Krzysiek o kolei marzył od zawsze, bo kojarzyła mu się z niepowtarzalnym klimatem rozmów, biesiady i muzyki rosyjskiej zakrapianej wódką i dobrą zabawą. Towarzyszyły temu nietypowe widoki zza okna wolno sunącego się pociągu, którego celem zawsze była bezkresna Syberia.

Być w Moskwie na bardzo krótko, oznacza obowiązkowo zawitać przynajmniej na Plac Czerwony i Kreml. Tak też zrobiliśmy. Wysiedliśmy na Placu Rewolucji, gdzie naszym oczom ukazał się Plac Teatralny a na nim słynny Teatr Bolszoj.

Nie przypuszczałam, że jedną z ciekawszych i niespodziewanych atrakcji stolicy, może okazać się metro. Wycieczka po przeróżnych stacjach stanowiła zaskakującą i zachwycającą przygodę dla nas, jak i dla Julka.

Nocleg w pociągu relacji Warszawa-Moskwa był komfortowy, choć podzielony na sen z lub bez Julka. Mogliśmy zaoszczędzić na bilecie, śpiąc z maluchem na jednej pryczy a do szerokich one nie należały. To spowodowało, że mimo wszystko dojechaliśmy do Moskwy przetrąceni.