Blog

02 Sie

PEKIN. SPOKOJNE OSWAJANIE SIĘ

Posted by

W nocy dopadła Julka "zemsta Faraona". Nawet bidul nie zdawał sobie z tego sprawy, że wymioty i biegunka mogą być oznaką jakiegoś niefajnego ataku bakterii. Przyjął to na klatę, jakby było jednym z elementów każdego dnia. Zazwyczaj przejmował się mniej istotnymi rzeczami. Nieprzespana i spędzona w toalecie noc dość mocno go zmęczyła i odwodniła, chociaż o dziwo (chyba dlatego, że jest dzieckiem), próbował wykrzesać z siebie dużo energii za dnia. Nic nie jadł, trochę więcej pił, a my się zamartwialiśmy, bo wjazd do Chin oznaczał dla niego zero podejmowanych prób jedzeniowych. Dlatego szczerze zastanawialiśmy się, co mogło mu zaszkodzić i jak najszybciej próbowaliśmy odzyskać jego "polski" apetyt. Nieplanowane oczyszczenie odeszło szybciej niż się tego spodziewaliśmy, jednak na regenerację sił daliśmy mu więcej czasu i przez pierwsze dwa dni oswajaliśmy się z nowym krajem, największą stolicą świata, wszechobecnymi niezrozumiałymi znaczkami i niebywałą otwartością i pomocą Hostelu Salintun w dzielnicy o tej samej nazwie. Oczywiście, nawet mimo słabości, Julek był gwiazdą tego miejsca, czy tego chciał czy nie. O ile w bardzo zeuropeizowanym hostelu (właściciel jest Europejczykiem) wszystko było wyliczone i dość drogie, Julek od pracowników recepcji co chwilę otrzymywał jakieś owoce czy łakocie. Z nieśmiałością dawał się utulić i z radością przyjmował podarunki.

Aklimatyzacja i rekonesans miejsca

Z przyjemnością odpoczywaliśmy w naszym trzyosobowym prywatnym pokoju na drugim piętrze wielkiego budynku. Natomiast w koedukacyjnym salonie pełnym cudzoziemców spędzaliśmy czas na: grze w piłkarzyki, bilarda (według zasad Julka), szachy, pijąc przy tym pyszną kawę z ekspresu czy próbując zachodnich dań zamawianych dla opornego nowym kuchniom małego. Podczas tego organizacyjnego czasu próbowaliśmy zlokalizować jakiś bankomat, dobrą niedrogą knajpę (w której będziemy świadomie zamawiać dania), mały sklepik, jakiś park dla małego i wreszcie, by oddać ubrania do pralni.

Pekin na ten czas zaserwował nam parną, ciężką do przywyknięcia upalną i bezwietrzną pogodę o nieustającym wrażeniu oberwania chmury lada chwila. Człapanie po rozgrzanym betonie, przystosowanie się do głośnych ulic, gdzie pieszy nigdy nie ma pierwszeństwa (nawet na pasach i zielonym świetle), pchania do tego wózka z osłabionym dzieckiem, było również ogromnym wyzwaniem dla nas. Trzeba jednak przyznać, że z każdym krokiem, każdym dniem, Pekin wciągał i uzależniał. Jego ogrom, różnorodność, miliony skośnookich przeróżnych osobowości mijanych na ulicy, niesamowite wszechobecne rozwiązania techniczno-organizacyjne miasta zadziwiały, ale i odmienne były od naszych pierwotnych skojarzeń z Chinami.

- Nie tak wyobrażałem sobie kraj, gdzie rządzi partia komunistyczna.- Za każdym razem, gdy tylko ujrzał coś zaskakującego Krzysiek, wypowiadał te słowa. - Pyszne mają tu jedzenie. - A to zazwyczaj wypowiadaliśmy razem uraczeni pysznym wachlarzem smaków serwowanych w nowych knajpkach. Wszystko świeże, pachnące, warzywne, i o dziwo bardzo często niepikantne. Nastawieni byliśmy raczej na każdorazowe uprzedzanie kelnerki czy kucharza o daniu bez chilli. Nie było takiej konieczności.

Lisu wracał do formy podejmując próby joggingu. Było to zadanie dość trudne, gdyż wieczorami upał nie ustawał, a przeciskanie się podczas biegu przez stojące murem gęste parne powietrze wyciskało z człowieka dodatkowe poty. Ja pisałam, czytaliśmy książki, Julek nadrabiał stracony czas bez bajek. Gdy z najmłodszym było coraz lepiej zaserwowaliśmy mu wieczorne spacery po rozświetlonych neonami ulicach, wśród uprawiających sport wokół pobliskiego stadionu Chińczyków (grali na wielkich placach w koszykówkę, ping-ponga, biegali na bieżni, czy po prostu jeździli na rowerach). Jednak największą radość zapewniliśmy mu siadając do zelektryzowanej rikszy. Na buzi pojawił się tak wielki uśmiech, że mogłam się tylko martwić o to, czy oby nie połknie za wiele much podczas tej jazdy:).

Beijing (chińska nazwa Pekinu) - od jutra poznajemy cię lepiej!

 

Comments

  • ynka

    Chiny za pierwszym razem zadziwiają chyba każdego - bo nie tego spodziewa się przeciętny Europejczyk, zwłaszcza taki z dawnego bloku wschodniego :) Technologicznie jesteśmy 50 lat za Chinami. A jedzenie, fakt, mają obłędnie pyszne.

    ynka czwartek, 07 sierpień 2014 07:33
  • Wiesława Ejsmont

    Dzięki takim opisom podróżujemy razem z Wami Kochani, mimo to tęsknimy. Rodzice

    Wiesława Ejsmont poniedziałek, 04 sierpień 2014 18:19
  • Jaskol Malgorzata

    Amore mio che sei bellissimòooo baci dalla nonna Malgosia

    Jaskol Malgorzata sobota, 02 sierpień 2014 21:40

Leave a comment

Make sure you enter the (*) required information where indicated. HTML code is not allowed.