Blog

03 Sie

"TEMPLE OF HEAVEN" ORAZ "NIGHT MARKET"

Posted by

Mimo że po trzech dniach spokoju, oswajania się z ruchliwym i kolorowym miastem oraz jednym dniu w Zakazanym Mieście, Krzysiek uznał, że chciałby się odprężyć w jakimś typowym parku Pekinu. Gdzieś gdzie mógłby popatrzeć na ćwiczących (czy tańczących) tai-chi, gdzie można schować się w cieniu drzewa i odetchnąć od notorycznego upału. Wybrał Temple of Heaven. Czytaliśmy, że prawdziwy odpoczynek można tam odnaleźć o świcie, lecz nam dane było go poczuć nawet po południu. Każde wejście do parku w Pekinie wiązało się z odstaniem swego w kolejkach po zakup biletów. Julek nie płacił nic - o tyle dobrze.

Świątynia Niebios

Tego dnia, jakby na życzenie troszkę się ochłodziło a niebo spowiły chmury uniemożliwiając palącemu słońcu ogrzewać zbytnio wszystko dookoła. Mogliśmy z większą przyjemnością delektować się spokojem, jakąś nieopisaną energią parku, prawie na stojąco zasypiać gdzieś po środku. Skąd się to wzięło? Nie wiem, ale faktycznie tak czuliśmy. Park powitał nas pewnego rodzaju długim zadaszonym pawilonem, okrytym rzeźbioną dachówką z elementami zwierzęcymi oraz drewnianymi podporami w odcieniach lazuru i zieleni. Wzdłuż tej budowli, na poręczach jakby ogrodzeń zasiadali starsi mieszkańcy relaksując się przy zespołowych grach. Jedne wyglądały na coś na kształt szachów, inne zwykłe karciane, część przy tym piskliwie podśpiewywało, ktoś podrygiwał przy dźwięcznej muzyce z bezprzewodowego magnetofonu. Tuż za pawilonem zastaliśmy mur, za którym wyrastała owa świątynia niebios, a wokół niej rozpościerały się połacie dzikiej wysokiej trawy, grubego korzenia drzewa oraz skrawki ziemi z ławkami, przy których stali jacyś grajkowie, kolejni przyjaciele urządzający sobie próby śpiewu. Było naprawdę uroczo i relaksacyjnie. Spacerowaliśmy spokojnie, gdzie pchała nas energia. Gdzieś w oddali docierały nas oklaski, które na miejscu okazały się pewnego rodzaju rytuałem relaksacyjnym czy medytacyjnym. Na rozrzuconej niewielkiej przestrzeni, w ustawieniu w różne strony świata, stała grupa również starszych osób, wyklaskujących w rytm nadającego mentora jakieś dźwięki. Wyglądało to tak, jakby próbowali się przez to oderwać od rzeczywistości, oczyścić umysł, na koniec oklepując się po całym ciele, wydając dodatkowo jakieś głośne wydechy. W innej części parku jakaś grupa kobieca tańczyła jakąś odmianę tai-chi. Krzysiek usnął na ławce, ja prawie na siedząco trzymając jego głowę na kolanach. W zaciszu drzew pojedyncze osoby wykonywały ruchy tai-chi, grały w parach w tenisa czy po prostu spacerowały. Nie do pomyślenia, że tylko mur dzielił tą oazę spokoju od ruchliwego i rozwrzeszczanego miasta.
 

Którego robaka zjeść?

Żegnaliśmy Temple of Heaven spokojniejsi i ospali. Dlatego należała nam się dawka emocji pod postacią Night Market, czyli rynku pod gołym niebem w okolicach ścisłego centrum, gdzie odważny mógł zaserwować sobie na przekąskę: skorpiona, rozgwiazdę, czy inne robactwo nic-nieprzypominające. Market dostarczył nam kompletnie odmiennych emocji, gdy podczas głośnych nawoływań kucharzy wtoczyliśmy się w niesamowicie ruchliwą, kolorową od rozświetlonych lampionów i straganowych  gadżetów uliczkę Donghuamen przy Wangfujing. O dziwo, Julek tuż po wyjściu z metra zasnął na dobre i mocny sen nie wybudził go wśród tego nieustającego gwaru. Spróbowaliśmy paru przysmaków, świadomie rezygnując z ruchliwych jeszcze szaszłyków z ziemnych stworów, ale równie niewiadome i nieznane były dla nas smaki, których skosztowaliśmy. Uznałam, że Chińczyk jest w stanie ze wszystkiego zrobić posiłek i prawdopodobnie według skośnookiego nie ma rzeczy nie do zjedzenia:). Niestety nie najedliśmy się, a właśnie market miał stanowić miejsce naszego obiadu. Wyszliśmy zmęczeni przepychaniem, głodni i wkurzeni, że wydaliśmy mnóstwo pieniędzy. Prawdopodobnie widząc nierozumiejącego słowa po chińsku obcokrajowca, sprzedawca uznał nas za dobry kąsek (zarobkowy) i zdarł wymyśloną kwotę za dania które nie były tego warte. Cóż, trzeba było taki market zobaczyć i poczuć jego klimat. Jednak na dobry obiad czy kolację proponowałabym wybrać się gdzie indziej. 

Leave a comment

Make sure you enter the (*) required information where indicated. HTML code is not allowed.