08 Mar

KATOWICE NIE TYLKO PRZEJAZDEM

Lisu wyjeżdżał na Śląsk służbowo. Dawno nie mieliśmy szansy odpocząć razem nawet weekendowo poza rogatkami Warszawy. Zima nie cieszyła oczu puchowymi, śnieżnymi dekoracjami, Julek zapomniał już, że kiedykolwiek jeździł na sankach a narciarza chyba nigdy na żywo nie widział.

- Jedziemy z Tobą. – Poinformowałam zaskoczonego Lisa.

- Ale co wy będziecie robić w tych Katowicach? – Nie miał wcale zamiaru mnie przekonywać do pozostania w domu. Obawiał się, czy oczekiwanie na niego 2 dni w pokoju hotelowym zupełnie nas nie rozleniwi i rezultat będzie odwrotny. To nie będzie odpoczynek tylko ogarnie nas nuda i rozdrażnienie.

- Nie wierzysz w moją kreatywność? – Żartowałam i już weryfikowałam okoliczne atrakcje dla dorosłego i małego. Po chwili zastanawiałam się już, co wybiorę dla nas najciekawszego. Przecież będziemy tam tylko 1,5 dnia!

Był styczeń, a wyjątkowo w tym roku zima nie chciała osiąść w Polsce na dłużej. Liczyliśmy na bajeczne, białe krajobrazy w pobliskim Beskidzie Śląskim, który zamierzaliśmy odwiedzić po wizycie w Katowicach. Tak się zdarzyło, że na ten weekend przypadły nam bardzo mroźne dni w mieście, zatem wystawienie nosa poza ciepły pokój stawało się nie lada wyzwaniem i trzeba było zaplanować rozważny plan zwiedzania i odpowiedni ubiór na cebulę.

MUZEUM ŚLĄSKIE

Mieszkając w hotelu, tuż przy trasie szybkiego ruchu, mieliśmy do pokonania około 3 km do centrum miasta. Dotarliśmy tam taksówką za 12 zł i od razu rozpoczęliśmy zwiedzanie Muzeum Śląskiego, które ze zdobytych informacji wydało mi się najlepszym wyborem na tak rześki dzień. Mój dzielny 5-latek był równie zachwycony jak i ja;).

Wybrane przez nas muzeum mieści się na terenie dawnej Kopalni Węgla kamiennego Katowice a pomysłodawcy postanowili stworzyć na tym terenie centrum życia kulturalnego miasta - Strefę Kultury. Nowoczesna, szklana architektura budynków muzealnych ciekawie komponuje się z pozostałościami ceglasto-czerwonych budowli, a naturalne światło wpadające do nowych wnętrz, stanowi podstawę oświetlenia głęboko usytuowanych powierzchni wystawowych. Architektura miała tym samym minimalnie ingerować w industrialny charakter miejsca.

Pocierając z zimna czerwone nosy i schłodzone w grubych rękawiczkach ręce, rzucamy okiem na widowiskową wieżę wyciągową szybu kopalnianego i wchodzimy do oszklonego muzeum. Niestety w okresie zimowym nie można skorzystać z windy umieszczonej w wieży. Może jeszcze tu kiedyś wrócimy.

Wnętrza Muzeum Śląskiego pozytywnie zaskakują i potwierdzają słuszność naszego dzisiejszego wyboru. Ośmio-kondygnacyjny budynek, z trzema podziemnymi poziomami, wydaje się jeszcze większy niż na zewnątrz i mimo sobotniego południa miejsce niemalże świeci pustkami. Możliwe, że ogromne przestrzenie ukryły w swych kątach zwiedzających.

Wspaniale przygotowane wizualnie, tematycznie, historycznie wystawy stałe Muzeum Śląskiego dały odczuć bogactwo historii Śląska. Nie bez powodu pomysł kreacji miejsca mieszczącego zarys dziejów południa Polski stworzył się już niemalże 100 lat wcześniej. W 1929 roku muzeum stworzono w gmachu Urzędu Wojewódzkiego i Sejmu Śląskiego, w latach 80-tych znalazło schronienie w dawnym Grand Hotelu z przełomu XIX/XX w., by w obecnych czasach stanąć na terenie wspomnianej Kopalni Ferdynand.

SZTUKA SAKRALNA

Po zakupieniu biletu dla dorosłego za 16 zł (dziecko wchodziło z mamą gratis), zaproponowano nam rozpoczęcie swojej przygody ze Śląskiem od najniższych kondygnacji, które przywitały nas Galerią Śląskiej Sztuki Sakralnej. I o ile taka tematyka nie jest moim faworytem, tak stanięcie oko w oko z przepięknym malarstwem i rzeźbą sztuki średniowiecznej i nowożytnej, zachwyciły mnie. Podziwiałam misternie wykonaną, trudną pracę i mimo biegu czasu tak idealnie zachowane na pracach kolory. Sama swego czasu hobbistycznie malowałam, więc potrafiłam zrozumieć wyjątkowość obrazów i rzeźb, które odwzorowywały każdy detal kompozycji, który prezentowały.

GÓRNY ŚLĄSK – WYSTAWA HISTORYCZNA

Jest najistotniejszą częścią muzeum, dopracowana w każdym szczególe, prezentująca życie Ślązaków na przełomie dziejów, uwzględniając te najbardziej krwawe i trudne czasy Polski, zwykły dzień pospolitego mieszkańca tego regionu, znaczenia kopalni dla południa kraju i całego narodu (a również naszych sąsiadów). Dla osoby pamiętającej lata 80-te jest to poniekąd podróż do lat dziecięcych, bardzo emocjonalna. Dla mojego dziecka również świadomościowa i edukacyjna. Miał szansę:

- zasiąść na śląskiej ulicy z lat przedwojennych, słysząc niemiecki gwar i stukot końskich kopyt,

- pokluczyć w typowym mieszkaniu z tych czasów, zasiadając przy stole Ślązaka i jedząc z nim obiad z prawdziwej porcelany,

- zajrzeć do typowego mieszkania z czasów PRL-u, zobaczyć tamtejsze wynalazki i obejrzeć program edukacyjny w starym telewizorze,

- zobaczyć naszego słynnego Malucha (Fiat 126p) oraz ścianki boczne karoserii, w której do Polski przemycano papierosy, czy inne wartościowe rzeczy do sprzedania,

- poznać fotograficzną ciemnię,

- staną na ulicy podczas strajku w Kopalni Wujek,

- zajrzeć przez okno jednego z mieszkań betonowego bloku i poobserwować toczące się w nim życie niejednej polskiej rodziny (wizualizacja świetlna) i wiele innych,

by na koniec podejść do długiej ściany interaktywnej okalającej wystawę z podziemi i sprawdzić swą wiedzę na ciekawych i pomysłowych zadaniach (zagadki, mowa śląska, wiedza historyczna, bajki ze znanymi śląskimi postaciami).

LABORATORIUM PRZESTRZENI TEATRALNYCH

to przede wszystkim duża przestrzeń prezentująca osiągnięcia teatru europejskiego na przestrzeni jego historii. I tak poprzez część przeznaczoną teatralnym strojom z różnych czasów, mijamy makiety odwzorowujące wygląd budynków teatralnych z wielu okresów historycznych, regionów Europy (by w dalszej części móc sprawdzić swoją sprawność w samodzielnym budowaniu teatru), zadziwiające (bądź niejednokrotnie wprowadzające w osłupienie i sprzeczne emocje) ekspozycje nawiązujące do wielu zagadnień kulturowych, ale i mających sprowokować do nieznanych odczuć odbiorcy i zastanowienia nad celem i przekazem artysty poprzez sztukę.

POZOSTAŁE WYSTAWY

prezentują:

- Galerię Plastyki Nieprofesjonalnej – dzieła artystów amatorów, których prace uznane zostały za nieprofesjonalne, lecz mimo to zachwycające. Mamy tu do czynienia z tzw. sztuką naiwną czy plastyką amatorską przedstawiającą w sposób akademicki dzieje regionu, symbole Śląska, codziennego życia.

- oraz Galerię Sztuki Polskiej z 1800 -1945 oraz po 45 roku. Jako że zwiedzanie dolnych partii Muzeum Śląskiego zajęło nam parę godzin, po pozostałych galeriach zdążyliśmy się jedynie przejść, gdzie ja ponownie zachwyciłam się malarstwem współczesnym.

KATOWICKI SPODEK

- Spod Muzeum idzie Pani prosto przed siebie a dojdzie Pani do Spodka i po drugiej stronie ulicy jest Rynek. – Powiedziała Katowiczanka po śląsku wprowadzając Julka w osłupienie.

- Mamo, dlaczego ta pani tak mówiła?

- Bo oni tak tu mówią Julciu. – Mijaliśmy właśnie Wieżę widokową Szybu Kopalnianego dawnej tutejszej Kopalni. Głód powoli zaczynał doskwierać, lecz nie zdecydowaliśmy się na obiad w, wyglądającej ekskluzywnie i drogo, restauracji mieszczącej się na terenie Strefy Kulturalnej. Przechodząc koło budynku Narodowej Orkiestry Symfonicznej Polskiego Radia, gdzie pod butami skrzepiał mróz, ujrzeliśmy wyłaniający się za wiaduktem (kładką) kosmiczny spodek. Wyglądał bardzo surrealistycznie. Zdarzyło się nam nawet przyjechać do niego kiedyś na koncert.

- Julciu, zapamiętaj, że jak będą w telewizji pokazywać pogodę z każdego ważnego miasta polskiego, to gdy pojawią się Katowice zobaczysz właśnie tę budowlę. – Wskazałam na Katowicki Spodek. Pobiegaliśmy po pierwszym piętrze, próbując zajrzeć do środka i zgodnie ze wskazówkami przechodnia ruszyliśmy w kierunku centrum. Zbliżał się zmrok.

Zwiedzanie zakończyliśmy na typowej galerii zakupowej, gdzie zjedliśmy obiad (każdy w innej knajpie;) i zakupiliśmy przekąski do hotelu. Niestety, mi w oku niespodziewanie pękła soczewka i dodatkowo wykończyłam dziecko tym bieganiem, że zamarzył o powrocie do pokoju.Nie daliśmy rady zwiedzać dalej.

Następnego dnia czekała nas kolejna przygoda. Tym razem w głąb ziemi…

Fot. Muzeum Śląskie, Spodek Katowicki. Katowice zimą, 2016.

Comments

  • Asia

    Tak, Katowice to jedne z tych miast, do których nie jeździ się na wakacje. Ale świadomość, że jeśli np. jedziemy na koncert, albo musimy się tam wybrać służbowo, że jest co robić w międzyczasie, to pokrzepiające. Bo mnie naprawdę miło zaskoczyły. I przyznam, że jeszcze raz wróciłabym tam zobaczyć inne atrakcje, które miałam na liście oraz Kopalnię Guido na najniższe poziomy (tym razem bez dziecka).

    Asia środa, 16 marzec 2016 10:00
  • Magda

    Mieszkałam w czasie studiów w Katowicach, ale wtedy to miasto było dosyć szaro-bure. Ponoć bardzo się zmieniło. Niestety nie miałam okazji go odwiedzić już dobre 7-8 lat.

    Magda środa, 16 marzec 2016 09:38
  • Asia

    Tak to chyba z tymi niektórymi naszymi polskimi miastami jest, że jeśli człowieka nie przymusi, to nie zatrzyma się celowo. Czyli teraz muszę pakować się do samochodu męża jak będzie miał wyjazd służbowy do Bydgoszczy:)

    Asia środa, 16 marzec 2016 09:32
  • Madzia Tułaczka

    Praktycznie zawsze jestem w Katowicach przejazdem (zaliczyłam tylko wizytę w Spodku na koncercie Depeche Mode), ale widzę, że Muzeum Śląskie zapowiada się bardzo interesująco.
    Podobny status do Katowic ma Bydgoszcz, gdzie jest co zwiedzać, ale wszystcy omijają w drodze do Torunia. ;)

    Madzia Tułaczka środa, 16 marzec 2016 09:24
  • Marcin

    No właśnie - Katowice zawsze były przejazdem a ewidentnie warto zatrzymać się w nich na chwilę. Nadrobię wkrótce! Pozdrawiam.

    Marcin wtorek, 15 marzec 2016 08:47
  • Asia

    Niestety często tak bywa, że to co najbliżej odkładamy na później. Więc ja warszawianka Ci mówię - naprawdę fajne muzeum i wciągające ekspozycje.. nawet dla dziecka:) o Nikiszowcu słyszałam, ale już nie daliśmy rady. Następnym razem wezmę pod uwagę:)

    Asia niedziela, 13 marzec 2016 11:55
  • Gadulec

    Aż mi głupio, bo jeszcze w Muzeum Śląskim nie byłam, a mieszkałam w Katowicach naście lat i dalej moja rodzina tam jest. Trzeba kiedyś nadrobić! Za to moim ulubionym miejscem jest Nikiszowiec i kawiarnia Byfyj. Polecam! Świetny klimat całej dzielnicy, kamieniczki, a w kawiarni same pyszności!

    Gadulec niedziela, 13 marzec 2016 10:44
  • Asia

    O, jak miło:) myślę, że spędzisz miły czas. A jak będziesz go miała jeszcze więcej, koniecznie zajrzyj "rzut beretem" dalej do Zabrza do Kopalni Guido. O niej napiszę niebawem.

    Asia środa, 09 marzec 2016 19:34
  • Zastrzyk inspiracji

    Ten post spadł mi z nieba :) W sobotę wybieram się do Muzeum Śląskiego i wszystko co najważniejsze znalazłam w jednym miejscu :) Fajnie, że takie miejsce powstało w Katowicach i już nie mogę się doczekać wyjazdu :)

    Zastrzyk inspiracji środa, 09 marzec 2016 18:55
  • Asia

    Od razu widać, ze tekst pisała kobieta:) zaraz zmieniam:)

    Asia środa, 09 marzec 2016 10:07
  • Mr_Szpak

    Super miejsca dla malucha, choć sam nie jestem zwolennikiem muzeów... i taka mała poprawka w tekście bo popularny "maluch" to fiat 126p, a fiat 125 to tzw. duży fiat... :)

    Mr_Szpak środa, 09 marzec 2016 09:32

Leave a comment

Make sure you enter the (*) required information where indicated. HTML code is not allowed.