niedziela, 02 listopad 2014

LISY W DRODZE ... POWROTNEJ

Chcąc nie chcąc nasza podróż dobiegła końca. Niecałe pięć miesięcy podróży minęło nim się obejrzeliśmy i z egzotycznej Tajlandii trzeba nam było wracać do jesiennej Polski. Najpierw jednak musieliśmy pokonać swoje kolejne łączone przejazdy z Khoa Sok do Bangkoku a potem już czarterem ze stolicy Tajlandii do Warszawy. Pierwsza podróż trwała dłużej niż sam lot, ale chyba ktoś celowo podkręcił klimatyzację, by nas do polskiego klimatu przyzwyczaić.

Zimny powrót

Gdy w Surat Thani wysadził nas busik zmierzający z dżungli, przyszło nam czekać na stacji kolejowej prawie dwie godziny na pociąg do Bangkoku. Nie było sezonu, a mimo to wszystkie miejsca były już zajęte. Z kolejnego kursu przypadła nam jedna dolna i jedna górna kuszetka. Gdy tylko otworzyły się drzwi przedziału, buchnęło w nas mroźnym powietrzem. Naprędce wakacyjne ciuchy zamieniliśmy na prawie zimowe, ubierając się na cebulkę. Krzysiek spał w czapce, ja zasypiałam pod śpiworze na górnym, chłodniejszym "pokładzie".

PODRÓŻ POCIĄGIEM

Ponownie, pociąg linii tajskich miał spore opóźnienie (półtoragodzinne). Cieszyliśmy się zatem, że tego dnia nie mieliśmy lotu do kraju. O  poranku i w zwolnionym ospałym tempie wtargaliśmy (wydawałoby się) coraz cięższe bagaże na znany już nad dworzec w Bangkoku. A ten był wypełniony już o wczesnych godzinach porannych. Prawie wszystkie rzędy siedzeń były już zajęte.  Pierwsze, według tablicy informacyjnej, przeznaczone były tylko dla mnichów buddyjskich. Z oddali właściwie przypominał o tym pomarańczowy kolor. Na zimnej posadzce holu gromadka dzieci bawiła się samochodami. I wtedy właśnie Julek poczuł ogromną chęć dołączenia do rówieśników. Uznaliśmy, że w porę wracamy do kraju a on do przedszkola. Gdy mu o tym powiedzieliśmy, szczerze się ucieszył, wspominając swoją ukochaną przedszkolankę i małych przyjaciół.

Nocleg pod Bangkokiem

Wiedzieliśmy, że mimo pełnego i ostatniego dnia w Tajlandii, jesteśmy zbyt zmęczeni na zaliczanie kolejnych zabytków w Bangkoku czy dokupywaniu kolejnych pamiątek. Zmierzaliśmy w kierunku lotniska, znajdującego się na granicach miasta (ponad 20 km od centrum), bo tam też zarezerwowaliśmy sobie hotel. Sprawdzone przez rodzinę lokum oferowało, poza koniecznym dla nas standardem (dużym, schludnym pokojem z dwoma łóżkami), basen i darmową podwózkę na lotnisko hotelowym busem (co pół godziny). I gdy tylko temperatura ciała po pociągu wróciła do normy i poczuliśmy skwar lejący się z nieba, z przyjemnością  spędziliśmy parę godzin na basenie.  Niestety hotelowa restauracja okazała się tym jedynym, felernym przykładem na niedobrą tajską kuchnię. Wydawało mi się to niemożliwe, a jednak zjedliśmy drogi badziew, który potem okazał się  być przygotowany z gotowej mrożonki. Takie zakończenie dla rozwydrzonego podniebienia.

Samolotem do domu

Za miejsce naszego Julka w samolocie płaciliśmy praktycznie taką samą kwotę, ale również dotyczyły go te same warunki odnośnie bagażu głównego jak i  podręcznego. Poza wózkiem, stworzyłam mniejszy plecak podręczny i zaczęłam żałować, że jednak bardziej nie obkupiliśmy się w tej Tajlandii mogąc spokojnie nadać na bagaż główny torbę wypchaną "wspomnieniami":). Witając się, przez okno, z polskim Frankiem LOTu (bo tak się nazywał nasz samolot:), dotarło do nas po raz kolejny, że nasze kolejne podróżnicze marzenie dobiegło końca i jakoś smutek nas ogarnął. Julek natomiast był podekscytowany swoim pierwszym lotem w życiu, porównując wielki "pojazd" z tym, który niejednokrotnie widział na niebie.
- Tak, jednak jest duży. - Powiedział pod wrażeniem zgadzając się z moimi wcześniejszymi zapewnieniami o ilości osób, które mógł pomieścić. Ale tak się złożyło, że rejs nie był zbytnio oblegany i lecieliśmy praktycznie w połowie zapełnionym Dreamlinerem.

POWITANIE W KRAJU

Lot był spokojny, niebo piękne i słoneczne, a lekkich turbulencji nawet nie poczuliśmy. Żegnaliśmy się z tropikami, do których zdążyliśmy przez te miesiące przywyknąć, już na wstępie odziani w jesienną odzież. Wczesne południe w Warszawie przywitało nas czerwonym, zachodzącym słońcem. A narzekaliśmy, że praktycznie przez całą podróż po Azji zachodziło ledwo po 18. Jeszcze tylko na szybko spisana reklamacja na niedostarczony z Bangkoku wózek i czule witaliśmy się z rodziną. Czekał na nas ogromny, typowy polski posiłek, mnóstwo opowieści i nieustające tulenie z bliskimi:).

Czy to nasza ostatnia wielomiesięczna podróż? Mam nadzieję, że nie. Liczę, że będę mogła Wam przedstawić niejedną relację ze świata.

Fot. Ostatnie chwile w Azji i lot do Polski (2014).

9 komentarzy

  • Asia
    Asia poniedziałek, 30 maj 2016

    Tak, powrót oznacza dwie tęsknoty: za domem i tym co znane i za tym, co niepoznane, czyli za podróżą, światem..

  • Natalia | Zapiski ze świata
    Natalia | Zapiski ze świata niedziela, 29 maj 2016

    Niby nie lubię samolotów powrotnych, jednak powrót do domu zawsze jest miły :) Swoje łóżko, swój widok z okna, swoja łazienka... A potem mijają dwa dni i znowu człowiek chce uciekać w świat :D Piękna to była podróż

  • Asia
    Asia środa, 25 maj 2016

    Wycisnelismy z tego wyjazdu ile sie dalo:-)nawet ostatniego dnia..

  • polaczkropki.pl
    polaczkropki.pl środa, 25 maj 2016

    Nie lubię powrotów, ale dzień przy basenie brzmi spoko:)

  • Asia
    Asia środa, 25 maj 2016

    Tak, dlatego z utęsknieniem czekam na kolejną:)

  • Paweł
    Paweł środa, 25 maj 2016

    Podróże są super, ale mimo wszystko fajnie się też wraca na "swoje stare śmieci". Zawsze można z powrotem wyjechać w kolejną podróż :)

  • Asia
    Asia środa, 25 maj 2016

    Jest to nieodzowna część każdej podróży. Jeśli jest to powrót po wielu miesiącach, towarzyszy jej tęsknota za bliskimi, a potem z czasem ponownie za podróżą, życiem w ruchu, przemieszczając się..Po krótkiej podróży czujemy niedosyt. Uzależnienie od niej zawsze powoduje tęsknotę za podróżą.. tak to już jest:)

  • Szymon (zamiedzaidalej.pl)
    Szymon (zamiedzaidalej.pl) środa, 25 maj 2016

    Nie lubię wracać... pojawia się wtedy takie niefajne uczucie :/

  • Republika Podróży
    Republika Podróży piątek, 06 luty 2015

    Hej,

    Bardzo fajny blog. Zapraszamy również do subskrybowania naszego bloga w celu pozostania stale w kontakcie!

    Pozdrawiamy,
    Republika Podróży

Leave a Reply

Your email address will not be published. HTML code is not allowed.