Sen na wysokości nie należał do najlepszych przeżyć. Mimo zmęczenia oczy nie chciały się zamykać. Znowu pojawił się tępy ból głowy w akompaniamencie zatkanego nosa. Wszystko utrudniało wypoczynek a ja odnosiłam wrażenie, że po pięciu minutach od podjętych prób zaśnięcia, urządzono nam pobudkę. Okazało się, że w tych uciążliwych dolegliwościach nie byłam osamotniona.

Otępiający ból głowy. Znowu. Stawałam się coraz bardziej osłabiona i zakatarzona. Nie wiedziałam, czy to przeziębienie, czy w nosie nadal zalega mi ten wszechobecny boliwijski kurz. Nie przyszło mi do głowy, że tak mogłaby objawiać się „choroba wysokościowa”.

Z niewzruszoną miną, odziany w służbowy mundur, celnik przeglądał starą księgę z istotnymi informacjami. Szukał na liście Polski i danych wizowych. Palec zatrzymał się na wybrudzonym papierze, zamknął z hukiem informator, i równie bezemocjonalnie wbił nam w paszportach wizę. O nic nie pytał.

kwiecień 12, 2009

GRA EMOCJI

Od zapachu jedzenia unoszącego się w powietrzu kiszki grały marsza, a swojskie knajpki zachęcały do degustacji. W Polsce zdradliwie wyglądające tekturowe budy zainteresowałyby z pewnością sanepid, a nas taka niepewność dodatkowo nakręcała.

Podczas gdy polskie rodziny szykowały się z wielkanocnymi święconkami do kościoła, my wyjątkowo odczuwaliśmy samotność i tęsknotę za naszymi bliskimi. Ten rodzinny czas przyszło nam spędzić w Salcie, na wyjątkowo ciepłej o tej porze roku północy Argentyny.

Czy Buenos w ogóle śpi? To pytanie zadawałam sobie każdego dnia spędzonego w gorącej stolicy Argentyny. Wydawało się, że tu może zdarzyć się wszystko. Nie wiedziałeś, co spotka cię dziś, jutro i za dwa dni. Miało się pewność, że za każdym razem miasto na pewno zadziwi i zaskoczy.