamy ciekawych miejsc! Wybiorę się tam kiedyś, zwłaszcza, żeby stanąć w geometrycznym środku Europy!

    Karolina sobota, 07 październik 2017 07:06
  • Studnia Miodu

    W smakach Podlasia i ja jestem zakochana i kiedyś sama poświęciłam im cały post ;-) A oprócz tego co wymieniłaś polecam: słodkie mrowisko, ciasto marcinek, kiełbasę palcówkę, smażone stynki (rybki) no i oczywiście ... Ducha Puszczy!

    Studnia Miodu piątek, 06 październik 2017 18:51
  • Asia

    No nad Biebrzą nam się nie udało, ale parę razy w Kanadzie, w Nowej Szkocji faktycznie prawie na siebie wpadliśmy. My o mały włos nie dostaliśmy zawału a łoś nawet nawet na nas nie spojrzał:)

    Asia piątek, 06 październik 2017 06:47
  • Agnieszka | Australove

    Chciałabym kiedyś zobaczyć dzikiego łosia na własne oczy. Musi to być na pewno niezapomniane przeżycie!

    Agnieszka | Australove czwartek, 05 październik 2017 22:52

Leave a comment

Make sure you enter the (*) required information where indicated. HTML code is not allowed.