Blog

28 Wrz

TOP ATRAKCJE: TUOL SLENG I ROYAL PALACE

Posted by

Muzeum Ludobójstwa Tuol Sleng na pewno nie nadawało się dla oczu dziecka, więc ten dzień należał tylko dla dorosłego. Hotel zagwarantował mi pewnego kierowcę TUK-TUKa, który miał mnie zawieźć na drugą stronę miasta do tego tzw. Więzienia Bezpieczeństwa S-21 z 1975 roku.

S-21

Więzienie stanowiło miejsce tortur Kambodżan uznanych za zdrajców partii komunistycznej i rewolucji, za reżimu Czerwonych Khmerów. Zostało utworzone w murach dawnej szkoły i mieściło się w pięciu budynkach. W każdym, na trzech kondygnacjach z sal klasowych potworzono sale tortur, przesłuchań a w innych wybudowano małych wielkości sale więzienne do przetrzymywania w nieludzkich warunkach więźniów. To, co zobaczyłam tego dnia, było nietknięte od dnia ucieczki oprawców z S-21 w 1979 roku.

WNĘTRZA TUOL SLENG

Była cisza, duże sale z pojedynczymi pryczami i sprzętem tortur, zdjęciami na ścianie ukazującymi to, co fotograf więzienia zastał tuż po jego opuszczeniu (zazwyczaj martwe ciała więźniów), otoczone drutami kolczastymi okna (chroniące przed ucieczką), by w dalszej części zobaczyć setki portretów osób, które przez to piekło przeszły i niestety nie przeżyły. Były obrazy przedstawiające egzekucje, biografie więźniów dokładnie spisane przez katów, narzędzia zbrodni i tortur oraz czaszki tych, którzy pochowani byli w okolicach Tuol Sleng bądź w Choeung Ek w masowych grobach (pod Phnom Penh).

Podobno w S-21 przetrzymywano około 17 tysięcy więźniów, z czego przeżyło 12 osób. Przetrwały tylko dzięki szczęściu bądź umiejętnościom tj. malarstwo, które w danym momencie zaintrygowało Pol Pota czy innych współpracowników dyktatora. Miałam możliwość zobaczenia dwóch staruszków, którzy na terenie więzienia sprzedawali swoje biografie. Na skromnym placu znajdywały się również jaskrawo-białe grobowce ostatnich czternastu ofiar Tuol Sleng. Poza pięknymi zabytkami, świątyniami, to Muzeum Ludobójstwa jak i tzw. Killing Field w Choeung Ek są najczęściej odwiedzanymi przez turystów miejscami. Jest to trudne przeżycie, ale obowiązkowe.

Pałac Królewski

Sowicie okryta, tym razem dobrze przygotowana na odwiedziny w Royal Palace, punkt 14 zjawiłam się w bramach królestwa. Posesja otoczona wysokim, żółtym murem odgradzała się od miasta, tworząc pewnego rodzaju oazę spokoju i piękna. Zielone ogrody w kontraście ze złocistymi zdobieniami czerwonych dachów budynków pałacowych cieszyły oko. W drugiej części zamkniętej przestrzeni znajdywała się Silver Pagoda, zwana również Pagodą Szmaragdowego Buddy. Majstersztyk rzeźbień chyba przygotowywał mnie do odwiedzin w najbardziej oczekiwanym kompleksie świątyń - Angkor. Był zapach kadzideł oraz dźwięki typowo khmerskiej muzyki cymbałkowej dobiegającej zza muru tuż przy wyjściu z obiektu.

Khmerska kuchnia

Na zakończenie dnia ruszyłam w kierunku skrzyżowania głównych bulwarów miasta, na którym dumnie prezentował się Pomnik Niepodległości. W bliskiej odległości zlokalizowałam ukrytą wśród budynków małą uliczkę i polecaną knajpkę z typową khmerską kuchnią wegetariańską i wegańską. Na szczęście dla mięsożerców menu również przewidywało jakieś pozycje, więc po chwili w spokoju (bo byłam jedynym gościem restauracji) zajadałam się rybą w amoku (nie, nie była szalona:), która w formie zmielonej, bardzo przyprawowej, aromatycznej paćki wylądowała w opakowaniu z liścia banana na stole. Akompaniował jej brązowy ryż. Na początku zdążyłam obruszyć się sama przed sobą niewielką porcją dania za dość dużą kwotę jak na kambodżańskie warunki, ale gdy spróbowałam tego rozpływającego się w ustach niepowtarzalnego smaku, a zasycona nie mogłam dopatrzeć się dna amoku, uznałam wybór za celny. Mimo pełnego żołądka skusiłam się jeszcze na lody, bo mieli je własnego wyrobu. Najbardziej ciekawe smaki to miodowa kukurydza, czy kokosowy imbir. Cud malina!

PHNOM PENH NOCĄ

Wieczorem niebo nad Phnom Penh oszalało, serwując nam pokaz pioruńskich wybuchów burzowych połączonych z ostrą ulewą. Ta ostatnia w pięć minut zmieniła naszą uliczkę w rwący strumień po kolana. Jednak tym, którzy tłumnie przybywali do - wydawało się - bardzo słynnej dyskoteki z DJ-em i muzyką na żywo (widocznej z tarasu naszego hotelu), mokre ubrania i trudne przeprawy z TUK-TUKa pod drzwi knajpy nie pokrzyżowały planów. Nam miło było podrygiwać przy dorosłych rytmach:).

Więcej o Phnom Penh piszemy tu i w kolejnym artykule.

Fot. Muzeum Ludobójstwa, Pałac Królewski, kuchnia khmerska. Phnom Penh, Kambodża (2014).

Leave a comment

Make sure you enter the (*) required information where indicated. HTML code is not allowed.