W naszych duszach od zawsze „grały” latynoskie dźwięki i niewytłumaczalnie ciągnęło nas do Ameryki Południowej. W mojej głowie roztaczała się wizja magicznego peruwiańskiego Machu Picchu spowitego we mgle, z zakątków którego szeptem docierały odgłosy starych dziejów, życia Inków i ich tajemnic. Na własnym ciele czułam wilgoć lasów deszczowych otaczających Zaginione Miasto, a od której kręciły mi się włosy. Na ulicach mijały mnie kolorowo odziane rubaszne „senority”, na których twarzach wymalowana była radość mimo trudu każdego dnia. Umorusane twarze papuśnych dzieci, policzki popalone od słońca i bezinteresowna otwartość, jaką darzyły nawet obcych. Tak.. chcę zobaczyć Peru!