Blog

14 Sie

GROTY LONGMEN

Posted by

O świcie, po szybkim śniadaniu, pożegnałam się z zaspanymi domownikami i ruszyłam w samotną wyprawę do grot Longmen. Czułam podekscytowanie wydarzeniem ale i smutek, że będę je przeżywała sama. Z drugiej strony wiedziałam, że 4-latka nie zainteresują skały, w których są jakieś posągi. Przeszłam przecznicę szybkim krokiem i tak jak pokierowała mnie pracownica recepcji, wsiadłam w miejski autobus 53 i za juana odbyłam około 40-minutową podróż do granic parku. W spokoju mogłam obserwować pobudzony ruch uliczny, podczas którego walka o wolną przestrzeń na ulicy nie miała końca.  

Światowej sławy rzeźby

Do bram atrakcji prowadziła alejka otoczona straganami. Na końcu były kasy. Za wejście zapłaciłam 120 juanów (60 zł). Wzmożony ruch turystyczny dopiero się zaczynał, więc miałam nadzieję na choć trochę spokoju. Groty Longmen to nieskończona liczba skalnych posągów Buddy (podobno około 100 tysięcy) ciągnące się kilometr wzdłuż rzeki Yi. Ciężka praca została tak wysoce oceniona przez świat, iż część posągów znalazła swoje miejsca w muzeach Nowego Jorku, Kansas City czy Tokio. Większość rzeźb znajduje się po zachodniej stronie rzeki. Obejrzeć je można z bliska, wdrapując się po stromych schodach tuż przy ścianie skalnej. Wszystkie uzmysławiają oglądającemu ogrom pracy włożonej w wyżłobienie tych dzieł sztuki w skale. Były dopracowane w każdym szczególe, nawet najdrobniejsze detale. Miniaturowe postacie Buddy, rozmaite odcienie skał i tym samym posągów, spływająca z góry woda oraz najpotężniejsze (17-metrowe) postacie Buddy Losana zapierają dech w piersiach, nawet u tych, którzy nie wyznają buddyzmu bądź niewiele o tej wierze wiedzą.

Przechodząc mostem na drugą stronę rzeki, poza regularnie już pływającymi stateczkami z turystami, można ujrzeć zazielenioną część rzeki, na której przysiadały ptaki, wędkarze w typowych chińskich nakryciach głowy łowiących ryby, zalesioną część brzegu. Wschodnia część nie posiadała już tak wielu skalnych "eksponatów", lecz te umiejscowione były w bardziej dzikim i naturalnym środowisku - wysoko w skałach, do których prowadziły długie betonowe schody. Dotknięta czasem postać Buddy o tysiącu ramionach i oczu naprawdę robiła wrażenie, gdy człowiek faktycznie dojrzał niezliczoną liczbę członków.

Ta część atrakcji to również Świątynia Xiangshan na wzgórzu, która była wisienką na torcie tego dnia. Docierając na plac świątyni, docierały do mnie dźwięki buddyjskiej spokojnej melodii, której towarzyszył zapach kadzideł palonych tuż przed jej wejściem. Na wzgórzu znajdywała się również willa prezydenta z 1936 r., który na swoje 50-te urodziny postawił ją sobie jako prezent. Miał zdecydowanie piękny widok z okna:).

Na koniec odwiedziłam piękny tajemniczy ogród Bai Juyi, wśród egoztycznych roślinności, bambusów, rzeczki i wodospadów. Ogród stanowił idealne miejsce do schronienia przed dużym upałem. Tu też wciągnięta w magię miejsca zakupiłam sobie dwie pamiątki z kamienia: bransoletkę i łańcuszek z rzeźbioną twarzą Buddy.

Old City w Luoyang

Wracając do domu, wstąpiłam na Stare Miasto w Luoyang, gdzie z przyjemnością gubiłam się wśród starych uliczek pełnych straganów, gdzie można było kupić dosłownie wszystko. Czerwone lamiony, którymi usłane było miasto dodawały mu tajemniczości i uroku. Zaszłam na typowy chiński obiad w nadziei na nieostre danie. Jakimś cudem udało mi się wytłumaczyć personelowi moje smaki i po chwili na stole stała drewniana miska ryżu w akompaniamencie potrawki z kurczaka w warzywach. Pierwszy raz też doznałam zainteresowania moją osobą (w zdecydowanie mniejszym stopniu niż moje dziecko) i nic na to nie mogłam poradzić. Bez pytania robiono mi zdjęcia (w trakcie jedzenia, cudownie!) komórką. Chińczycy robili to tak sprytnie, że niby coś tam grzebali w niej ale pionowo, celując obiektyw aparatu w moim kierunku. Na koniec już, kelnerka nie wytrzymała i poprosiła o wspólne zdjęcie. To i ja postanowiłam nie być gorsza i zrobiłyśmy sobie jeszcze jedną fotografię moim aparatem.

Comments

  • Asia

    Tak, widziałam Wasz filmik i wtedy żałowałam, że nie miałam okazji zobaczyć Grot nocą.. no ale może jeszcze kiedyś, kto wie:)

    Asia niedziela, 13 marzec 2016 11:58
  • Ola Merecz

    Niesamowite, że byliśmy w tym miejscu, ale jakby w innym. (Na pewno w tym) Na percepcję, jak się okazuje, wpływa wiele czynników. My byliśmy tam wieczorem, nie było już kramików i tłumu. Sama wspominam to jako wręcz mistyczne przeżycie. Nie zauważyliśmy tej "dżungli". Widzieliśmy za to groty pięknie oświetlone nocą. Nie zdążyliśmy jeszcze o tym napisać, ale mamy filmik; https://www.youtube.com/watch?v=cd7zURGpY_c

    Ola Merecz sobota, 12 marzec 2016 20:28

Leave a comment

Make sure you enter the (*) required information where indicated. HTML code is not allowed.