Blog

05 Paź

MAGICZNE ŚWIĄTYNIE ANGKOR

Posted by

Każdemu kiedyś tam na pewno o ucho obiła się nazwa Angkor Wat. Część wiedziała, że nazwa związana jest z kompleksem świątyń gdzieś w Azji, pozostała zgłębiała wiedzę ustalając, że znajduje się w Siem Reap w Kambodży, że każdy kto tam pojedzie, nie jest w stanie wyjść z podziwu nad jej ogromem, pięknem i tajemniczością, porównując ją każdorazowo do innych widzianych na swej drodze świątyń innych religii świata.

Opcje eksploracji Angkor Wat

Z nami było podobnie. Ten cud stworzony niegdyś rękoma człowieka przyciąga jak magnez ludzi z całego globu i nie ma takiego, który przeszedł by obok niego obojętnie. Sposobów na eksplorację Angkor jest wiele i można by wymyślać jeszcze różniejsze. Są TUK-TUKi, rowery, można podjąć próbę przejścia czy przebiegnięcia się po tym ogromnym terenie (choć jest on naprawdę spory). Na pewno jeden dzień to za mało i szczęściarzem jest ten, który może czerpać energię z miejsca przez wiele dni. Warto wydać 20 USD za wejście lub wykupić tańszy 3-dniowy czy tygodniowy bilet. 4-latki na pewno wchodzą gratis:).

1 DZIEŃ ODWIEDZIN

My zaczęliśmy zwiedzanie od rodzinnego wypadu z Junem. Cały dzień z kierowcą kosztował nas 15 USD, więc wyobraźcie sobie za jak małą sumę za cały dzień dostępności pracował June. Jeśli ktoś ma na tyle siły i samozaparcia, by wstać o świcie przed tłumami i zobaczyć (podobno) zachwycający wschód słońca nad Angkor Wat (wizytówką Kambodży), jest do dobry pomysł. Najwięcej turystów jest właśnie w tych najpopularniejszych obiektach, przez co ich poznawanie bywa czasami mniej ciekawe a zrobienie fotografii bez postaci na ujęciu obiektu bywa praktycznie niemożliwe. Mniej oblegane świątynie stają się tym samym przytulniejsze, bardziej tajemnicze, lecz jednocześnie zauważyłam przy nich większą liczbę żebrzących o każdy dolar małych dzieci czy starszych sprzedawców. Nie da się wtedy przejść obok tych osób obojętnie, bo człowiek miałby chęć obdarować ich każdym posiadanym groszem, ale jest to po prostu nierealne.

DUŻY OBSZAR ŚWIĄTYNNY

Rodzinnie odwiedziliśmy praktycznie wszystkie najważniejsze obiekty "mniejszego kręgu" Angkor Wat (będącego największą świątynią świata oraz budynkiem stanowiącym "bramę wjazdową" do kompleksu - nie sposób go ominąć), bramę wjazdową Angkor Thom (z murem okalającym most z posągami Buddy oraz jego postacią wyrzeźbioną na szczycie bramy), Bayon (i jego słynnymi wieżami z trójwymiarowymi, uśmiechniętymi twarzami Avalokiteshvary oraz niezliczoną liczbą mniejszych rzeźbień wewnątrz), Baphuon (zbudowany niczym z klocków, z potężną postacią leżącego Buddy na jego tyłach), długi na 350 metrów Taras Słoni, Ta Prohm (słynąca z potężnych korzeni drzew wyrastających jakby spod ziemi i okalających mury świątyni) czy mniejsze świątynie służące za biblioteki w XII wieku.

Był lunch w jednej z wielu knajpek tuż przy świątyniach, krótka przejażdżka na słoniu dla uciechy juniora (10 minut na grzbiecie tego wielkoluda kosztowała 15 USD od dorosłego, więc namówiliśmy sprzedawcę na zdjęcie na tle ruin za jedyne 3 USD, a i tak wyszło parę minut jazdy:), obserwacja oswojonych z widokiem ludzi małp.

Indywidualna, duchowa lekcja

Kolejny, tym razem mój indywidualny dzień to pozostałe, z "większego kręgu" świątynie. Zdecydowanie odmienną od pozostałych była Neak Poan stworzona na sztucznej wyspie a otoczona wodami z powalonymi suchymi drzewami. Do świątyni prowadził wąski pomost, wzdłuż którego grała "kapela" złożona z niewidomych, niepełnosprawnych kambodżańskich grajków czy młodych sprzedawczyń obrazów i jedwabnych szali. Dzień był fantastyczny i spokojny, lecz otaczająca mnie bieda i często smutny los tubylców wypruły ze mnie całą energię. Przybita, po powrocie do hotelu, leżałam w ciszy do końca dnia.

PAMIĄTKI NA TERENIE ANGKOR WAT

Kupiłam piękny tani obraz namalowany na papirusie (serce mnie bolało, gdy artystka sama próbowała wcisnąć mi parę obrazów za zdecydowanie za niską cenę za swoją sztukę), wymieniłam chłopcu 2 złote na riele (bo dostał od turysty na pamiątkę; tylko po co mu ta pamiątka, skoro on bosy chodzi i brudny?), kupiłam na siłę wodę od dziewczyny, która dała mi bransoletkę własnoręcznie zrobioną właśnie tego dnia (nie chciała za to pieniędzy, tylko liczyła, że kupię coś w jej sklepiku nawet za dolara), postać Buddy na lodówkowym magnesie od kilkuletniej dziewczynki (obiecałam sobie, że tego nie zrobię, bo te dzieci za wymuszoną przez rodzinę pracę nie mają z tego nic, ale nie mogłam, podobało mi się to i jak wspomniałam.. ciężko mi było przejść obok tego obojętnie).

PRZYKRY TEMAT

Dodatkowo przed oczami pojawiał mi się widok plakatu wiszącego w hotelowej toalecie, uprzedzający turystów przed seksem z nieletnimi grożąc karami więzienia i widząc (głównie w stolicy) starszych lub ciapowatych obcokrajowców w towarzystwie młodych, bardzo ładnych, niewinnych Kambodżanek. Chcąc nie chcąc wybierały dla siebie taki los. Pewny, stabilny i nie w biedzie. Czasami jednak możliwe, że nie wybierały.. głównie dzieci.

Podczas gdy następnego dnia Angkor Wat eksplorował Lisu, my z juniorem zwiedzaliśmy Siem Reap.

Fot. Dni na terenie Angkor Wat, Siem Reap. Kambodża (2014)

Leave a comment

Make sure you enter the (*) required information where indicated. HTML code is not allowed.