Blog

28 Sie

CHINY - SPOSTRZEŻENIA, SUGESTIE, RADY

Posted by

Nie widzieliśmy całych Chin. Jest to oczywiście niemożliwe, nawet jak byśmy zacisnęli pasa i przez 2 miesiące próbowali jak najszybciej pokonywać niekończące się odległości, by dojechać do kolejnej atrakcji, wsiadać w kolejny szybki (a tym samym drogi) pociąg i pędzić dalej. W naszym planie niewiele było przyrody, natury, którą tak bardzo kochamy. Jednak wszystko było nowe, zaskakujące, ogromne i nowoczesne. Nie takich Chin się spodziewaliśmy.

Praktyczne informacje:

Waluta: juan (CNY, Y) obecna wartość (2014 r.) 1PLN = 2 Y (obliczenia jak widać były łatwe, wszystko na 2)
Stolica: Pekin (w Chinach Beijing)
Język: w przeważającej części raju mandaryński (chińskie znaczki nie do podrobienia), znajomość innego języka - znikoma lub żadna; jedynie w hostelach międzynarodowych znajdziemy obsługę anglojęzyczną
Transport: kolej przoduje spośród wszystkich możliwych opcji transportu (szczegółowo opisana przeze mnie w "O Lisie, który jeździł koleją"), poza tym autobusy (staraliśmy się z nich rezygnować na rzecz pociągów; podobno te pierwsze wykazane są w statystykach wypadkowych najczęściej) poza tym w miastach: riksze, taksówki (najlepiej od razu poprosić kierowcę o włączenie taksometru; wszelkie negocjacje i tak wychodzą na plus dla taksówkarza).
Bezpieczeństwo: nie odczuliśmy nawet przez chwilę strachu o nasze bezpieczeństwo. Chińczycy raczej wydają się być narodem otwartym, ciepłym, niezainteresowanym rzeczami nieswoimi:). Jedynie o bezpieczeństwo trzeba dbać na ulicy, chodząc wśród rozpędzonych wszelkich pojazdów, dla których pieszy nigdy nie ma pierwszeństwa.
Zdrowie: w Chinach nie czyhają jakieś ukryte groźne choroby. Trzeba pamiętać o klimatyzacji, która bywa zdradliwa szczególnie w okresie wzmożonych upałów. Zbytnie chłodzenie rozgrzanego organizmu prędzej czy później może się na nas zemścić. My dodatkowo mieliśmy szansę poznania chińskich klinik. W dużych miastach nie powinno być z nimi najmniejszego problemu. W mniejszych, mimo że my zostaliśmy obsłużeni ekspresowo i w miarę możliwości dobrze, z leczeniem może być  problem i trzeba to mieć na uwadze. My podobno mieliśmy dużo szczęścia w nieszczęściu. W wielu szpitalach w mniejszych mieścinach doktorzy bez pediatrycznej specjalizacji mogliby nie podjąć się pomocy Julkowi.

KIEDY JECHAĆ? Myślę, że wiosna bądź wczesna jesień byłyby najlepszym okresem na podróżowanie i ze względu na mniej uciążliwą pogodę (przyjemnie ciepło a nie omdlewająco gorąco) i niewakacyjny okres Chińczyków (ich jest i tak sporo, a gdy do tego jeszcze dołoży się ich wolny czas, ma się gwarancję większych kolejek wszędzie, a co za tym idzie - zwiększony harmider wszędzie).

TUBYLCY. Bardzo ciekawscy. Interesuje ich wszystko co jest dla nich nowe, co ich intryguje, a takim elementem dla nich byliśmy my - Biali, a szczególnie Julek. Robiono mu zdjęcia, podchodzono i na siłę łapali za ręce, próbowali całować. Poza tym jak tylko mogli służyli pomocą. Ich znajomość języka angielskiego praktycznie żadna. To co mnie się w nich nie podobało to: są strasznie głośni (bezmyślnie potrafią rozedrzeć się nad uchem nie wpadając na pomysł, że ktoś właśnie mógł ogłuchnąć; albo nie mają wyczucia i w pociągu gadają do późnych nocnych godzin, podczas gdy inni mają chęć spać), a jak są w kupie to na dłuższą metę jest to nie do wytrzymania; charczą i plują gdzie popadnie (co jest po prostu obrzydliwe, głównie jak się to słyszy), pierdzą w miejscach publicznych (i niczym się nie przejmują, nawet jak towarzyszy temu dźwięk, nie mówiąc już o zapachu), pchają się w każdej kolejce (do wagonu, do przejścia np. na peron, do metra itd. i zachowują się przy tym jak święte krowy, zatem polecam robić to samo), każdy jeździ w tym kraju na motorze, motorowerze czy innym podobne dwukołowej maszynie i robi to jak popadnie, na oślep, niezgodnie z przepisami drogowymi (to jest niebezpieczeństwo dla turystów, bo oni sami do tego przywykli i statystycznie prawdopodobnie między tubylcami nie dochodzi do zbyt dużej liczby wypadków).  

TOALETY PUBLICZNE. To jest miejsce, którego się nie doświadczy chyba w żadnym kraju. Smród, syf, dziury w ziemi, otwarte kabiny, ludzie załatwiający się przy sobie bez żadnego skrępowania. A to wszystko można zobaczyć nawet w restauracjach przydrożnych.

PAPIEROSY. Chińczycy palą wszędzie i dużo, nawet przy widocznym zakazie i nikt nikogo za to nie gani. Najbardziej zaskoczył mnie widok dwóch mężczyzn, którzy spędzając w restauracji przy obiedzie dużo czasu, zostawili po sobie kupkę petów (choć to raczej był stos jak śmietnik jakiś) pod stołem. Palili, wyrzucali pod stół i dla nikogo nie było to żenujące obrzydliwe czy warte zwrócenia uwagi. A restauracja była elegancka.

KULINARNIE. Kuchnia chińska jest bardzo urozmaicona, świeża, smaczna, w większości przygotowywana na szybko co powoduje, że np. warzywa nie są rozgotowane a przyjemnie chrupiące, mięso właściwie przyprawione (ale trzeba pamiętać o chilli, którego smaku nie każdy potrafi wytrzymać). Każda prowincja to inny styl kulinarny i smaki, więc jeśli ktoś uwielbia poddawać się degustacji, Chiny dobrym są ku temu miejscem. Pory posiłków Chińczyków zaczynają się dość wcześnie. Śniadanie jest niewielkie, złożone głównie z jajek, ryżu fasoli, orzeszków ziemnych, w akompaniamencie herbaty. Raczej nie pijają kawy (przynajmniej w porze śniadaniowej). Na ulicy można zjeść dobre, pożywne jedzenie w formie omletu z jakimiś zielonymi dodatkami. Obiad Chińczycy jadają wcześnie, bo około 12-13.  W późniejszych godzinach możliwe jest dłuższe oczekiwanie na posiłek. Odnosiłam wrażenie, że Chińczycy jedzą nieustająco i jadanie w restauracjach, knajpach czy w ogóle na mieście jest naturalne dla całych rodzin. Bardzo popularne jest jedzenie uliczne i na tzw. night markets (ulicznych marketach tętniących życiem od późniejszych godzin popołudniowych). Napiwki nie są wymogiem w restauracjach.

Z alkoholi bardzo popularne jest piwo. Ja piłam czerwone wino, głównie to z etykietą "Great Wall". Zaskakująco dobre, mimo ceny dochodzącej (w dół) do 15 zł.  

MUZYKA. Jest obecna w życiu Chińczyków. W wielu miastach czy miasteczkach można natknąć się kluby karaoke, gdzie miejscowi trenują swoje umiejętności wokalne. Niestety czasami z miernym skutkiem. Programy telewizyjne prześcigają się w muzycznych konkursach i show, a w wielu parkach zbierają się grupki (głównie starszych osób) trenujących głosy z przyjaciółmi.

Z DZIECKIEM. Chiny, w moim odczuciu, nie są dla małego dziecka. Jest wiele pięknych klasztorów, historycznych zabytków które malucha nie zainteresują nawet przez chwilę. To co może zaintrygować, to metro, szybki pociąg albo chińskie zabawki. Tubylcy natomiast są bardzo pozytywnie nastawieni do dzieci, głównie innej narodowości, bo chyba takich w swym życiu na żywo nie widzieli zbyt wiele.         

CENY. Życie w Chinach może być całkiem niedrogie, o ile człowiek nie przemieszcza się zbyt często (głównie szybkimi pociągami, bo te kosztują najwięcej) a płatne atrakcje rozkłada sobie w czasie (bo również są one tu najdroższe). Restauracyjne jedzenie potrafi mieć przyzwoite ceny, a i można popróbować stołować się na ulicy, na tzw. night marketach (tu ceny są naprawdę niskie). Kuchnie w hostelach czy hotelach, w których można by samodzielnie gotować, praktycznie nie istnieją. Zdarzają się w apartamentach, lecz często kuchnią jest jej atrapą i trzeba wtedy dosadnie dać do zrozumienia gospodarzom, że potrzebujemy gotować. Wtedy zazwyczaj użyczą swego sprzętu. My na koniec podróży po Chinach zakupiliśmy własną, małą i poręczną elektryczną płytę na jeden garnuszek do gotowania. Możemy ją podłączyć wszędzie i na szybko coś upichcić.

ZAKWATEROWANIE. Przedział cenowy szeroki, ale za cenę np. 120 zł można mieć ekskluzywny apartament wielkości regularnego mieszkania na parę osób. Nawet najprostszy pokój był schludny, czysty i elegancki (nawet jeśli prosty). My z dzieckiem decydowaliśmy się na rezerwowanie noclegów poprzez stronę booking.com. Na miejscu zawsze okazywało się, że otrzymaliśmy dobrą, wynegocjowaną cenę za pokój.

ELEKTRYCZNOŚĆ. W podróży nie jest potrzebna żadna przejściówka do kontaktu. Z reguły wszędzie znajdują się uniwersalne wtyczki pasujące do tych europejskich jak i chińskich.

KARTA PŁATNICZA. Europejskie karty płatnicze nie są honorowane, zatem trzeba być przygotowanym do płacenia a wszystko gotówką. Bankomaty są dostępne dosłownie wszędzie, więc jej wypłata nie stanowi problemu.

Leave a comment

Make sure you enter the (*) required information where indicated. HTML code is not allowed.