23 Sie

SPŁYW TRATWĄ PO BIEBRZY

Posted by

Drewniane domki sunęły w ciszy poprzez niewzruszone, ciemne wody Biebrzy. Jedynie podnoszący się z wiatrem, od czasu do czasu szum wysokich przybrzeżnych trzcin zaburzał spokój chwili. Po drewnianej kładce przechadzał się duży konik polny. Czasami dotknięcie szuwar porywało do lotu setki niebieskich ważek śpiących w promieniach słońca, bądź odpoczywających przed dalszym lotem. Mały okruszek chleba, który wylądował w rzece szybko znalazł swoich zaciekle walczących fanów - drobne rybki połyskujące w blasku dnia. Było przyjemnie upalnie, błogo, relaksacyjnie.

Z perspektywy tratwy wydawało się przemieszczać przez gąszcza nieskażonej obecnością człowieka przyrody. Nic tylko kolejne zakręty głębokiej i niesamowicie wolnej Biebrzy. I tylko rzadkie w tym okresie okrzyki żurawi w parach oddalających się od jej nurtu bądź kolejne okazy bocianów dumnie krążące nad polem i na wyciągnięcie naszych dłoni. Namiastka dżungli, a jednak jak bezpieczna.

12. w oczekiwaniu na splyw

ORGANIZACJA WYPRAWY

Aż dziw, że o tego typu atrakcji nie słyszeliśmy nigdy wcześniej. Może fakt, że świadoma organizacja wakacji w Polsce przerażała nas ze względu na nigdy niepewną aurę? Nie zaczytywaliśmy się w ofertach ciekawie spędzonego czasu nad morzem, górach czy wśród jezior. Mieliśmy swoje ulubione miejsca w kraju i przyczepiliśmy się do nich jak rzepy. Gdy jednak w głowie pojawiła się wizja spływu tratwą po Biebrzańskim Parku Narodowym (o którym de facto rozmyślałam, odkąd zobaczytałam na innym blogu podróżniczym niesamowicie przyrodniczą relację z jesiennej wyprawy w te rejony), wiedziałam, że to musi być TA destynacja. Obrazki sunącej po dzikiej rzece tratwie-domu niemalże zwalił mnie z nóg i już z ekscytacji przebierałam nimi pod stołem marząc, by 3 tygodnie przed wyruszeniem w te rejony, była dostępna choć jedna tratwa na nasz rodzinny spływ. Jakaż byłam szczęśliwa, gdy okazało się, że na nasz termin została ostatnia sztuka. Czyż to nie przeznaczenie?:) Teraz pozostawało łudzić się, że i pogoda dopisze, co nie prognozowały wcześniejsze nieustające ulewy z burzami w iście jesiennej temperaturze w centrum kraju. Ale jak się człowiek nastawi, że plackiem na słońcu leżeć nie będzie a tuż obok czeka, być może, przygoda życia, nic nie przerażało.

1. splyw tratwa start czarniewo

SKĄD RUSZAMY?

Na miejscu, w Sztabinie u uroczej pani Jadzi - szefowej rodzinnego biznesu (prowadzonego wspólnie ze starszymi dziećmi i ich rodzinami) Biebrza24 zdobyłam mnóstwo informacji o samym spływie, jak i w późniejszym czasie o opjach spędzenia każdego typu aktywnego wypoczynku z dzieckiem (gdyż po tygodniu z tratwą przypadał tydzień na wakacje mama-syn sam na sam:). Biebrza24 była w posiadaniu wielu sztuk tratw, które na długim odcinku tej rzeki (jak nie całym, a ten wynosi ok 100 km) technicznie organizowała spływy. Polegało to na odwiezieniu klientów do punktu rozpoczęcia spływu i odbioru według ustalonego z klientem harmonogramu pobytu na tratwie z innego punktu. Nasz miał trwać 2 dni, rozpoczynał się w Czarniewie (niedaleko Sztabina) a kończyć się miał po 10 km spływu w kolejnej wiosce po drodze. Zatem po jednym dniu nie byłoby szansy zmienić swoich planów. Po drodze bowiem nie było niczego i nie odebrano by nas samochodem transportującym jednocześnie tratwę  spowrotem. Wogóle nie zastanawialibyśmy się nad tą alternatywą, ale jak na przekór losowi, w dniu gdy dotarliśmy na miejsce i mieliśmy być transportowani na noc na tratwę (bo tak postanowiliśmy rozpocząć nasz na niej pobyt), Julek dostał wysokiej temperatury. Pani Jadzia poza wypożyczaniem tratw, użyczała również miejsc do spania w swojej agroturystyce, lecz te tego wieczora jak i przez parę kolejnych, były zapełnione po  brzegi. Chcąc nie chcąc z rozpoczynającym swą niewiadomą chorobę dzieckiem musieliśmy spać na tratwie. Ustaliliśmy, że dojeżdżając na miejsce samochodem (gdzieś po środku pola), będziemy mogli szbciej zareagować na rozwój choroby, bez problemu odwiedzić lekarza a w ostateczności  zrezygnować ze spływu. Tratwę mieliśmy w końcu zarezerwowaną na określony czas (2 noce i 2 dni).

10. swit po kolejnej nocy

Za dnia, poza temperaturą, Julkowi do zestawu chorobowego doszła biegunka, więc chociaż mieliśmy pewność, że to jakiś wirus żołądkowy i będziemy z nim walczyć. Byliśmy przygotowani. Jako rodzice podejrzewaliśmy również, że ekscytacja Julka wyprawą objawiła się również ciut inaczej niż u nas (czyli nie przebieraniem nóg pod stołem) a właśnie ogromnymi emocjami, które mogły spotęgować wzrost temperatury i inne objawy. Nie był z natury chorowitym dzieckiem. Nasz spływ stał pod znakiem zapytania, choć serce ściskało ze smutku, że miałby się nie odbyć, bo już sam pobyt na niej, organizowanie sobie dnia, higieny, posiłków, relaksowania się przedstawiały się bardzo oryginalnie i przyjemnie. Julek po całym dniu, kiedy to byliśmy "zakotwiczeni" do brzegu, starał się nas przekonać, że bardzo chce wypłynąć i to jest jego marzenie. Zrobiliśmy tak po drugiej nocy.

CO WARTO WIEDZIEĆ:

* Za pośrednictwem Biebrza24 można zorganizować spływ tratwami a kosztorys prezentuje się tak: 300 zł za pierwszy dzień i 150 zł za każdy kolejny; nocleg na tratwie jest wtedy wliczony w jego wypożyczenie, jeśli dotyczy nocy środkowych (czyli jeśli zaczyna się tak jak my, od noclegu na tratwie, to płaci się dodatkowo po 10 zł/ os za  nocleg, podobnie jeśli chcielibyśmy na koniec spływu na tratwie zanocować). Są inni operatorzy turystyczni dysponujący tratwami, ale nie znam tych firm z nazw i nie znam ich cenników.
* W cenę wypożyczenia naszej tratwy wliczone było dodatkowo: namiot 2-osobowy do rozbicia na dachu tratwy, grill oraz węgiel i podpałka, 6 baniaków 5l wody na 2 doby, 2 wiosła oraz 3 sztuki pychaczy (liczba i ich rodza uzależniona od osób na tratwie, które będą ich używać), linę i kołek do cumowania oraz linę do zabezpieczenia boków tratwy przed wypadnięciem (głównie z myśla o najmłodszych lub też tych, którzy nie chcą wpaść do wody), koło ratunkowe, kapoki, łopata (do zagrzebania "toalety" na lądzie), toaleta w formie zamykanego wiadra (gdyby opcji wyjścia na ląd nie było) oraz garnki.
* Samodzielnie trzeba zadbać o: wyposażenie spania (czyli to co do namiotu i na deski wewnątrz tratwy: karimaty - wypożyczenie 5 zł, śpiwory, poduszki, poszewki lub według uznania), preparaty na insekty (przede wszystkim coś na komary, bo takiej plagi od zmierzchu nigdy nie widzieliśmy w Polsce; dodatkowo lekkie OFFy na nie nie działają; my od firmy otrzymaliśmy jedną antykomarową świeczkę i chyba nawet działała:), butlę gazową (w przeciwnym razie można takową wypożyczyć za 10 zł/ dzień), garnki, sztućce, talerze oraz prowiant. Na tratwie jest prowizoryczna lodówka stanowiąca zabudowany otwór pod tratwą (produkty chłodzi woda z rzeki, zatem można tam przechowywać jedynie szczelnie zamknięte produkty), kosmetyki do higieny (ale to pewnie oczywiste:), papier toaletowy oraz zapałki. 
* Na tratwie mieści się max. 6 osób i jest to liczba, która jest w stanie komfortowo przenocować na niej. Tratwa bowiem na dachu ma miejsce na jeden namiot 2-osobowy, część zamkniętą, którą można traktować jako pokój-sypialnię oraz część jadalna (która za dnia może stanowić ową jadalnię, nawet z odsłoniętymi ściankami, by na wieczór opuścić stół na wysokość siedzisk i zrobić kolejną leżankę, całość obudowana jest ściankami: drewnianymi i jedną z ciężkiej ceraty). 
* Warto nastawić się na ciężką pracę fizyczną, tzn. jeśli tratwą - jak w naszym przypadku - podróżuje małżeństwo z małym dzieckiem, oboje rodziców wiosłuje/ używa pychaczy. Podczas 2-dniowego spływu wiatr przez połowę dnia wiał nam w twarz a to oznacza poddanie się w walce z nim i odpuszczenie, bo inaczej frustracja narasta, nie ruszymy do przodu a jeszcze nas odwieje wstecz.

35. biebrza rozkochuje

 

TECHNICZNIE O BIEBRZY:

* Biebrza to trzecia najwolniejsza rzeka w Polsce. Nie ma co liczyć na powolny nurt, który będzie nas ślimaczym tempem pchał do przodu. To praktycznie niemożliwe. Jedynym sprzymierzeńcem to brak wiatru, więcej osób na tratwie wiosłujących i duuuużo czasu:).  Biebrza dodatkowo potrafi być bardzo głęboka, przekraczająca 6 m, co utrudnia odpychanie. Praktycznie 100% brak gruntu odczuwa się na dość częstych zakrętach rzeki, wtedy automatycznie i sprawnie należy przejść na wiosła (jeśli oczywiście nie wieje nam w twarz). Poza tym jest bardzo czysta, mimo że mylący jest jest błotnisty odcień. Jej dno jest ciemne stąd nie sposób go dojrzeć, gdy jest głęboko. 
* Podczas spływu tratwą ogromne znaczenie odgrywa praktyka (jeśli ktoś spływa Biebrzą po raz n-ty w życiu wie, jak się nastawić, co go czeka i jak się odpychać, czym i w których momentach) oraz technika. Używa się niemalże tylko pychaczy, które dostosowane są do osoby (jej wagi, siły i płci:), odpychanie się w parze powinno być zgrane i jednoczesne oraz zużywa się mniej energii wtedy, gdy przy odpychaniu równocześnie idziemy w tył tratwy, jakby jej przód zostawiając za sobą (techniki uczy wypożyczający tratwę). Istnieją alternatywy przemieszczania się, gdy wieje i stoimy w miejscu lub nawet nas znosi. Można znaleźć kawałek dobrego do wyjścia lądu i jedna osoba ciągnie tratwę lądem, ta co na tratwie kontroluje odpychanie pychaczem od lądu, by szło to sprawnie.  Pychacze im dłuższe tym cięższe. Parogodzinne odpychanie może dać mocno w kość!
* W większości przypadków mamy do czynienia z brzegiem porośniętym wysoką trzciną i wtedy ciężko dobić do brzegu (jeśli z jakiegoś powodu trzeba). My spotkaliśmy się z sytuacją, w której nie chcieliśmy zaprzepaścić przewiosłowanego odcinka, gdy wiatr mocno zaczął nas cofać. Brakowało nam czegoś, co mieli tu stali bywalce, czyli kotwicy. To byłoby idealne rozwiązanie. Może stanie się kolejnym stałym elementem na wyposażeniu tratwy?:)

31. kto jest przed nami

NASZA PRZYGODA...

...rozpoczęła się tuż po odbiciu od brzegu, gdy okazało się, iż kontrolowanie szerokiej na szerokość koryta rzeki tratwy. Pojęcie techniki chodzenia z pychaczami po niej, wyszukiwanie gruntu i radzenie sobie z zakrętami wiosłując wymagało czasu i praktyki. Ból mięśni dawał o sobie znać. Jedynym, ktory mógł delektować się widokami Biebrzańskiego Parku Narodowego był Julek wysiadujący niemal cały czas na dachu naszego pływającego domku. Mógł dla odmiany wchodzić do namiotu, grać w karty, robić krzyżówki lub co jakiś czas próbując swych sił w wiosłowaniu.

Organizacja życia na tratwie była również wyzwaniem, choć przyjemnym. Właściwie wszyscy jak jeden mąż szykowaliśmy posiłki, bo zawsze wymagało to zarzymania tratwy. Używanie butli gazowej mogło wydawać się niebezpieczne podczas jej poruszania. Poza tym, jak by dorośli nie wiosłowali, to kto?:) Okazywało się, że w nawet tak spartańskich warunkach (bez lodówki i niełowienia ryb), można przygotować zróżnicowane, pyszne dania. 

Kąpiel w wykonaniu Lisa szła dość sprawnie. Gorzej było z pozostałą dwójką, czyli mną i juniorem. Julek w ogóle nie chciał się kąpać w zimnej wodzie (choć zimna nie była), a mi raz udało się wykonać dziwny rytuał z kąpielą pod churką. Musieliśmy radzic sobie na swój sposób. 

3. sniadanie na tratwie

NIESPODZIEWANE ZDARZENIA

Każdy, kto płynął Biebrzą miał swoje unikatowe sytuacje. My 3-krotnie walczyliśmy na swój sposób z wiatrem (o czym poniżej), ale dość zabawną sytuacją było, gdy zza szuwarów wyłonił się rolnik pracujący na pobliskim polu, przez które Biebrza przepływała i zapytał o jakieś piwka dla siebie. Płyniesz rzeką, ani widu ani słychu innych ludzi, spokój, cisza, wysokie trzciny a tu szuru buru wyłania się głowa i pojawia się cywilizacja:). 

Słyszeliśmy opowieści innych, jak to na jednym brzegu spotkali skonsternowanych rowerzystów, bo według ich map GPS tu powinien być most, a nie było... Długo się niezastanawiając tratwiarze postanowili dopomóc rowerzystom transportując ich tratwą na drugi brzeg. 

Znowu inni płynąc i płynąc, zorientowali się, że ich prowiant bardzo się pomniejszył a mieli przed sobą co najmniej dobę wiosłowania. Tak się złożyło, że na polu obok przerwę miał traktorzysta, którego wywołali i zapytali o prowiant na sprzedaż (jakieś jajka z własnego gospodarstwa, mleko, kiełbasę). Nic takiego przy sobie oczywiście nie miał. Ale zniknął ze swoim traktorem. Nie minęła godzina, jak wrócił ze wszystkim dając to wszystko za darmo. W ramach podziękowania, małżeństwo zaprosiło rolnika na tratwę, gdzie poczęstowali go własnym trunkiem. Każdy tego dnia był usatysfakcjonowany:). 

Podobno największymi hardcorowcami byli ci, którzy płynęli Biebrzą 2 tygodnie...

15. z pychaczami na biebrzy

POKONAĆ WIATR NA BIEBRZY

Parę razy próbowaliśmy walczyć z wiatrem utrudniającym ruszenie z miejsca. 

* Pierwszy, który przełamał nas do kolejnych prób był najprostszy. Zlokalizowaliśmy ładnie przyciętą trawę na polu (co świadczyło o tym, że to nie bagniste tereny i bezpiecznie można postanąć tam nogą), dobiliśmy do brzegu, Krzysiek przywiązał do tratwy długą linę i idąc brzegiem ciągnął nas do przodu. To był jedyny tak długi odcinek, po krótym mogł iść, by na koniec spokojnie wejść na tratwę spowrotem. 
* Drugi raz, gdy byliśmy zrezygnowani w walce z wiatrem, motywatorem okazała się tratwa nieznajomych, która minęła nas takim tempem jakby na rzece panowała co najmniej flauta. Poderwaliśmy się na równe nogi, uznając że nawet jeśli jest wiatr, oni przed nami go teraz rozdzierają:). Popędziliśmy za tym małżeństwem, które to spotkaliśmy przy kolejnych trudnościach z porywami wiatru. O ile oni nie musieli martwić się o pchanie wstecz, bo mieli właśnie kotwicę, tak my uczepiliśmy się wysokich trzcin i siłą rąk, na zmianę trzymaliśmy roślin w nadziei, że się zaraz udpokoi lub coś wymyślimy. Ani jedno ani drugie nie nastąpiło, lecz towarzysze uznali (ze względu na swoje wieloletnie doświadczenie na Biebrzy), że najważniejsze to oddalić się od tego zakrętu, w który obecnie wiatr nas zapędził. Przy kolejnym wiatr będzie pchał nas w plecy. Dłużej się nie zastanawiając, mężczyzna przeskoczył na naszą tratwę i o zwiększonych siłach próbował z Lisem wyciągnąć nas z tej sytuacji. Gdy byliśmy na prostej,  wskoczył do rzeki i wpław wrócił do swojej żony:).

21. co robic gdy wiatr w twarz wieje
* Trzeci raz był spowodowany powodzeniem dwóch pierwszych kroków i rozpoczął się od zejścia na ląd w celu ciągnięcia na linie tratwy. Wszystko byłoby idealnie, gdyby nie fakt, że puste pole dość szybko się skończyło, a na drodze stanęły wysokie trzciny. Początkowo przerzucaliśmy linę ponad nie, jednak im dalej, tym pas trzcin oddzielający nas od siebie rósł a nie malał. Było to trudne, żmudne, ja odpadłam z sił, kierunek wiatru się zmienił i zniosło mnie na drugą stronę koryta rzeki. Krzysiek nie mógł wrócić na tratwę. Wiało mocno, w powietrzu wydawało się czuć burzę. Ani dla mnie i Julka ani dla samotnego teraz Krzyśka nie była to dobra sytuacja. Parokrotnie próbowałam samodzielnie dobić do brzegu, gdzie Lisu widział szansę wejścia na tratwę, ale wiatr wszystko utrudniał. Na szczęście na horyzoncie, z dachu dopatrzyłam się kolejnej odpoczywającej tratwy. Lisu mógł dotrzec tam polem i tak też poczynił. Po 10 minutach widziałam go z grupą osób zmierzających do naszego brzegu. Szli z ich kołem ratunkowym, przywiązanym naszą liną z tratwy. Krzysiek wszedł z tym ekwipunkiem do niepewnej, zarośniętej szuwarami wody w pełnym ubraniu (nie miał zbytnio wyjścia). I wszystko wydawałoby się zabawne z perspektywy osoby nie próbującej w tej chwili o własnych siłach przemierzać przez wody, gdzie za każdym ruchem roślinne pnącza owijały się wokół nóg powodując uczucie wciągania i zasysania do dna rzeki. Tak się czuł Lisu. Dodatkowo, kompletny ubiór obciążał go jeszcze bardziej. Dopłynął. Raczej nie podejmie się takiej próby nigdy więcej. Gdy wiatr ustał, dotarliśmy do naszych wybawców, oddając im koło ratunkowe. Julek tą delikatnie krytyczną sytuację na szczęście przespał. 

38. walka lisa z szuwarami

Przez chorobę Julka nasz rejs rozpoczął się z opóźnieniem, wiatr utrudniający płynięcie zmusił nas każdorazowo do wiosłowania po parę godzin nieustająco aż do zmroku. Musiliśmy zdążyć na czas, by wrócić na ostatnią noc Krzyśka na kwatery do pani Jadzi. Następnego dnia wracał z Augustowa do domu, bo kończył się jego urlop. Dodatkowo na tratwę czekali kolejni klienci, którzy zarezerwowali ją z wyprzedzeniem. O 17 wiatr ustał, o 20:30 miał nastać zmrok, a my wiosłowaliśmy, odpychaliśmy się kijami od dna Biebrzy, lecz brak siły (i niemalże pewne nadwyrężenie/ zapalenie ścięgna ręki Krzyśka) rekompensowały dzikie, zachwycające odcienie przyrody przy zachodzącym słońcu. Na lądzie, gdy w ekspresowym tempie odebrano nas z wioski - końca naszej trasy, czuliśmy się jak wypruci. W zaciszu agroturystyki padliśmy jak betki, budząc się po kilkunastu godzinach snu.

45. opadamy z sil

A wy mieliście okazję spływać Biebrzą tratwą? A może przeżyliście taką atrakcję w innym miejscu na świecie? Jeśli znacie inne tego typu miejsca w Polsce, koniecznie podzielcie się tą informacją, chętnie przetestujemy:).

O innych atrakcjach Biebrzańskiego Parku Narodowego niebawem. Ich zapowiedź znajdziecie tu.

Galeria: Dzień pierwszy spływu tratwą po Biebrzy, 2017.

Galeria: Druga doba spływu tratwą po Biebrzy, 2017.

Comments

  • Asia

    Haha, tak Natalia trochę było. Od powrotu z wakacji nasz syn ubzdurał sobie, że kiedyś sam taką zbuduje i obecnie robi plany i szkice:)

    Asia środa, 06 wrzesień 2017 13:52
  • Natalia

    Tratwa? Brzmi jak jakaś bajka z dzieciństwa! :D

    Natalia wtorek, 05 wrzesień 2017 20:05
  • Asia

    Romek, kto wie.. a nuż wrzesień okaże się jeszcze ciepły;)

    Asia wtorek, 29 sierpień 2017 19:30
  • Romek

    Wow! No i kolejna rzecz na liście "do zrobienia", o kórej do niedawna bym nie pomyślał. Trochę przyrody, trochę przygody ;) Trzeba spróbować, ale to już pewnie za rok...

    Romek wtorek, 29 sierpień 2017 17:12
  • Asia

    Z tratwą jest o tyle przyjemnie, że masz już namiot rozbity na dachu i nie martwisz się o robaki, które wejdą z trawy. Poza tym na terenach BPN ciężko o dobry, nie podmokły ląd na którym można go rozbić. Ważne by znaleźć nieszuwarowe miejsce, by dobić do lądu i się zakotwiczyć:)

    Asia wtorek, 29 sierpień 2017 09:58
  • Gadulec

    Kolejni blogerzy, którzy decydują się na spływ tratwą! Super sprawa, coraz bardziej mnie przekonujecie - może w przyszłe wakacje sprawdzę na własnej skórze czy wolę takie "bajery" czy zwykłe kajaki i spanie pod namiotem ;)

    Gadulec poniedziałek, 28 sierpień 2017 20:40
  • Asia

    Karolina, samej to może być ciężko, bo siła odpychania powinna być rozłożona po 2 stronach tratwy. Moment flauty zdarza się o świcie lub zmroku a w innym czasie wiatr był niemalże ciągle i często "pod dziób". Ale polecam jak najbardziej!

    Asia niedziela, 27 sierpień 2017 19:44
  • Karolina

    Coś te spływy tratwą 'chodzą' za mną ostatnio ;) I mam co raz większą ochotę sama się na taki spływ wybrać, więc dziękuję za wszystkie przydatne wskazówki! :)

    Karolina piątek, 25 sierpień 2017 20:38
  • Asia

    Tak, to prawda. Sama złapałam się na tym, że jeżdżę po świecie, a nie wiem co mam pod nosem. Teraz właściwie chciałabym wynajdywać właśnie takie perełki i reklamować je podróżującym z innych krajów:).

    Asia piątek, 25 sierpień 2017 08:34
  • Iwona

    Wow, niesamowita przygoda! Nie sądziłam nawet, że takie rzeczy są w Polsce organizowane. I do tego jeszcze ta piękna przyroda. To naprawdę coś co sprawia, że chce się podróżować po naszym kraju.

    Iwona piątek, 25 sierpień 2017 07:33
  • Asia

    Tak, też miałam takie obawy ale po pierwszej nocy było łatwiej;). Poza tym, jak pisałam, ta Biebrzańska dżungla nie jest groźna. Najwieksze widziane zwierzę to żuraw/ bocian;)

    Asia czwartek, 24 sierpień 2017 20:59
  • Marta - Podróże od kuchni

    Rewelacja! Zapisuję sobie!!! Zawsze chciałam tak spędzić kilka nocy, chociaż nie jestem pewna czy bym zasnęła na tratwie ;)

    Marta - Podróże od kuchni czwartek, 24 sierpień 2017 20:34
  • Asia

    Magda, my również dowiedzieliśmy się o spływie w tym roku i wtedy juz było wiadomo na 100%, że jak w Polskę to tam:) bardzo polecam! Liczę, że nie raz w życiu jeszcze spłynę Biebrzą, może innym odcinkiem, ze znajomymi, rodziną. Teraz już wiem co i jak:) i ci, co przeczytają ten wpis:).

    Asia czwartek, 24 sierpień 2017 19:23
  • Magda

    Biebrzański Park Narodowy to nasze marzenie. Wasze zdjęcia jeszcze bardziej je potęgują. A spływa tratwą, wow! Dopiero niedawno usłyszałam o takiej możliwości.

    Magda czwartek, 24 sierpień 2017 18:45

Leave a comment

Make sure you enter the (*) required information where indicated. HTML code is not allowed.