USA

USA (5)

Opuściliśmy YMCA przed upływem doby hostelowej i na piechotę z całym naszym ekwipunkiem ruszyliśmy w kierunku mostu łączonego Stany z Kanadą. Plecy odpadały od ciała, kark bolał niemiłosiernie a pot strugami lał się z czoła. Ostatkiem sił doczłapaliśmy do granicy. Z 20-toma kilogramami na plecach przeszliśmy spory odcinek przez około 40 minut nieustającego marszu.

Trzeba przyznać, że własnym Fordem Focusem przyjemnie było pruć niekończącymi się amerykańskimi autostradami. Automat pozwalał skupić się jedynie na trzymaniu rąk na kierownicy. Na zmianę przekraczaliśmy kolejne miasta będąc pod wrażeniem szczególnie jednego z nich.

Dotarliśmy do amerykańskiego miasta muzyki country autobusem Greyhound 5 godzin po czasie. Zmęczona, spocona, „rozlazła” i z nasilającą się migreną czekałam na Krzyśka na terminalu autobusowym a on równie przemęczony ruszył w miasto w poszukiwaniu taniego hotelu. Mijały kolejne minuty, gdy w końcu wrócił.

sierpień 02, 2009
USA

PO ATRAKCJE DO ORLANDO

Pobudka piąta rano. Czterdzieści minut później kierowca autobusu “Star Bus”, jadącego w kierunku Orlando, ściągał nas na recepcję „The Clay”.

lipiec 30, 2009
USA

FILMOWE MIAMI, USA

Lot z Kostaryki opóźniał się o godzinę wzmagając lęk mojego męża. Do mnie takie surrealistyczne zdarzenia w ogóle nie docierały. Właściwie uwielbiałam start samolotu odczuwając pewnego rodzaju nirvanę. Czułam ogromną nieopisaną radość ogarniającą moje ciało wciśnięte w siedzenie a łzy napływały do oczu. Były to łzy radości, ale w sumie nie potrafię określić, dlaczego tak się działo. Krzysiek odczuwał tą radość dopiero po szczęśliwym wylądowaniu.