Po minionej nocy okazało się, że wszyscy mieliśmy problemy ze spaniem spowodowane wysokością. Dlatego żywiliśmy nadzieję na odespanie w porannym autobusie do Cuzco. Niestety i tam się nie udało, bo: a to trzęsło, a to długo jechał i jakoś ogólnie nie wychodziło.

O poranku udaliśmy się na mały rekonesans Puno. Wieczorem miał dojechać do nas z Limy, poznany przez hospitalityclub, Arturo. Przez długi czas przedwyjazdowej korespondencji to właśnie on poszerzał moją wiedzę na temat Peru jak i praktykował ze mną język hiszpański a to mailowo a to telefonicznie. Podobnie jak z Claudią, znaliśmy się tylko wirtualnie, chociaż w jego przypadku zyskałam kontakty do polskich znajomych, którzy mogli potwierdzić, z kim mam do czynienia.