piątek, 18 grudzień 2020

CHORWACJA POD NAMIOTEM? CZEMU NIE?

Oceń ten artykuł
(0 głosów)

Chorwacja. Najpopularniejszy kraj wśród Polaków na wakacje. Dlaczego? Bo: niedaleko - można tam dotrzeć samochodem nawet jadąc ciurkiem spod domu bez przystanku, a jeszcze szybciej samolotem, o ile znajdziemy dodatkowo niepowtarzalną okazję cenową.

Bo to kolejny atut tego europejskiego kraju - stosunkowo przystępne ceny dla Polaków, a egzotyka i pogoda przez urlop niemalże 100%-owo gwarantowane. Dalej pozostaje przebierać w lokum, w których lubimy spędzać czas: hotele, apartamenty na wyłączność (często z basenem), ekskluzywne campingi a do tego niemalże zawsze dogadamy się z gospodarzem trochę mówiąc po polsku, po rosyjsku, na migi i domysły. 

NOWE REALIA - NOWE POMYSŁY

Kiedy w przygnębiającym okresie covidowym, wszyscy miesiącami pozamykani we własnych czterech ścianach, poczuli zew natury, a właściwie pierwsze promienie słońca na twarzy, obawiając się nadal rozprzestrzeniającego się wirusa, rozpoczęli gorączkowe planowanie wakacji. Jedni jak jeden mąż zaczęli budować własnymi siłami campery, inni wynajdywali perełki turystyczne w kraju z dala od innych ludzi, lecz na łonie natury, byli i "ryzykanci" korzystający z lotów do innych europejskich krajów. I mimo również naszej obawy przed zagranicznym wyjazdem, tym bardziej w tak zazwyczaj popularne miejsce, jakim jest Chorwacja, zdecydowaliśmy się na ten kierunek. Jakie były nasze warunki? Jedziemy własnym autem, śpimy na campingach we własnym namiocie, spędzamy dużo czasu na świeżym powietrzu, gotujemy w 80% sami. Dodatkowo w naszym życiu, jak i prawdopodobnie w życiu większości ludzi w czasach pandemii - pojawił się szczeniak, którego w taką podróż musieliśmy i chcieliśmy wziąć. 

PRZYGOTOWANIA I PLAN PODRÓŻY

Zupełnie przypadkiem rok wcześniej Julian postanowił zbierać pieniążki na fajny namiot. Fajny, znaczy się duży, taki by na campingu nie było wstydu, stolik, krzesełka, wszystko to, co prawdziwi "campingowicze" posiadali w bród. Bazowaliśmy na podstawowym sprzęcie zakupionym jeszcze przed Korsyką z 2013 roku, ale namiot był już dla nas za mały, materace dawno przestały być użyteczne, a lampki, naczynia turystyczne i inne takie tam drobiazgi zdążyliśmy pogubić. To, czego zupełnie nie przewidzieliśmy, to bardzo trudne podłoże do wbijania się w ziemię w Chorwacji. Niemalże każde miejsce, w którym przyszło nam spać położone było na bardzo kamienistej glebie i bez pomocy sąsiadów z campingu mielibyśmy problem z rozbiciem się, a potem (o czym dowiecie się w dalszej części tej historii) w walce z silnymi nocnymi podmuchami wiatru. Mistrzowie campingów, którzy taki typ wakacji w Chorwacji sobie upodobali, byli w posiadaniu gwoździ (zamiast śledzi), mających właściwości rozkruszania podziemnych skałek. Bez żeliwnego młota również się nie obeszło. Lecz wracając do namiotu - zdecydowaliśmy się na 5-osobowy z dużym przedsionkiem na garderobę i "kuchnię", który - jak gwarantował producent - samodzielnie rozkładał się w 4 minuty (ale w Polsce, nie w Chorwacji:). Zamiast typowego "patykowego" szkieletu, wspierał się na pompowanych pałąkach.  

TRASA WARSZAWA - CHORWACJA

Nasz 2-tygodniowy urlop już od początku planowaliśmy rozpocząć na spokojnie, nie na wariata. A to znaczy, że śpimy po drodze, zatrzymujemy się tyle razy, ile uznamy za konieczne, by każdy miał komfort jazdy (nawet pies), a pierwszy dłuższy przystanek w Chorwacji robimy na wyspie KRK (na północy kraju). Okazało się, że na trasie nie było niemalże żadnego ruchu, więc w 10 godzin dotarliśmy do przypadkowo wybranego obiektu w okolicy Graz w Austrii (Alpengasthof Hoiswirt w Modriach). Miejsce przeszło nasze oczekiwania: 80 EUR/ za noc w pokoju 3-osobowym, z przepysznym bogatym śniadaniem, sauną w cenie, kompletnym brakiem ludzi i typowym austriackim krajobrazem z majaczącymi w oddali majestatycznymi Alpami. Tu po raz pierwszy nasza Chica poczuła wiatr we włosach (a właściwie sierści), biegając jak oszalała wśród wielkich połaci polany, która była niczym innym jak stokiem narciarskim. W oddali słychać było jedynie dzwoneczki krówek Milka (jakoś tak naturalnie się kojarzyło). Miejsce tak bardzo przypadło nam do gustu, że w drodze powrotnej postanowiliśmy zawitać do Modriach na dwie noce, licząc na krótki trening wśród malowniczych obrazów. 

Fot. W drodze do Chorwacji, Austria 2020.

WYSPA KRK

Docieramy do największej wyspy chorwackiej położonej na Morzu Adriatyckim, połączonej mostem ze stałym lądem. Z lądu wyspa wydaje się wulkaniczna, niczym nie porośnięta, bardzo sucha. Jednak po chwili wjeżdżamy w wąskie uliczki wśród zielonych gąszczy. Decydujemy się na miejscowość Dobrinj oraz Camping Slamni. Po raz pierwszy doznajemy szoku cenowego. Nasze wspomnienia z pierwszych wypadów do Riwiery Makarskiej sprzed lat wydają się zdecydowanie tańsze. Przypominam sobie słowa przyjaciółki, która ma doświadczenie z wynajmowaniem apartamentów w Chorwacji i cenowo są one zbliżone do dobrych campingów, a nawet niejednokrotnie są tańsze. Żar leje się z nieba, więc postanawiamy zostać przy tym wyborze, bo weryfikując ceny online wszystkich campingów  jeszcze w Polsce wydawały się one bardzo zbliżone. 

PIERWSZY CAMPING

Slamni oferuje zamknięty teren z odpowiedniej wielkości "boksami" na namiot, stolik z krzesłami przed nim i hamak zarzucony na pobliskim drzewie. Samochód odstawiamy na parking, rzut beretem od naszego namiotu. Tuż obok mamy toalety, prysznice, restaurację (z której jeden raz zamawiamy pizzę), a parę metrów dalej prywatną plażę z dostępem do zatoki (woda na wzór jeziora niżeli wód morskich), bar oraz maleńki basen dla dzieciaków. Za dobę płacimy 60 EUR. Tu przeżywamy pierwszy koszmar rozbijania namiotu a potem dwudobowe nocne wianie, które pierwszej nocy wybudza nas ze snu i po 3 godzinach walki z odpadającymi z ziemi śledziami, poddajemy się i lądujemy na parę godzin snu do samochodu. Na szczęście namiot nie odleciał, żadne drzewo na nas nie spadło, a z rana trzeba było na nowo rozkładać namiot i mocniej wbijać śledzie z pomocą sąsiadów z Niemiec. 

CZAS NA WYSPIE

Upływa nam błogo, leniwie (głównie z powodu upałów), przyjemnym życiu campingowym, plażowaniu, uciechach wodnych, spacerach do pobliskich dzikich plaż i miasteczka z niewielkim portem. Tu dokonujemy drobnych zakupów spożywczych. Wieczorami delektujemy się pięknymi zachodami słońca na campingowym pomoście.     Ok. 7 km od campingu, w Cizici, znajduje się otwarte "naturalne błotne spa". Na dość dużym terenie, który na pierwszy rzut oka wygląda jak tereny po odpływie morza (ale bez porannych przypływów), utworzyło się maziowe, grząskie podłoże o fenomenalnych dla zdrowia  właściwościach. Tłumy przybywały tu, by wymazać się w czarnej substancji, zasiąść na słońcu, by pod wpływem ciepła na ciele utworzyła się twarda skorupa. Po około 20-30 minutach należało ową skorupę zmyć w wodach zatoki, a najpierw dość kilkaset metrów do wody, w której można było się zanurzyć. Natura stworzyła dość zabawne miejsce, w którym wymazani od stóp do głów turyści leczyli różne schorzenia (reumatyzm, problemy skórne) bądź dobrze się bawili, wyglądając przy tym jak ciemne potworki z białymi plamami na ciele.     W Cizici odnajdujemy ulubioną lodziarnię, dobrą kawę i piekarnię z moim ulubionym burkiem z serem lub mięsem

Fot. Wyspa Krk (2020).

OKOLICE TROGIRU

Na Campingu Slamni spędziliśmy 4 noce. Ruszyliśmy w kierunku Trogiru w poszukiwaniu kolejnego ciekawego miejsca na rozbicie naszego namiotu. Środek Dalmacji był w sam raz na niezbyt długie spędzanie czasu w aucie i odpowiedni na nadal nie męczący odcinek pozostały do powrotu do Polski. Po drodze z ciekawości zajeżdżamy na pierwszy lepszy camping, w centrum jakiegoś miasteczka, bez drzew, przy brzegu morza lecz zupełnie bez wygodnych warunków do kąpieli (betonowe urwisko). Nie widzieliśmy również żadnego zaplecza gastronomicznego czy sanitarnego (choć na pewno musiał być). Tu cena była już 3-krotnie niższa, bo nasza trójka zapłaciłaby 20 EUR za dobę. Pędziliśmy do, sprawdzonego również wcześniej w sieci, 4* Campingu Belvedere w miejscowości Seget Vranjica. Jego ogrom oraz luksus powaliły nas i byliśmy przekonani, iż najzwyczajniej w świecie nie będzie go na niego stać. Ale okazało się, że trafiliśmy jeszcze na tańszy miesiąc (lipiec) a recepcjonistka sama z siebie zaproponowała 10% upust. I tym samym za dwukrotnie większe poletko, na którym mieścił się samochód, cień drzew, praktycznie żywej duszy w okolicy, 50 m do pobliskiej toalety i prysznicy, 100 m do plaży (można tam było przebywać ze zwierzakiem i de facto była ładniejsza od innych w linii obiektu) oraz ekskluzywnego zaplecza basenowego dla wszystkich mieszkańców campingu, zapłaciliśmy 55 EUR. 

Fot. Camping Belvedere, Seget Vranjica (okolice Trogiru).

TROGIR

Do tego średniowiecznego miasteczka mogliśmy dostać się pieszo deptakiem wzdłuż linii brzegowej ok. 7 km lub taksówką wodną, która co 1-2 godziny odchodziła spod naszego campingu. Założone w III w p.n.e. miasteczko portowe to sieć labiryntów, w których cudownie było się pogubić, zaglądając co chwilę do jakiegoś przytulnego sklepiku, restauracji na chorwackie przysmaki bądź  baru na orzeźwiający drink. Za dnia upał dawał się we znaki, lecz i tu można było znaleźć schronienie w cieniu uliczek. Przybywając do Trogiru od strony morza, na pierwszy rzut oka widzimy fortecę, promenadę usłaną wysokimi palmami, na końcu której widać most łączący miasto z wyspą Čiovo oraz Katedrę Św. Wawrzyńca. Kolejne atrakcje architektoniczne, na które nie sposób się nie natknąć spacerując po Starówce Trogiru, to: Brama Morska, Kościół Św. Dominika, Loggia miejska i wieża zegarowa i Pałac Ćipiko. My postanawiamy spędzić tu jak najwięcej czasu delektując się spokojem miasteczka (prawdopodobnie z powodu pandemii), zajadając się lodami (które w Chorwacji sobie upodobaliśmy) i serwując sobie chorwacką ucztę złożoną z baranich cevapcici z frytkami oraz smażonymi w panierce kalmarami. Okazuje się, że już po drugiej stronie mostu można zjeść podobne przysmaki zdecydowanie taniej, zatem warto powstrzymać głód i poszukać punktu gastronomicznego poza ścisłym turystycznym centrum. W mieście przecinamy bazarek i robimy zakupy spożywcze w większym markecie. Na statek oczekujemy w pobliskim parku z panoramą na Čiovo. Wracamy do Belvedere i kontynuujemy nasz rytuał popołudnia, czyli kąpiel w morzu przy skałkach i adrenalinową atrakcję na morzu "na terenie naszego obiektu". Wariujemy na pompowanych zjeżdżalniach, skaczemy z huśtawki do wody, ślizgamy się do trampoliny i wspinamy po drabinkach. Na wieczór robimy kolację przy muzyce cykad. Czasami oddalamy się w kierunku WC, by złapać zasięg WiFi:). Belvedere codziennie oferuje jakieś animacje dla dzieci, także to alternatywa dla rodziców z jedynakiem:). 

Fot. Trogir 2020.

Fot. Camping Belvedere, cd.

REJS MIĘDZY WYSPAMI: DRVENIK - SOLTA - ČIOVO

Na tę atrakcję zdecydowaliśmy się za namową Polaków poznanych na campingu. Mieli doświadczenie w podróżowaniu po Chorwacji z namiotem, pomagali nam umocnić szkielet naszej "budowli", a dzieci zaprzyjaźniły się na czas pobytu w Belvedere. Kiedy okazało się, że stołowanie się w chorwackich restauracjach jest zdecydowanie ponad nasz rozsądek, oni zaproponowali wycieczkę, w której jedną z atrakcji była grillowana makrela bez limitu w ramach lunchu, owoce i wino, a całość wydawała się tańsza niż sam obiad w knajpie. Zgodnie ze wskazówkami, udaliśmy się laskiem do początków, pamiętającej jeszcze dawne czasy, promenady prowadzącej do Trogiru, na której aż roiło się od punktów turystycznych, gdzie sprzedawano wycieczki. Wynaleźliśmy opcję z niedużym stateczkiem (ceny wszędzie były takie same), a ten oferował jednak bardziej komfortowe warunki, w mniejszych grupach. 

Ruszyliśmy ok. godz. 9:30. Zmierzaliśmy do pierwszej atrakcji rejsu - kąpieli w lazurowej lagunie na otwartym morzu w otoczeniu jachtów. Snorkeling w urokliwej zatoce wyspy Dvernik był rześką atrakcją, gdyż mimo upałów wody Chorwacji należą do dość chłodnych. To była nowość dla 10-letniego Julka nurkując na takich głębokościach. Pod koniec rejsu był zachwycony a nowa atrakcja bardzo go zachęciła do kolejnych prób.   Na statku serwowano: rakiję, ciastka i sok (niestety sztuczny), więc jakiś tam głód zaspokoiliśmy, ale posiadanie własnej wody uznałabym za wskazane. Płynęliśmy do Maslinicy - miejscowości na wyspie Solta. Oferta turystyczna wychwalała tutejszy ekskluzywny hotel z wewnętrznym basenem bez zadaszenia (do uchwycenia z drona). Ale wioska sama w sobie była bardzo przyjazna, stare kamieniczki okalające niewielki port oraz jachty, stanowiły malowniczy obrazek, z którym mogliśmy zaznajomić się bliżej przez około 1,5 godziny wolnego czasu, który tu spędzaliśmy.        W końcu doczekaliśmy się uczty serwowanej na lunch. O 13 zacumowaliśmy przy pomoście na wyspie Čiovo. Skrawek plaży oblegany był przez tłumy turystów z wycieczek typu nasza. Wejście do wody z brzegu było dość trudne ze względu na kamieniste podłoże, więc ponownie żałowaliśmy nie wziętych z Polski odpowiednich butów przeznaczonych do tego. Na szczęście dzień wcześniej zakupiliśmy podobne dla Julka. To chociaż on nie musiał się krzywić i stękać wchodząc do wody. Ale najpierw - obiad! Był przepyszny, jak reklamowali znajomi Polacy. Krzysiek spałaszował aż trzy sztuki grillowanej ryby. Do tego świeże białe pieczywo i czerwone wino. Julian zajadał się kurczakiem, jako że nie jest fanem owoców morza. Na deser, również w nieograniczonej ilości, dostaliśmy arbuza. Strach było po takim obżarstwie nurkować.     Wróciliśmy na camping po południu, zadowoleni, spełnieni i wyśmienicie najedzeni. To był dobry pomysł z tą wycieczką. 

 Fot. Wycieczka Drvenik-Solta-Ciovo.

OKOLICZNE ATRAKCJE

To, co może znaleźć się jeszcze na liście atrakcji tych, którzy zdecydują się na podobny kierunek w Chorwacji co my a uwielbiają zwiedzać, to:

  • Pobliski SPLIT - którego dzieje sięgają Starożytności a w mieście można odnaleźć budowle z III/ IV w. (Pałac Cesarza Dioklecjana), wiele kościołów i katedr. Stare Miasto będące jednocześnie wnętrzem wspomnianego pałacu znajduje się w jego centrum i jest prawdopodobnie pierwszym punktem na liście turystycznej Splitu. Sławę wśród młodszych turystów na pewno przysporzyły my kadry do filmu "Gra o Tron"). My odwiedzaliśmy go przy okazji pierwszego pobytu w Chorwacji sprzed lat; 
  • Gotycki SZYBENIK, z którego również pochodzą ujęcia filmowe do wspomnianego wyżej hitu HBO GO. To kolejne miasto, którego historia pamięta starożytne czasy. O władze na tym terenie walczyły Włochy, Węgry, Francja i Austria, a budowle i wąskie uliczki kryją swe tajemnice z tych czasów. To miasto, które odwiedzimy przy kolejnej okazji;  (Fotografia: Sergii Gulenok, Sibenik)
  • RIWIERA MAKARSKA, którą odwiedziliśmy dwukrotnie a która na pierwszy rzut oka jest dość podobna do wcześniej wspomnianych miast. Promenada przy porcie pełnym jachtów, wysokie palmy, kamieniste bądź skałkowe plaże i lazurowe morze.
  • Będąc już tak blisko, warto zahaczyć o wyspy: HVAR (zwanej także lawendową wyspą) czy BRAČ (największą wyspę chorwacką), posiadającą bodajże najpiękniejsze plaże w kraju.  (Fotografia: Marcus Lofvenberg, Hvar)
  • To, o czym marzę przy kolejnej wizycie w Chorwacji to WODOSPADY KRKA oraz PARK NARODOWY JEZIOR PLITWICKICH. Jak nazwy mówią, to typowo przyrodnicze miejsca, lecz warto zaplanować sobie w ich okolicy nocleg, by móc o świcie ruszyć w ich kierunku. Piękne miejsca, do których można dotrzeć bez większego wysiłku zazwyczaj są bardzo oblegane, stąd my lubimy je eksplorować poza sezonem bądź w najmniej popularnych godzinach. 

CAMPING, APARTAMENT CZY HOTEL?

Tym razem poprzestaliśmy na dwóch campingach będąc znużeni mozolnym rozkładaniem dobytku na tym trudnym podłożu. Jednak relaks i widoki chorwacke uzmysłowiły nam, że jest to kraj, do którego można wracać częściej, za każdym razem obierając inny jego skrawek i nie będąc nią znużonym, a nawet zachwyconym.  Jeśli nie masz odwagi na samodzielną podróż, polecam zweryfikowanie ofert biur turystycznych. Sami niejednokrotnie w takowych miejscach decydowaliśmy się np. na czarter do wybranego kraju a znajomi chwalili sobie oferty All Inclusive z dziećmi. Czasem też zorganizowane zwiedzanie nie wymaga od nas większego wysiłku a wykwalifikowany przewodnik to niezaprzeczalny atut dla żądnych wiedzy i uwielbiających ten styl poznawania nowych miejsc.

 

Wyświetlony 132 razy Ostatnio zmieniany środa, 23 grudzień 2020
Więcej w tej kategorii: « MAJÓWKA W CHORWACJI

9 komentarzy

  • Asia
    Asia wtorek, 29 grudzień 2020

    Tak, wszyscy jak jeden mąż lubimy podróżować i okazało się, że i pies to urodzony podróżnik:)

  • Gadulec
    Gadulec wtorek, 29 grudzień 2020

    Też adoptowaliśmy szczeniaczka w tym roku i też mamy zamiar z nim podróżować! W planach na 2021 road trip (też z namiotem ;)) po Litwie, Łotwie i Estonii. Fajnie, że tak dobrze podróżuje Wam się całą rodzinką :)

  • Asia
    Asia poniedziałek, 28 grudzień 2020

    Haha, może tak być Tomek:) mi się często zdawało, że tam gdzie są tłumy to fajnie nie jest. Ale może być fajnie i nadal można znaleźć coś mało obleganego przez turystów.

  • Tomek
    Tomek poniedziałek, 28 grudzień 2020

    Chyba wstyd przyznać, ale nigdy jeszcze nie byłem w Chorwacji ;). Pewnie Wybiorę się tam, jak już cały świat ją zobaczy :P

  • Hania z Na Atlantydę
    Hania z Na Atlantydę niedziela, 27 grudzień 2020

    Hejka, ja zrobiłam coś podobnego w Grecji (sorry za wielkie litery, nie umiem tego zmienić u ciebie, telefon nie chce poprawić na male). tylko, Że zamiast spać w kamperze wynajęłam jacht ?

  • Asia
    Asia piątek, 25 grudzień 2020

    Hania, A Jakie Miejsca Campingowe Polecasz?

  • Asia
    Asia piątek, 25 grudzień 2020

    Dzięki Antek. Tak, Chorwacja jest bardzo kolorowa i nienudna:) polecam!

  • Hania, hiha.pl
    Hania, hiha.pl piątek, 25 grudzień 2020

    Ooo, super, że wam taki piękny pandemiczny wyjazd wypalił, a ja powspominałam sobie trochę naszą namiotową wyprawę po Chorwacji, sprzed wieeeelu lat ;)

  • antekwpodrozy
    antekwpodrozy piątek, 25 grudzień 2020

    Nie miałem jeszcze okazji odwiedzić Chorwacji, ale mam ten kraj na Liście marzeń :)
    Piękne zdjęcia

Leave a Reply

Your email address will not be published. HTML code is not allowed.