Blog

05 Paź

EMOCJONALNIE O KAMBODŻY

Posted by

Wertując wcześniejsze "strony" naszego bloga, można zauważyć duże emocje, jakie mną (nami) targały podczas całego pobytu w Kambodży. Moje odczucia już znacie. Nie mogę się również wypowiadać jako znawca o całym kraju, gdyż widzieliśmy tylko dwa miejsca, chociaż lądem przejechaliśmy spory jego kawałek. Poniżej parę informacji, które nie pojawiły się we wcześniejszych opisach.

Podstawowe informacje:

Waluta: riel kambodżański, obecna wartość (2014 r.) 1 USD = 4000 rieli
Stolica: Phnom Penh (do tej pory nie mam pewności, jak poprawnie się wymawia)
Język: kambodżański; duża znajomość angielskiego (nawet dzieci są w stanie przywitać się w każdym języku świata)
Transport: drogi w Kambodży nie należą do najlepszych i chyba jedynie odcinki od/do graniczne posiadają asfalt; wewnętrzne połączenia głównie w oparciu o minibusy, w miastach TUK-TUKi a ceny negocjowalne i zazwyczaj niewysokie jak na portfel obcokrajowca. Na drogach azjatyckich panuje "wolna Amerykanka".
Bezpieczeństwo: Oczy szeroko otwarte należy mieć wszędzie. Trzeba pamiętać o trzymaniu torby, aparatu (cennych dla nas rzeczy) tak, by nie były łatwo wyrwane przez kierowcę pędzącego motoru.
Zdrowie: Higiena w tym kraju nie jest na najwyższym poziomie a i większość jego terenu to obszary malaryczne (swoją wiedzę o chorobach opieraliśmy o stronę podaną nam przez lekarza: www.fitfortravel.com). Unikaliśmy napojów na bazie lodu niewiadomego pochodzenia (a zazwyczaj w ogóle nic takiego nie zamawialiśmy), często myliśmy dłonie, nawet przez myśl nie przeszłaby nam kąpiel w rzece czy jeziorze a z repelentem byliśmy za pan brat.
Wydatki: Mimo biedy ceny potrafiły być zaskakująco wysokie, jak na ten kraj (przede wszystkim stolica i Angkor i wszystko, co wokół). Przykładowo: pożywny posiłek, obiad - 3-6 USD (w Angkor do 7 USD), TUK-TUK - 2-4 USD za kurs, muzeum - do 5 USD, wejście 1-dniowe Angkor - 20 USD. Alkohol jak kupować to w stolicy, ceny poniżej tych na wolnocłówce (np. rum Bacardi 0,5 l - około 25 zł).

KIEDY JECHAĆ? Wtedy gdy mija sezon deszczowy, bo i mniej pada i komarów jak na lekarstwo, a tego staraliśmy się w całej podróży unikać. Głównie ze względu na dziecko, ale i mając na uwadze swoje bezpieczeństwo zdrowotne. My byliśmy na przełomie obu i trafiliśmy na "nie-sezon" turystyczny, więc i taniej.

KULINARNIE. Kuchnia kambodżańska, jak cała azjatycka, opiera się w głównej mierze na ryżu, lecz poprzez naleciałości sąsiednich wpływów różni się od każdego pobliskiego kraju z osobna. Na owe menu wpłynęła kuchnia tajska, wietnamska, ale i chińska czy laotańska. Mnie zachwycił wspomniany wcześniej "amok", czyli ryba pieczona w kokosie, z trawą cytrynową i podana w liściu bananowca (może to być również inne mięso). Popularne są wszelkiego rodzaju zupy, tzw. "samlor", które Kambodżanie potrafią jeść o każdej porze dnia. Jej odmianę stanowi "kyteow", czyli zupa z makaronem ryżowym. Podobno tubylcy zajadają się tu wszystkim, co schwytają, więc nie może nas zaskoczyć potrawa z: psa, tarantuli, węża, wszelkich robaków czy szczura. Jest wiele dań, których trzeba się wystrzegać, gdyż ich przygotowanie przez niedoświadczonego kucharza może poważnie zaszkodzić zdrowiu a nawet życiu. Ze względu na próby ograniczania spożywania wody niewiadomego pochodzenia, nie piliśmy innej niż butelkowana, ale i unikaliśmy napojów z  dodatkiem kostek lodu. Tym samym rezygnowaliśmy z popularnych apetycznych owocowych shake'ów zwanych "tukaloks". Za to ja stałam się fanem świeżych soków owocowych (bez lodu), głównie z ananasa czy "passion fruit". Julek pijał naturalną, słodzoną lemoniadę z limonek. Żałowałam, że nie jestem smakoszem piwa, bo było w czym wybierać (Angkor, Anchor, Tiger czy Kingdom  Beer oraz Chang).

ZAKWATEROWANIE. Wszystko w zależności od zasobności portfela i formy podróży, ale ceny zdecydowanie niskie jak za oferowany dobry standard.

Poza tym mogą się poszczycić jednymi z piękniejszych buddyjskich świątyń świata.

Leave a comment

Make sure you enter the (*) required information where indicated. HTML code is not allowed.